Jump to content

net4game

The most innovative GTA: San Andreas Multiplayer Role Play server

Photo
* * * * * 1 votes

Jennifer Rosewonder


  • Please log in to reply
27 replies to this topic

Cytrynian Potasu 1956 01/10/2018 - 11:06

Cytrynian Potasu
  • Gracz

*
POPULAR

Jennifer Rosewonder

 

 

LO6UuhI.png

 

 

Rozdział I

 

Moja historia rozpoczęła się zaraz po College'u, który ukończyłam w wieku 21 lat. Urodziłam się i wychowałam w Los Santos, jednak dopiero po szkole zaczęłam podejmować samodzielne decyzje bez nadzoru rodziców. Mieszkałam w jednym z ceglanych bloków nieopodal splotu autostrad na Downtown. Nie byłam raczej jakaś wyjątkowa, jedynie przez okres buntu pofarbowałam włosy na krwistą czerwień, chodziłam w ciasnych sukienkach i zawsze w kolorze czarnym. Uwielbiałam jeździć na motocyklach, więc często sukienkę zamieniałam na ciasną skórę i śmigałam po mieście na wyłudzonej od rodziców FCR. Po szkole miałam kilka miesięcy przerwy, jednak po tym postanowiłam wziąć się do pracy i wyruszyłam do centrum, by coś znaleźć. Zatrudniłam się w kilku firmach, a jedną z nich była niedawno otwarta siłownia Next Gym. Jej lokalizacja była w starym Bel Visto, więc przychodziło tam wiele osób, a ja byłam jedną z nich. 

 

Rozdział II

 

Moja osoba zbytnio nie wyróżniała się z tłumu, poza tym, że robiłam swoje. Chciałam zarobić trochę grosza, więc robiłam swoje jak należy i często przesiadywałam w tej siłowni. W tej samej siłowni przesiadywał również jej właściciel Garret Henriquez, o którym nawet nie wiedziałam, że jest właścicielem. Prowadził ją razem ze swoimi znajomymi i nie ukrywam wpadł mi w oko. Próbowałam nawiązać z nim jakieś relacje, rozmawialiśmy dużo i po pewnym czasie byliśmy dobrymi znajomymi, którzy czasem lubią się poprzytulać. Jednak z jego strony nie widać było żadnego zaangażowania, co mnie dręczyło. On jak i jego znajomi zajmowali się nie tylko biznesami w centrum, ale byli również lekarzami. Sama też zastanawiałam się nad tym, czy do nich nie dołączyć, jednak bardziej zainteresowała mnie rekrutacja do LSPD. Napisałam więc podanie, jednak gdy ogłoszono wyniki, okazało się, że się nie dostałam. Zdziwiłam się, ale postanowiłam to zmienić. Zaczęłam na tej samej siłowni ostro pracować nad sobą, aby zgubić zbędne kilogramy i wyszlifować swoją sylwetkę, aby na następnej akademii nie było problemu. 

 

Rozdział III

 

Zamiast LSPD, w mediach ogłaszała się jednostka SWAT, o tym, że rozpoczynają rekrutację. Byłam nieco jeszcze zbuntowana i lubiłam takie sprawy jak zabawa bronią, czy inne tego typu rzeczy. Napisałam więc podanie i o dziwo się dostałam. Zaskoczyło mnie to. Akademia nie była zamknięta, więc wystarczyło przyjeżdżać na wykłady i szkolenia. Wysiłek był naprawdę srogi, pomimo teorii przechodziliśmy jeszcze tego samego dnia do praktyki. Najgorszy był egzamin, który zdałam, lecz mimo przegranej jako jedyna wyszłam z tej akademii bez żadnych minusów, więc byłam z siebie dumna. 

 

Rozdział IV

 

Mijały kolejne tygodnie. Praca w centrum, próba poderwania Garreta, wyjazdy na akcje SWAT, jednak było mi za mało. W międzyczasie trwał kolejny nabór do LSPD, więc pomyślałam, że może teraz mi się uda. Napisałam po raz kolejny podanie. Tym razem się udało, więc wzięłam urlop w jednostce SWAT i wyruszyłam na akademię Montgomery. Oczywiście przed tym poinformowałam o tym Garreta, zobowiązał się, że będzie mnie odwiedzał - nic z tych rzeczy, ani razu się nie pojawił. Akademia trwała w najlepsze, po wykładach wszyscy kładli się spać, poza kilkoma ułomnymi kadetami, z którymi nie chciałam mieć kontaktu, więc czułam się osamotniona, zwłaszcza, że sama akademia trwała niecałe dwa tygodnie. Jednak zaraz po wykładach pojawiał się on Sean Brannde, oficer, któremu nudziło się wieczorami i przesiadywał na akademiku. Jako, że byłam jedną z nielicznych osób, z którymi mógł porozmawiać, to skupił się głównie na mnie. Byłam również jedną z trzech kobiet na akademii. Wspólne spotkania, rozmowy sprawiły, że zbliżyliśmy się do siebie. Był pierwszym mężczyzną w Los Santos, który faktycznie okazał mi swoje zainteresowanie. Zapomniałam o Garrecie i tym, że zostawił mnie tu samą, więc zaczęłam spotykać się z Seanem. Któregoś wieczora zaprosiłam go do swojego pokoju w akademiku, jako iż było późno i nikogo nie było na terenie akademii, to mogłam go bez problemu przemycić do środka. Wzięłam prysznic, później odpaliliśmy wspólnie film leżąc wtuleni w siebie na kanapie. Jednak film biegł swoją drogą, a my zaczęliśmy się rozkręcać. Finalnie skończyliśmy w łóżku, a ja starałam się być cichutko by nikogo nie obudzić. Po wszystkim usłyszeliśmy kroki na korytarzu, Sean szybko się ubrał, ja założyłam szlafroczek. Okazało się, że do drzwi zapukała pani kapitan, która zajmowała się akademią. Porozmawialiśmy chwilę, jak gdyby nigdy nic i przegoniła Seana do domu. Tak skończyła się przygoda w akademiku. 

 

Rozdział V

 

Kilka dni później przyszedł czas na egzaminy. Zdałam je, choć nie byłam najlepsza, ani najgorsza. Tak czy siak otrzymałam odznakę i w końcu uwolniono mnie z zamkniętego akademika. Trafiłam jednak do jednostki Metropolitan Unit, a Sean był w Gang Unit. Musiałam sobie jakoś z tym radzić, jednak jako iż byłam w SWAT i miałam broń automatyczną, mogłam po godzinie 22 dołączać jako trzecia osoba do patroli Gang Unit. Dzięki temu mogłam być bliżej Seana. Następne dni mijały spokojnie, niemal rutynowo. Awans z pierwszego stopnia na drugi ucieszył mnie, jednak pragnęłam czegoś więcej. Któregoś razu już późno w nocy jeden z oficerów z którym byliśmy na patrolu zwolnił się wcześniej ze służby i poszedł spać. Więc zostałam sama z Seanem. Pomimo iż nie wolno nam było tego robić, to zostaliśmy we dwójkę, a godzina była trzecia w nocy. Sytuacja sam na sam, podgrzała jedynie atmosferę, gdyż nie było żadnej przyzwoitki obok nas i pojechaliśmy do jego domu na Richman, gdzie wpadliśmy do sypialni przy czym, nie zdążyliśmy jeszcze dobrze ściągnąć mundurów. Radiowóz stał przed domem resztę nocy. 

 

Rozdział VI

 

Mijały kolejne tygodnie, jedne dni były spokojne, inne były gorące. Jednak gdy przychodził czas zebrań czułam wielkie napięcie. Chciałam jak najszybciej awansować, jednak skończyła się już druga akademia i kadeci dostali sopień drugi, czyli mój, a ja dalej bez awansu. Denerwowałam się tym coraz bardziej, przecież wykazywałam się jak mogłam, robiliśmy wielogodzinne patrole, często udane pościgi i nasza skuteczność była na wysokim poziomie. Jednak wciąż bez rewelacji. Dostałam progresywnego zatwardzenia i stałam w miejscu, co jeszcze bardziej mnie denerwowało. Koniec końców z nieznanych mi powodów, zostałam usunięta z szeregów LSPD. Nikt nie znał przyczyny poza commanderem i samym COP'em. Byłam załamana, oddałam sprzęt i pożegnałam się. Sean próbował mnie pocieszyć, jednak nie byłam w najlepszym humorze. Postanowiłam, że wyjadę, odpocznę. Niestety nic nie powiedziałam Seanowi, spakowałam się i wyjechałam. Na prawie dwa lata.

 

Rozdział VII

 

Po tym czasie wróciłam do Los Santos. Z Seanem miałam kontakt, jednak był on bardzo ograniczony, bo podróżowałam nieco po świecie. Sam niestety nie mógł do mnie dołączyć, gdyż nie daliby mu tak długiego urlopu. Na miejscu okazało się, że Sean już nie chce ze mną być. Przerwa była zbyt długa i albo go tym zraniłam, albo jego uczucie do mnie wygasło. Tak czy siak zrozumiałam go, pewnie postąpiłabym tak samo. Rozstaliśmy się w zgodzie. 

 

Rozdział VIII

 

Mijały kolejne tygodnie a ja powróciłam do pracy w centrum. W międzyczasie zdążyłam już ostro popracować nad swoją sylwetką. Ciągłe przysiady i inne ćwiczenia sprawiły, że mój tyłek był nieziemski. Cieszyłam się z tego, inni chyba też, bo często zaczepiano mnie na ulicy. Podczas pracy w Next Gymie zauważyłam, że Garret coraz bardziej się próbuje zbliżyć. Od rozstania minęło już kilka tygodni, więc potrzebowałam tego. Udało nam się spiknąć i zostaliśmy parą. Kilka dni później dostałam maila, że zostałam polecona do jednostki FBI. Zastanawiało mnie kto mógł to wystawić - Jacob? Przyjaciel Garreta, albo inna osoba, którą poznałam będąc jeszcze w departamencie. Bardzo nie chciałam ponownie ładować się w to samo bagno, starać się o awanse i tak dalej. Jednak Garret namówił mnie, żebym poszła na tę akademię, więc się zgodziłam. 

 

Rozdział IX

 

Akademia odbywała się w Bayside, w nowym ośrodku szkoleniowym FBI. Spotkałam tam kilka osób, które pamiętałam jeszcze z czasów, gdy pracowałam w departamencie. Kolejna zamknięta akademia, jednak tym razem Garret mnie odwiedzał. Spotkałam również starego znajomego Milesa Palmasa, który również dołączył do tej akademii. Spędzaliśmy razem czas, bo było niewiele osób i wspominaliśmy dawne dzieje i okazało się, że również otwiera biznes w centrum. Koniec końców przeszłam całą akademię, zdałam ją i zostały ostatnie zadania. Rozpracowanie firm w centrum, pozyskanie informacji o właścicielach, osobach przebywających w środku, et cetera. Było to z jednej strony ciekawe zadanie, jednak po tym uznałam, że mam dość. Nie chcę się jednak w to bawić, więc ślicznie podziękowałam i opuściłam akademię zanim otrzymałam legitymację. 

 

Rozdział X

 

Garret to przyjął do wiadomości, nie był na mnie zły. Nie chciał mnie zmuszać do czegoś, czego nie chcę. Zajęłam się więc pracą. Otrzymałam zarząd w jego siłowni w sumie jako manager. Wstąpiłam do gromadki, którą on traktował jak rodzinę. Podobało mi się to, pomijając fakt, że niektóre osobniki to byli naprawdę debile, których aż chciałam rozerwać na kawałki niekiedy. Pewnego dnia Garret mi się oświadczył. Byliśmy już dłuższy czas w związku, więc nie czułam potrzeby, aby mu odmówić. Ślub nastąpił kilka dni później. Wyszedł prawie taki jak sobie wymarzyłam. Przyszli niemal wszyscy znajomi. Nawet Nancy z Rayanem, którzy brali ślub kilka dni przed nami. Wesele było piękne. Choć droga z urzędu do restauracji była krótka, to goście weselni zrobili nam bramę. Tak, bramę - zablokowali całą pasadenę, wszystkie cztery pasy. Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Musieliśmy przekupić ich zgrzewkami alkoholu, jaki mieliśmy w bagażniku, lecz Garret był na to przygotowany. Samo wesele trwało dosyć długo, bawiliśmy się w restauracji, ochrona zamknęła lokal na wyłączność dla gości. Oczywiście jak to na weselu, nie mogło się obejść bez mordobicia. Po kilku godzinach goście zaczęli się rozchodzić, więc i my udaliśmy się do domu, by spędzić noc poślubną i wypocząć.

 

Rozdział XI

 

Kolejne miesiące mijały spokojnie. Zajmowaliśmy i cieszyliśmy się sobą. Praca, dom, nawet pies, którego Garret znalazł w jakimś lesie przywiązanego do drzewa. Nazwałam go Gump, bo w końcu Forrest Gump. Garret często miał problemy z zapamiętaniem jego imienia i przekręcał je jak tylko mógł. Na złość, czy nie, ale czasem wychodziło komicznie. Byłam wtedy szczęśliwa. Jednak monotonia robi swoje, dzień w dzień praktycznie to samo, aż zaczęło mi się nudzić. Garret często spędzał czas na służbie LSMC, więc zostawałam sama. Postanowiłam więc, że wrócę do jednostki SWAT. Przyjęto mnie bez żadnej akademii jako weterana, następnego dnia mogłam już jeździć na akcje. Niestety byłam ciągle bombardowana propozycjami i sugestiami, aby wrócić do LSPD, bo zmienił się zarząd. Długi czas odmawiałam, jednak akcje SWAT nie zdarzały się wcale tak często i dalej się nudziłam, więc uległam pod naciskiem Nicole Labrie - przyjaciółki jeszcze z mojego poprzedniego razu w departamencie. 

 

Rozdział XII

 

Sean już nie pracował wtedy. Stara jednostka Gang Unit została rozwiązana, commander wraz z podopiecznymi wspólnie opuścili szeregi departamentu. Jednostka oczywiście powstała na nowo pod dowództwem commandera Donalda Bosco. Ja na akademię nie musiałam być zamykana, gdyż byłam weteranem. Trafiłam spowrotem do Metropolitan Unit. Tym razem aspirowałam na coś więcej niż głupi stopień drugi. W praktycznie miesiąc zdobyłam wszystkie plusy jakie potrzebne były mi do awansu na sierżanta. Szkopuł tkwił w tym, że byłam dopiero na drugim stopniu. Brakowało jeszcze dwóch. Niestety każdy komendant prowadzi tę samą politykę, że za awans odpowiada staż w departamencie, a nie aktywność czy skuteczność. Tak więc zaparłam się i trwałam w tym dalej, tym razem nie poddając się tak łatwo.

 

Rozdział XIII

 

Przez to, że Garret pracował w LSMC i przychodził zmęczony po pracy spędzaliśmy ze sobą mało czasu. Wpłynęła na to również moja praca w departamencie. Fakt, faktem, że niestety oddalaliśmy się od siebie coraz bardziej. Ja kupiłam sobie rower, o którego dbałam i wszędzie praktycznie nim jeździłam, więc często można było mnie na nim zobaczyć. Dbałam o kondycję, a rower to też praca dla nóg i ciągłe szlifowanie sylwetki. W czasie, gdy Garret był dla mnie nie osiągalny, pustkę tę wypełniał Rayan Lavarage - mąż Nancy, którzy byli na naszym ślubie. Mieli oni już nawet dziecko, ale jemu też przestało się układać. Więc spotykały się niemal każdego wieczora dwie osamotnione duszyczki i razem jeździli po mieście na swoich bmx'ach. Zbliżyło nas to do siebie i to bardzo. Czułam, że coś iskrzy, że Rayan wchodzi na miejsce Garreta. Niestety nie miałam hamulców, gdyż było mi źle, że praktycznie nie widywałam swojego męża. Miałam w tym czasie już helikopter, który sprawiłam sobie na gwiazdkę i zabierałam Rayana, aby się przelecieć... Ekhm, polatać po mieście i okolicach. 

 

Rozdział XIV

 

Któregoś razu wpadliśmy na pomysł, aby polecieć na biwak do lasu. Tak też się stało, wypatrywaliśmy długi czas z góry dobrego miejsca, gdzie moglibyśmy się osiedlić, w końcu padło na jedną z górek, a nieopodal było małe jeziorko. W samym środku dziczy, zero cywilizacji, tylko las, jezioro i my. Wylądowaliśmy i po chwili zaczęliśmy rozbijać mały obóz. Kocyk, namiot, ognisko, lodówka turystyczna a w niej kiełbaski i trochę alkoholu. Oboje nie mieliśmy zamiaru wracać na noc do domów. Rozpaliliśmy ognisko i postanowiliśmy, że pójdziemy popływać. W wodzie było przyjemnie, byłam w samej bieliźnie, on zresztą też. Wpatrując się w niego zauważyłam, że coś przemknęło w oddali za jego plecami, jakby biegło w stronę obozu. Otrząsnęłam się na moment i pomyślałam, że to jakieś zwidy. Przecież Yeti nie istnieje. Mimo wszystko dokończyliśmy kąpiel i wróciliśmy na górkę, do obozu. Obozu, który ktoś zwinął. Nie było praktycznie niczego, został tylko śpiwór oraz kocyk. Zdenerwowana zdałam sobie sprawę, że to jednak nie były zwidy, tylko pytanie kto to mógł być. Lub co.

Mimo wszystko Rayan mnie uspokoił i spędziliśmy resztę wieczoru przy zachowanej jeszcze jednej butelce alkoholu, otuleni w kocyk. Ciepło ogniska, alkohol i bliskość dwojga mających się ku sobie ludzi, sprawiło, że zapomnieliśmy o świecie i zrobiliśmy to. W lesie. 

 

Rozdział XV

 

Zimnego poranka ocknęłam się pierwsza. Spojrzałam na ognisko, które jeszcze się tliło i mężczyznę, który był we mnie wtulony. Zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam, jednak było mi z nim dobrze i nie myślałam o Garrecie. Po chwili przebudził się również Rayan i chwilę porozmawialiśmy, jednak i to przerodziło się w gorące spotkanie. Przynajmniej nie było nam już zimno. Tym razem zrobiłam to na trzeźwo, więc byłam świadoma, że nasze małżeństwa legły w gruzach. Po wszystkim przygotowaliśmy sobie z resztek jakieś śniadanie i ustaliliśmy wersję jaką powiemy naszym połówkom. Doszło do tego, że powiemy prawdę, więc mieliśmy zamiar się zbierać. Jednak gdy spojrzałam na śmigłowiec, zauważyłam, że majstruje przy nim jakiś koleś. Nagle przypomniałam sobie o tym, że zostaliśmy okradzeni w nocy. Rayan również to zauważył, wyciągnęliśmy schowane deagle i od razu zaczęliśmy do niego pruć. Chłop przerażony zaczął uciekać, jednak przynajmniej jedną kulę zerwał i padł na glebę. Byłam wtedy w takim szoku, że nie myśląc więcej, czy aby nie zatrzymać go i udzielić pomocy, postanowiliśmy się załadować do śmigłowca i odlecieć. Chłopa jednak odratowano, zadzwonił po pomoc dogorywając na polanie. Niestety zeznał, że to my, a śmigłowców w mieście jest dosyć mało. Wzięłam całą winę na siebie. Po kilku godzinach zadzwoniła do mnie znajoma z FBI właśnie w związku z tą sprawą. Udałam się na miejsce gotowa na to, że mnie aresztują lub co gorsza wywalą z departamentu. Jednak złożyłam tak dokładne zeznania, że nic mi nie zrobili, jakimś cudem się upiekło.

 

Rozdział XVI

 

Niestety nie był to koniec przygód związanych z biwakiem w lesie, bo przecież musieliśmy powiedzieć o tym Garretowi i Nancy. Garreta oczywiście przez cały dzień nie mogłam spotkać i dowiedział się o tym ode mnie dopiero wieczorem. Rayan również powiedział o tym Nancy i zakończył sprawę. Garret natomiast się wściekł i chciał rzucać się na Rayana. Z jednej strony go rozumiem, jednak mimo wszystko starałam się mu wytłumaczyć na czym stoimy. Nie przyjął tego do wiadomości. Jeszcze tego samego dnia zaatakował Rayana pod urzędem razem ze swoim przydupasem, jednak Rayan jakby nie patrzeć był dość silny i dobrze zbudowany, więc poradził sobie z nimi bez problemu. Złożyliśmy pozwy o rozwody, oczywiście drugich stron nie było, a my musieliśmy zapłacić z własnej kieszeni za to. Cóż, przynajmniej byliśmy wolni. Ataków jednak nie było końca. Ja co prawda byłam bezpieczna, lecz Rayan ciągle był atakowany. Był wysoką rangą w LSMC, a jeden z ataków odbył się właśnie w jego gabinecie. Wszystko zostało zarejestrowane na kamerach przez co Garret i jego przydupas stracili pracę oraz otrzymali wyrok w sądzie. 

 

Rozdział XVII

 

Na jakiś czas zapanował spokój jeśli chodzi o Garreta. Spotykałam się z Rayanem, od razu zamieszkałam u niego i było nam naprawdę dobrze. Jednak pewnego dnia ogarnęłam, że coś jest nie tak. Okazało się, ze przygoda w lesie sprawiła, że zaszłam w ciążę. Z Garretem myśleliśmy o dziecku i nawet się staraliśmy, jednak bez skutku. Z Rayanem od tak wyszło. Ucieszyliśmy się z tego oboje, chociaż byliśmy ze sobą dość krótko, to jednak zaczęliśmy rozmawiać o ślubie. Do samego ślubu długo nie doszło. Nie potrafiliśmy się zebrać, nie było nam to potrzebne, a nie chcieliśmy znów się nadziać, gdyby coś nie wyszło. Chociaż dziecko to i tak zobowiązanie na całe życie. Nie chciałam rezygnować, ani brać urlopu w LSPD. Skupiałam się głównie na pracy na recepcji tak długo jak tylko zapinałam się w koszuli i spodniach. Koniec końców zaczęłam nosić męskie mundury, z wieloma X oraz L, aby dopiąć się z coraz większym brzuchem. Finalnie urodziłam i wybraliśmy imię Matthew dla naszego syna. Rayan okazał się być dobrym ojcem i nieraz przejmował ode mnie go, gdy ja chciałam iść do pracy. 

 

Rozdział XVIII

 

Miałam sporo gotówki w zapasie, głównie pomogła mi praca w departamencie. Moja wzorowa aktywność sprawiła, że praktycznie od momentu wstąpienia do LSPD co tydzień otrzymywałam premię. Dzięki temu było mnie stać na zakup budynków w pawilonie na przeciwko urzędu oraz gruntu pod nim. Miałam coś swojego. Od razu otworzyłam przydrożny bar, aby jeszcze bardziej zasilić nasz budżet, szczególnie gdy na wychowaniu miałam syna. Rayan postanowił, że odejdzie od LSMC i powróci do LSPD. Niestety biznes nie wypalił, mimo sporego zainteresowania klientów, nie miałam czasu aby się zajmować barem. Praca w departamencie, opieka nad dzieckiem plus do tego bar? To za dużo, zwłaszcza, że Rayana zamknęli na akademii, a później tak samo jak ja spędzał całe dnie na służbie. 

 

Rozdział XIX

 

Nasze życie toczyło się powoli, dokupowałam z czasem kolejne budynki do swojego pawilonu, jednak stały one puste. Jedyny pożytek z tego biznesu miałam, że czasem ktoś z LSPD podjechał i wziął sobie żarcie na wynos oraz z reklam nad ulicą. Rayan trafił do Gang Unit mimo wcześniejszych ustaleń. Nie chciałam powtórki z Seanem, więc i ja poprosiłam o przeniesienie. Na szczęście udało się i mogłam spędzać z Rayanem czas na patrolach, razem zdobywając premie jako dwójka najaktywniejszych oficerów. Finalnie po kilku tygodniach dorobiłam się tego, czego pragnęłam. Osiągnąć przynajmniej stopień sierżanta. Ucieszyłam się z awansu, gdyż w końcu mogłam robić to do czego byłam stworzona, czyli dyrygować ludźmi. A tak na serio, przydałam się - przynajmniej tak sądziłam. W końcu z Rayanem postanowiliśmy wziąć ślub.

 

Rozdział XX

 

Szczęście na nowym stanowisku jednak nie trwało zbyt długo. Po ponad dwóch tygodniach miałam sprzeczkę z inną sierżant Caitleen Leroux, która w mojej opinii oraz innych oficerów zdobywała awanse dając dupy komendantowi, gdyż spotykała się z nim i szybko awansowała w szeregach. Gardziłam nią, gdyż sama awanse zdobywałam ciężką pracą, a nie wdziękami. Tak czy siak szanowna sierżant przyczepiła się o to, że parkuję swój helikopter na helipadzie. Bo niby gdzie miałabym go parkować, na ulicy? Doszło do małej awantury, a gdy sądziłam, że ją wygrałam, to otrzymałam dwa pisemne ostrzeżenia. Okazało się, że była o stopień wyżej, jako sierżant drugiego stopnia. Krew mnie wtedy zalała. Postanowiłam, że nie będę tego tolerować i sytuacji jaka panowała wtedy w departamencie. Postanowiłam dać nauczkę małej dupodajce i umówiłam się na spotkanie z dawnym znajomym Roscoe. Zajmował się on nie do końca legalnymi interesami, jednak mi to było na rękę, gdyż miałam od niego świeże dostawy stymulantów na siłownię. Poprosiłam go o przysługę płacąc z góry za usługę. Kazałam mu ją odstrzelić.

 

Rozdział XXI

 

Przetrzymałam jeszcze kilka dni w departamencie, do czasu aż Roscoe zadzwonił do mnie i powiedział, że załatwił sprawę. Ucieszyłam się i podziękowałam za współpracę, a sama oficjalnie odeszłam z departamentu. Nikt nie wiedział co się stało z szanowną Caitleen, gdyż Roscoe zawinął i ukrył ciało. Niestety zło zawsze wygrywa i jakimś cudem pani sierżant przeżyła spotkanie z Roscoe. On również był w szoku, gdy po tygodniu zobaczyliśmy ją na ulicy. Postanowiliśmy dać sobie z tym spokój, zwłaszcza, gdyż przechodziłam kryzys w związku i Rayan przestał się do mnie odzywać. Finalnie to był dla nas koniec, wyprowadziłam się od niego i kupiłam dom na Collinas lecz rozwodu nie braliśmy. 

 

Rozdział XXII

 

Zostałam sama, bez pracy, z małym dzieckiem. Musiałam znaleźć jakiś sposób, aby zacząć zarabiać. Niestety moje wystawne życie sprawiało, że wydawałam więcej niż byłam w stanie zarobić i gdy fundusze sięgnęły dna, odezwałam się do starego znajomego Raymonda z prośbą o pożyczkę. Było mi trochę głupio gdyż posiadałam śmigłowiec i budynki, jednak wszystkie środki właśnie inwestowałam w ten pawilon. Raymond zaproponował mi, że ma ciekawą robotę i jest w stanie przedstawić mi kogoś, u kogo mogłabym pracować. Nie miałam wyjścia, zgodziłam się. Trafiłam do Adventure Club, w którym poznałam Kazuhiro - swojego przyszłego szefa. Raymond nakreślił sytuację w jakiej się znajduję i okazało się, że dostanę szansę, aby się wykazać, gdyż planowali coś dużego. W klubie spotkałam również Larę oraz Marka Regana, starych znajomych jeszcze z FBI, którzy zostali wydaleni, bądź sami odeszli. Wkrótce poznałam kilka nowych twarzy i niedługo po tym wstąpiłam do ich grupy.

 

Rozdział XXIII

 

Byłam potrzebna, miałam śmigłowiec, który mógł pomóc w wielu akcjach. Był planowany zamach na dyrektora FBI. Cała grupa miała jakiś zatarg z federalnymi, w tym właśnie Lara i Mark, którzy pragnęli zemsty. Zaczęło się od wyłapywania pojedynczych jednostek, aby wyciągnąć dyrektora na akcję. Przeważnie do pościgów niebezpiecznych wyruszał w opancerzonym pojeździe pościgowym potocznie mówiąc ŻUK. Ku naszemu zdziwieniu, nic takiego nie miało miejsca, więc zaczęliśmy działać bardziej ofensywnie. Doszło nawet do oblężenia szpitala LSMC, w którym ukryli się oficerowie. Taka sytuacja powinna przyciągnąć dyrektora jak ćmę do światła, jednak ponownie nic takiego nie miało miejsca. Możliwe, że się spodziewał, możliwe, że się bał. Skoro góra nie chciała przyjść do mahometa, to mahomet przyszedł do góry. Cztery dni później - zaplanowaliśmy skok stulecia przy użyciu śmigłowca, którego pilotowałam. Przetransportowałam wszystkie osoby, które były na akcji na dach siedziby FBI. Często drzwi od dachu nie były przez nikogo zamykane, więc wykorzystaliśmy tę sytuację. Jako iż całą akcję przesiedziałam w śmigłowcu trzymając truciznę dla dyrektora, słyszałam jedynie na radiu relację z wydarzeń. Został odstrzelony. Wylądowałam czym prędzej i dostarczyłam specjalny ładunek, który wstrzyknięto mu do ciała. Wyglądało jakby zmarł, więc nasza misja była wykonana. Po zakończonej robocie wszyscy ewakuowali się z dachu na spadochronach, kogo mogłam to zabrałam do śmigłowca, a pod siedzibą wybuchła wojna ze SWAT i innymi jednostkami, które przyjechały na Code 0. Finalnie wygraliśmy i z dumą uciekliśmy z miejsca zdarzenia. Sporo dzięki temu zarobiłam, więc nie byłam zniesmaczona tą sytuacją. 

 

Rozdział XXIV

 

Czas jednak dalej biegł, a ja wzbogacałam się z każdym dniem czy to na okradaniu naiwnych osób z centrum, czy też na kradzieży pojazdów. Dowiedziałam się jednak, że Rayan mój mąż w separacji zaczął spotykać się z Caitleen, na którą przecież padł wyrok z mojej strony. Tego było za dużo. Dowiedziałam się, że Mark Regan ma z nią dobry kontakt i będzie próbował coś w tej kwestii ogarnąć. Kilka dni później usłyszałam komunikat, że ją zawinął. Poleciałam więc do niego czym prędzej i na miejscu zastałam związaną i rozebraną Caitleen. Me serce się ucieszyło na ten widok, a Mark postanowił się z nią zabawić. Nagraliśmy wszystko, gdzie ostro ją sponiewierał, a ja czułam satysfakcję, że w końcu dupodajka cierpi. Po wszystkim Mark zawinął się zabierając kamerę, a ja zostałam z Cait prowadząc jeszcze krótką rozmowę. Chciałam ją zawinąć i zobaczyć, czy ktoś za nią zapłaci, jednak zanim mi się udało, pojawiło się SWAT. Nie miałam innego wyjścia, było ich stanowczo za dużo - poddałam się, ale chociaż byłam dumna z Marka i z tego, co udało nam się osiągnąć.

 

Rozdział XXV

 

50 lat więzienia, taki wyrok usłyszałam w sądzie. Nie mogłam się z tym pogodzić, miałam przecież małego syna, który po moim wyjściu byłby starszy niż ja teraz. Rozpoczęłam całą procedurę apelacyjną, nie mogłam pogodzić się z wyrokiem za coś, czego nie zrobiłam. Pomogłam jedynie w popełnieniu przestępstwa, a skazano mnie za porwanie i gwałt. Na szczęście grupa opłaciła porządnego adwokata, który wyciągnął mnie z kłopotów i dostałam ponowny wyrok 10 lat pozbawienia wolności. Wyszłam po trzech za dobre sprawowanie. 

 

Rozdział XXVI

 

Po powrocie stanowczo się uspokoiłam. Nie chciałam znów ryzykować tak wysoką odsiadką. Trzeba było spłacić grzywnę i dokończyć remont pawilonu. Zajęło to kolejny rok, nim wyszłam na zero. W tym czasie zajmowałam się głównie kradzieżami aut i oszustwami finansowymi. Roscoe prowadził komis aut i często nawijał mi kolejne okazje na szybki zarobek. Niestety nadziałam się po raz kolejny. Jeden z wozów należał do jakiegoś typka, który był przyjacielem Pedro Elpueblo, a robiłam interesy z jego firmą. Traf chciał, że ów Pedro postanowił załatwić to zamiast w tradycyjny sposób, to zgłosił się na policję. Sprzedał mnie, gdyż widział jak kradnę pojazd. Sąd orzekł wyrok w zawieszeniu. W ramach tego postanowiłam nauczyć konfidenta, że tak nie powinien robić i namierzyłam z powietrza jego pojazd w jednym z lokali na Idlewood. Wymierzyłam mu karę adekwatną do popełnionego czynu, czyli za konfidencenie - śmierć. Po raz kolejny przytrafił mi się pech, bo gościu przeżył, lecz było mi to już obojętne. Zrobiłam co chciałam, przekazałam wiadomość. Zerwałam współpracę i od tamtego czasu był spokój.

 

Rozdział XXVII

 

W końcu skończyłam remont pawilonu i postanowiłam zrobić otwarcie. Nadeszło losowanie z tego powodu, całkiem dobrze poszło lecz nie tak jakbym tego oczekiwała. Ludzie co prawda zatrudnili się, lecz mało osób tam pracowało ze względu na zbyt wysoką konkurencję z samego centrum. Pawilon więc zaczął obumierać. W międzyczasie w organizacji też zbyt wiele się nie działo, zbyt mało roboty, zbyt małe zyski, w dodatku zaczęły się dziwne porwania nieznanych mi wcześniej osób, gwałty i wymuszenia pieniędzy za wolność. To było dla mnie za dużo, nie mogłam po raz kolejny trafić do więzienia. Dogadałam się na temat odejścia z grupy, wyprzedałam swój pawilon i osiedliłam się w przytulnym domku niedaleko plaży wychowując swego ośmio-letniego już synka i szykując się do spokojnej emerytury w wieku 41 lat.

 

AOiu0PE.png

 

 

OOC

 

Uff, 4 godzinki pisania. Naszła mnie wena i powstała taka o biografia Jennifer.

Mam nadzieję, że komuś się to spodoba i doczyta całe 27 rozdziałów. 

Umieściłem tu całą historię jaką przeżyłem na Jenn, a przynajmniej to co jeszcze pamiętałem. :P


Edited by Cytryna X, 01/10/2018 - 12:51.

  • Back to top
    • 18

Fabi170 01/10/2018 - 11:13

Fabi
  • Gracz

Pierwszy, jestem po jakimś kawałku, no i się czyta bardzo dobrze, szanuję za chęci, pozdro ;D


  • Back to top
    • 1

Seeba1265 01/10/2018 - 12:02

Seeba
  • Gracz

*
POPULAR

Kiedyś to było, nice.
  • Back to top
    • 7

Skino819 01/10/2018 - 12:43

Skino
  • Gracz

*
POPULAR

Miło tak powspominać  :>


  • Back to top
    • 4

Cytrynian Potasu 1956 01/10/2018 - 12:44

Cytrynian Potasu
  • Gracz

Miło tak powspominać  :>

 

No też mnie naszło, stąd ta wena :D


  • Back to top
    • 1

Baboon597 01/10/2018 - 13:09

Baboon
  • Gracz

:)  :)  :)


  • Back to top
    • 1

Cytrynian Potasu 1956 01/10/2018 - 13:10

Cytrynian Potasu
  • Gracz

ooo, żyjesz :D Wywołałem cię z martwych


  • Back to top
    • 0

Baboon597 01/10/2018 - 13:17

Baboon
  • Gracz

Słowo ciałem się stało. :D


  • Back to top
    • 0

Katharina246 01/10/2018 - 13:28

Katharina
  • Gracz

*
POPULAR

Fajna, fajna!
  • Back to top
    • 3

Spooken134 01/10/2018 - 13:34

Spooken
  • Gracz
Jak jest mowa o "debilach" to mowa o Diazie Tomasie i Fidlu?
  • Back to top
    • 0

Cytrynian Potasu 1956 01/10/2018 - 14:05

Cytrynian Potasu
  • Gracz

Jak jest mowa o "debilach" to mowa o Diazie Tomasie i Fidlu?

 

I jeszcze jeden był, alfonso czy coś tam. Oczywiście ci "debile" powiedziane IC, żeby nie było, że kogoś szkaluję ooc ;)


  • Back to top
    • 0

NozownikHere422 01/10/2018 - 15:16

NozownikHere
  • Gracz
Takto debile ale jak bramę zrobiłem na cztery pasy to już miłego słowa nie powie :/ xD
  • Back to top
    • 0

Cytrynian Potasu 1956 01/10/2018 - 15:29

Cytrynian Potasu
  • Gracz

Takto debile ale jak bramę zrobiłem na cztery pasy to już miłego słowa nie powie :/ xD

 

"Choć droga z urzędu do restauracji była krótka, to goście weselni zrobili nam bramę. Tak, bramę - zablokowali całą pasadenę, wszystkie cztery pasy. Nigdy czegoś takiego nie widziałam."

 

 

jak to nie ma jak jest :P


  • Back to top
    • 0

NaverekLokalny 0 01/10/2018 - 18:50

NaverekLokalny
  • Świeżak

A co z desantem na dach szpitala? xD


  • Back to top
    • 0

Aids142 01/10/2018 - 19:19

Aids
  • Gracz

*
POPULAR

gut, gut.


  • Back to top
    • 5

* Lotniczek57 01/10/2018 - 19:34

Lotniczek
  • Gracz

*
POPULAR

Przyjemnie się to czyta.


  • Back to top
    • 3

Szymon25 354 01/10/2018 - 19:50

Szymon25
  • Gracz
😎
  • Back to top
    • 0

Współżycie fizyczne-3 02/10/2018 - 09:47

Współżycie fizyczne
  • Gracz

Bardzo ładnie to rozpisałeś, widać, że chciało Ci się i nie jest to "wymuszona" wena! Super! :)


  • Back to top
    • 1

Cytrynian Potasu 1956 02/10/2018 - 10:54

Cytrynian Potasu
  • Gracz

Bardzo ładnie to rozpisałeś, widać, że chciało Ci się i nie jest to "wymuszona" wena! Super! :)

 

No samo wleciało i się wylało na klawiaturę. xD


  • Back to top
    • 0

Zikk1173 02/10/2018 - 11:35

Zikk
  • Gracz
Czytałem i powiem że kawał dobrej roboty Cytynka. brawo!
  • Back to top
    • 1

Cytrynian Potasu 1956 02/10/2018 - 11:38

Cytrynian Potasu
  • Gracz

Dzięki :)


  • Back to top
    • 1

spectrum 4 02/10/2018 - 13:38

spectrum
  • Gracz

Szanuje za chęci :)


  • Back to top
    • 1

Partyzantt 112 02/10/2018 - 16:13

Partyzantt
  • Gracz

Podziwiam za to, że chciało Ci się aż tyle pisać. Sporo czytania, ale bardzo wciągające.


  • Back to top
    • 1

* Giboner409 02/10/2018 - 16:49

Giboner
  • Gracz

Heh fajnie sie czyta, konfident Pedro pozdrawia B)


  • Back to top
    • 1

Oscarrot6 02/10/2018 - 17:29

Oscarrot
  • Gracz

dobreee


  • Back to top
    • 0

Kadi417 03/10/2018 - 17:37

Kadi
  • Gracz

*
POPULAR

Spoko się czyta i wspomina stare dzieje. Mam nadzieje, że kiedyś będzie aktualizowane.  :muscle:


  • Back to top
    • 6

Cytrynian Potasu 1956 03/10/2018 - 22:33

Cytrynian Potasu
  • Gracz

Spoko się czyta i wspomina stare dzieje. Mam nadzieje, że kiedyś będzie aktualizowane.  :muscle:

 

Nie wiem czy cokolwiek będzie aktualizowane, dobijam 6kj i ta postka raczej zostanie warzywem nabijającym joty. :P


  • Back to top
    • 1

Xawus14 04/10/2018 - 13:58

Xawus
  • Gracz

Nie wiem czy cokolwiek będzie aktualizowane, dobijam 6kj i ta postka raczej zostanie warzywem nabijającym joty. :P

uuu to szkoda :P 


  • Back to top
    • 0




0 user(s) are reading this topic