Skocz do zawartości

  • Zaloguj korzystając z Facebooka      Logowanie »   
  • Rejestracja »
  • Co nowego?

net4game

Największy polski serwer RolePlay w GTA: San Andreas Multiplayer

Zdjęcie

[Uznany] [Apelacja o UNCK]Paulie_Boccaccio.


  • Please log in to reply
11 odpowiedzi w tym temacie

#1 Ajronone0 28/02/2010 - 12:24

Ajronone
  • Świeżak
Witam serdecznie administratorów serwera i wszystkich gości, którzy właśnie czytają ten temat. Kieruję do Was prośbę o nadanie mi Un Character Kill na mojej postaci, jaką jest Paulie_Boccaccio.

Wyjaśnienie:
Otóż, sytuacja miała się następująco. Gadałem z Vinnim o pieniądzach dla niego. Chciał sporą sumkę. Moja postać przeżywała spore załamanie nerwowe, więc zapłakany zsunąłem się po ścianie i zacząłem rozpaczać. Szef wyciągnął rękę ku mnie i zaproponował drinka. Zgodziłem się. Napiliśmy się, potem jakiś agencik wpadł i poprosił go o słówko. Wówczas ja wyjechałem samochodem po pieniądze. Pijany, spity jak śmieć. Od dawna namyślałem się jaką łamigłówkę dać moim ludziom, więc wpadłem na pomysl na wypadek i danie sobie CK, aby rozpaczali IC. Wszystko poszło po mojej myśli. Dodam, iż Angelo wiedział o moich planach, co może to potwierdzić. Uderzyłem w ścianę, postać straciła przytomność, wtedy skontaktowałem się z Angelo na komunikatorze, iż realizuję plan. Potwierdził to. Wszyscy zaczęli rozpaczać IC - plan się powiódł. Tylko ja i Angie wiedzieliśmy o wszystkim. Odegramy teraz akcję, iż od razu po wypadku moje ciało trafiło do szpitala z poważnymi obrażeniami. Będę leżał 3 dni w łóżku. Liczę na odwiedziny ze strony członków, heh. Mam nadzieję, że postać wraz z dorobkiem powróci w moje ręce po tej prośbie. Miałem na myśli czystą łamigłówkę.

Uważam, że nie będzie problemów z przywróceniem postaci. Dziękuję!
  • Do góry
    • 0

#2 Łepeczyn97 28/02/2010 - 12:30

Łepeczyn
  • Świeżak
Potwierdzam że to był nasz plan. Chcieliśmy zobaczyć reakcję podwładnych, czy wielbili Paulie'go jak Rzymianie Oktawiana Augusta, czy mieli do niego nienawiść, okazało się że nasi ludzie są jednak lojalni.

P.S
Odwiedziny oczywiście będą ze sporymi prezentami :)

Podpisuje się pod nadaniem Un Charackter Kill Paulie'mu

Pozdrowienia.
  • Do góry
    • 0

#3 Cris_Ryders 5 28/02/2010 - 12:34

Cris_Ryders
  • Zbanowani
A może tak według wzoru? Sądzę, że Administracja odrzuci, ponieważ nie stosujesz się do wzoru.
  • Do góry
    • 0

#4 michux443 28/02/2010 - 12:40

michux
  • Gracz
Paulie bardzo dobrze odgrywa swoją postać. Klimat na Rodeo bez niego będzie inny. Wpisał /akceptujsmierc, ponieważ każdy wbiłby w jego profil i sprawdzał czy faktycznie ma CK.
  • Do góry
    • 0

#5 Mikuś 144 28/02/2010 - 12:42

Mikuś
  • Świeżak
Administracja na pewno to odrzuci - za danie sobie CK się unCK nie dostanie.
  • Do góry
    • 0

#6 Ajronone0 28/02/2010 - 12:47

Ajronone
  • Świeżak
Moje CK miało na celu małą łamigłówkę, więc co w tym złego? Chciałem trochę zakręcić moich ludzi - Udało się. Angie i ja planowaliśmy to licząc na przychylenie się administracji do naszych planów.
  • Do góry
    • 0

#7 ksiomal 0 28/02/2010 - 13:10

ksiomal
  • Zbanowani
Dobrze, to teraz pójdź i skocz z jakiegoś wysokiego budynku, zabij sie, bo chciałeś dać łamigłówke swoim kolegom. Twoja postać zginęła wraz z wpisaniem tej komendy, więc jak ma nagle ożywić sie?
  • Do góry
    • 0

#8 Ajronone0 28/02/2010 - 13:17

Ajronone
  • Świeżak
Moje CK nie polegało na kompletnej śmierci, ani totalnemu sensowi tej komendy. Chodziło mi o wstrząśnięcie moją rodzina.
  • Do góry
    • 0

#9 Vinnie402 28/02/2010 - 13:41

Vinnie
  • Gracz
Może to i awykonalne, ale jednak proszę o unCK dla Paulie'go. Nie chodzi tu o majątek, czy coś takiego, a raczej o postać, przyjaźń i grę IC. Wszystko jest w rękach administracji - się-zobaczy.
  • Do góry
    • 0

#10 Konrad1589 28/02/2010 - 14:07

Konrad
  • Gracz
Biografia i charakterystyka.
  • Do góry
    • 0

#11 Ajronone0 28/02/2010 - 20:07

Ajronone
  • Świeżak

19 kwietnia 1982 roku


''Światełko w tunelu''



Piękny, słoneczny kwietniowy poranek. Dzień jak zawsze - rano do pracy, potem po zakupy i czas na robienie obiadu, następnie należyty odpoczynek. Dla rodziny Boccaccio, która w latach 50', tuż po wojnie, zdecydowała się na wyemigrowanie z półwyspu do nowego kontynentu, jakim była Ameryka Północna, po czym osadzili się w stanie San Andreas w Los Santos na ulicy Rodeo.

Szpital godzina 10:30. Telefon do miejscowego szpitala z krótką informacją, która brzmiała następująco: ''Młoda kobieta rodzi w budynku mieszkalnym nr. 7 mieszkania 21 na ulicy Rodeo. Potrzebna karetka i doświadczona ekipa''. Na tą wiadomość grupka młodych sanitariuszy wskoczyła do wozu i pofrunęła wprost na miejsce podane w opisie. Już po pięciu minutach przedostali się do bloku i szybko wpadli do pokoju, po czym wzięli się do roboty. Poród odbył się bez żadnych problemów, pępowina odcięta pod nieobecnością ojca. Kobietę wraz z małym Paulie'm zabrano do szpitala, aby dokonać ostatecznych badań i przeprowadzić wywiad z matką. Podobno dzieciak został tak nazwany po lekarzu, który uczestniczył w całej tej akcji. Wspaniałomyślne pielęgniarki wezwały szybko ojca, zrywając go ze stanowiska pracy. On sam na ten komunikat zareagował bardzo impulsywnie. Rzucił wszystko i padł w pogoń do szpitala oddalonego parę kilometrów od jego miejsca pracy. Gdy tylko wpadł do pokoju, rzucił się w objęcie szczęśliwej matki.

Po niespełna tygodniu wypuszczono matkę wraz z dzieckiem do domu, gdzie czekała mała niespodzianka zgotowana przez ojca ku czci matce. Odbyła się wtedy huczna ''impreza''. Sam mały bawił się wspaniale w nowo nabytym kojcu, gdzie odsypiał przyszłe dni.

Mały szybko się rozwijał. Umiejętności takie jak utrzymanie równowagi w pionie nabrał już po niespełna sześciu miesiącach, a po kolejnych sześciu już porozumiewał się z mieszkańcami domu( oczywiście nie były to takie dialogi, na jakie przystało dorosłym ludziom, ale proste składanki )

Podobnie jak pierwsze półtorej roku, kolejne trzy lata niebyły niczym nowym, żadnych problemów wychowawczych, dobre towarzystwo w piaskownicy w której przesiadywał całymi godzinami w ciepłe dni.


22 czerwca 1992


''Edukacja''



Deszczowy poranek, pochmurna pogoda, to mogło oznaczać jedno - pierwsza garść nieszczęść dla małego. Spełniły się koszmarne sny, które inspirowali młodzi koledzy z podwórka. Matka Maria wysłała Paulie'go do pierwszej, letniej szkoły w której dzieci uczą się normalnie jak ta, którą znamy, lecz trwa ona również przez wakacje. Debiutant już w pierwszy dzień okazał swą złość z tego powodu uderzając małą dziewczynkę pod pretekstem, iż śmiała się z niego, gdy ten płakał. Wszyscy na ten wyskok byli bardzo oburzenie, pojawiły się wręcz plany o wydalenie dzieciaka ze względu na jego pochodzenie/korzenie. Ojciec załatwił to małym rulonikiem zielonych papierków rzuconych na stolik dyrektora ośrodka. Ojciec był księgowym w pobliskim dobrze funkcjonującym warsztacie - co oznaczało, iż nie zarabia mało.

Dzieciak każdego ranka urządzał kolejne piekło, a wszystko przez szkołę! Wszystko przez te opowieści wyssane z palca, wszystko przez kolegów z podwórka! Udawało się go przekonać tylko małą zapłatą w wysokości 1 dolara. 1 dolar dla takiego dzieciaka każdego dnia? Oznaczało żyłę złota. Wtedy to pokochał szkołę... Nie ze względu, że może nabrać tam ważnych informacji, lecz majątku, którego dorabiał się każdego dnia przebytego w budynku. Poznał tam najlepszego przyjaciela mającego te same korzenie, co on. Nazywał się Anthony i był dzieciakiem przy kości, rozpieszczanym cukierkami za byle jakie czyny. Od razu znaleźli wspólny język. Spotykali się po szkole.

Tak w kółko do 15 roku życia, gdy do ich paczki dołączył kolejny przyjaciel, lecz już nie mających tych samych korzeni. Czysty Amerykanin, ulizane włosy, ciężka, gruba twarz - całkiem podobna do jednego członka rodzinny Kennedych. Stanowili zgraną grupkę. Razem wszystkiego próbowali - pierwszy zapalony papieros, pierwsza puszka piwa, czy kieliszek wódki. W sercu i duszy Paulie'go i Anthony wciąż tkwił honorowy Włoch.


9 sierpień 1998 roku

[b]

''Pieniądze, lub krew na fladze''



Po wielu spotkaniach na których marzyli o bogactwie, kobietach i własnych firmach odzieżowych, postanowili zacząć zbierać pieniądze z rozwożenia gazety do domków wolno stojących. Zarobek był mizerny, tylko 10 dolców na każdy dzień rozwożenia. Chcieli więcej, pragnęli czuć prawdziwą forsę, mieć wszystko o czym marzyli. Rzucili robotę po miesięcznej rozwózce i zdecydowali się na spotkanie nocą, w opuszczonym budynku mieszczącym się kilka przecznic od ich bloku. Cała trójka zjawiła się z zarobionymi dotychczas pieniędzmi na czas. Razem tego było 400 dolarów. Mało jak na założenie firmy, lecz w sam raz na pierwsze żelastwo. Po długiej rozmowie doszli do wniosku, iż muszą się zdecydować na prawdziwą robotę, a mianowicie mały napad na któryś ze sklepików. Wszystko obgadali - można by pomyśleć, że jest to zapięte na ostatni guzik. Spotkali się po 2 dniach, w tym samym miejscu, o tej samej porze, ale już gotowi do skoku. Paulie miał za zadanie trzymanie broni i wygrażanie sprzedawcy, aby się ten pośpieszył, zaś Anthony trzymał torbę nad kasą, z której płynął strumień pachnących zielonych dolarów. Trzeci kolega, siedział na zewnątrz z telefon w ręku - miał on informować o wszelkich niewygodnych gapiów, bądź też policji patrolującej przedmieścia. Napełnienie plecaka trwało 2 minuty, po czym wybiegli ze sklepu z uśmiechem na twarzy i ruszyli w ucieczkę do miejsca spotkań. Po 15 minutach ciągłego biegu dotarli w końcu. Szybko wypakowali torbę i podzielili się łupem. Było jakieś 500 dolarów na głowę. Udali się do domów i tej nocy nie potrafili zamknąć oczu.

To był pierwszy skok rozpoczynający ich małą działalność przestępczą w obrębie Rodeo. Następne skoki nie były już tak ekscytujące. Okradali wieczorami pary zmierzające ku domowi z telefonów oraz całej biżuterii. Wszystko było w porządku, dopóki nie złapali jednego - Anthony postąpił błąd próbując okraść samego synka funkcjonariusza miejscowej policji. W końcu trafiła kosa na kamień. Miał wtedy 20 lat, odpowiadał już sam za siebie, dostał 4 lata. Dopisano mu wszystkie akcję, wraz z ich pierwszą. Mały okazał się odważny! Że ma jaja! Nie wydał nikogo! Wtedy to kontakt całej grupy zakończyły się i zanikły. Amerykanin poszedł do firmy ojca, a Paulie zatrudnił się w pizzeri, jako rozwoziciel tego produktu.


[b]''Mafia, moja rodzina''

[b]

I tutaj powinna ukazać się historia z życia Pauliego, lecz jest ona chroniona przed MG PiDi i FBI. Proszę wybaczyć i zrozumieć. Zresztą, historia wciąż się zmienia i dodają się kolejne akapity.


[b]Charakterystyka:

Paulie - 28 letni Amerykanin pochodzenia Włoskiego. Jego ciało obrosła lekka tusz, lecz nie przeszkadza mu to we wszelkich wyzwaniach fizycznych. Jako typowy Włoch jest bardzo przystojny, kontury twarzy, lekko wysunięte kości policzkowe. Kruczoczarne włosy w świetle słońca przyprawiają czasami o ból oczu. Bezwzględny, oraz silny drań. Pieniądze w jego życiu grają pierwszorzędną rolę - zrobi za nie wszystko. Nie wstydzi się swoich włoskich korzeni. Posiada współudział w wielu przestępstwach, ale dotychczas żadnego mu nie udowodniono.
  • Do góry
    • 0

#12 Konrad1589 28/02/2010 - 20:15

Konrad
  • Gracz
Tak, wzorowa biografia. Uznaję wniosek.
  • Do góry
    • 0




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych