Jump to content

net4game

The most innovative GTA: San Andreas Multiplayer Role Play server

Photo
* * * * * 5 votes

Hugo Marshall


  • Please log in to reply
106 replies to this topic

#1 EviT870 28/12/2016 - 21:20

EviT
  • Gracz

*
POPULAR

maxresdefault.jpg

9 Październik 1991 r.

   Niewielka przychodnia w Los Santos, na więcej nie było stać rodziny Marshall. Anna Marshall leży na sali porodowej, zaraz ma wydarzyć się jeden z najpiękniejszych momentów jej życia. William stoi za szybą i spogląda zatroskanym wzrokiem na żonę. W końcu nadchodzi ta chwila. Anna zaczyna rodzić. Po niespełna trzydziestu minutach na świat przychodzi Hugo. Niemowlak ważący trzy i pół kilograma zostaje wyciągnięty spod pierzynki przez ginekologa położnika. Przy Williamie stoi starszy brat Hugo - Drake, który był starszy od Hugo o sześć lat. Niezła historia co? Tak się właśnie narodziłem, w małej przychodni. Ciekawe? Słuchajcie dalej.

 

1991 - 2004 r.

   Wychowałem się w rodzinnej wsi, Bluebarry Acres. Wiele pomagałem ojcu przy obowiązkach na gospodarstwie. Jedyne co udało mi się zapamiętać z tamtego okresu, to fakt, że uwielbiałem grać w piłkę nożną. Tak.. piłkę. Chociaż chyba nie można było tego nazwać grą sportową. W tę wersję gry grano, czym popadnie. Dosłownie! Nie mieliśmy własnej, oryginalnej, a co najważniejsze - normalnej piłki do nogi, więc zadowalaliśmy się czym, co znajdowaliśmy pod ręką. Gdy miałem coś około siedmiu lat, Drake wpadł na genialny swego czasu pomysł. Otóż, kiedy zabijano jakieś zwierzę, by wysłać je do rzeźnika, prosiliśmy zawsze o pęcherz z tego zwierzęcia. W tamtych czasach prawie każde zwierze posiadało takie oto znamię. Pęcherz pompowaliśmy powietrzem z płuc, a czasem - jeżeli została jakaś z prania, wodą. No i tym graliśmy. Może dziwnie to brzmi, ale zabawa była przednia!

 

autumn_village_by_peter_bobo.jpg

 

Grudzień 2004 r.

   Cóż, miałem trudne dzieciństwo - trzeba przyznać. Jednak nie opisałem wam ważnego wydarzenia. Wydarzenia, które wstrząsnęło mną bardzo. Było spokojne, zimowe popołudnie. Wracałem z szkoły, z ówczesną "paczką". Nazywaliśmy siebie "Robin Hoodami". Zabawne, hm? No, teraz tak - chociaż gdy sobie przypominam jak zachowywałem się za dzieciaka, to aż mi się przekręca coś w brzuchu. Patrick oraz Jack, moi dwaj najlepsi kumple z lat młodości. Tej drugi był czarnoskóry. Obaj pochodzili z tej samej wsi, chociaż z trochę bogatszych rodzin. Mały paradoks, co? Skoro nazywaliśmy siebie "Robin Hoodami", to powinniśmy zabierać bogatym, a dawać biednym. Tak właśnie było. Patrick i Jack mimo, że pochodzili z wpływowej rodziny, to także postanowili pomagać ubogim. Często wychodziliśmy z domów, spotykaliśmy się w pobliskim lesie, przy dużym dębie na środku lasu. Spotkania odbywały się w Piątki oraz Soboty, zwykle pod wieczór. Wykręcaliśmy się różnymi sposobami, raz prawie nas nakryli - kiedy powiedziałem, iż idziemy pograć w piłkę, a w rzeczywistości nie było nas na "boisku".
 

big_1426720612_image.jpg

   O tej późnej porze wyruszaliśmy na "łowy". Ubrani w stare płaszcze i prowizoryczne peleryny ruszaliśmy na ratunek ubogim! Haha, niesamowite - jak sobie teraz o tym przypominam. Udawaliśmy się do pobliskich wsi, z workami w plecakach. Zrywaliśmy rozmaite owoce z sadów, "pożyczaliśmy" wodę wraz z wiaderkami spod studni, a Ci bardziej odważni, mam tutaj na myśli Patricka biegli do stodół i podbierali jajka kurom! Z tym wszystkim wracaliśmy do naszej wsi i rozdawaliśmy przeróżnym biednym osobom. Taka przygoda kosztowała nas niesamowicie wiele sił oraz wiele czasu. Niegdyś takie wypady były o niebo trudniejsze, aniżeli byłyby dzisiaj.

   Jednak za bardzo zszedłem z tropu. Podczas powrotu ze szkoły, a trwał on na tamte czasy długo. Niegdyś śnieg pojawiał się nie na dzień, dwa - a poza tym była go ogromna ilość. Byliśmy w połowie drogi, kiedy zauważyłem mojego brata. Drake woził się popularnym wówczas garbusem. Śmieszne? No nie do końca. Brat zarabiał na niego całe wcześniejsze wakacje, a kiedy udało mu się zdać prawko w San Fierro kupił pierwszy w swoim życiu samochód. Podjechał do nas i dołączył do wędrówki w kierunku domu. Szliśmy długo, mijaliśmy nasz las - czyli miejsce spotkań "Robin Hoodów". Jednak ni stąd ni zowąd zza rogu wybiegły konie, ciągnące wóz. Drake stracił panowanie nad kierownicą garbusa i mimo małej prędkości odbił w prawo, potrącając Jacka. Mężczyzna siedzący na wozie natychmiast zeskoczył, nakazał koniom zostać i podbiegł do nas. Zaczął sprawdzać co z naszym przyjacielem, jednak stary idiota nawet nie pomyślał o tym by wezwać jakąś pomoc. Jedyne co zrobił, to ułożył poszkodowanego na wozie i ruszył z nami do domu.

 

ice-596327_960_720.jpg

  

   W domu byliśmy po niecałych piętnastu minutach. Brat dojechał garbusem po dwudziestu. Facet, który spowodował wypadek pomógł wynieść Jacka do jego domu. Przestraszona matka chłopca otworzyła drzwi i natychmiast wpuściła nas do środka. Ułożyliśmy przyjaciela na sofie, a jego rodzicielka sprawdziła stan funkcji życiowych, na szczęście - było z nim dobrze. Zwichnięta prawa dłoń, nic wielkiego; Pomyślałem wtedy, że to wszystko wina Drake'a. Nie wiem dlaczego, ale od tamtego czasu zacząłem nie nawidzić brata. Mimo, że był moim bratem, to żywiłem do niego wciąż jakąś dziwną urazę. Od tamtego czasu przestaliśmy z wypadami po wieczorach naszą ekipą "Robin Hoodów" i zrobiliśmy sobie przerwę. Ja też robię sobie przerwę od Ciebie, drogi dzienniku.

 

 

Lipiec 2008 r.

 

   Huh! Wróciłem do Ciebie, stary druhu. Po niesamowicie długim czasie znalazłem Cię podczas przeprowadzki. Phah! No nieźle, co? Mam szesnaście lat, jestem już pełnoletni. Jak powiedziałem tak robię, wyprowadzam się z Bluebarry. Idę w świat, znaleźć jakieś perspektywy na życie. Nie wiem, może zamieszkam u kumpla? Zobaczymy jak to będzie, jak narazie - żegnaj wsi, witaj mieście!

 

   Jestem już na miejscu, po kolei opiszę jak to wszystko było. Wyjechałem z Bluebarry pociągiem, który dowiózł mnie do San Fierro. Tam byłem już umówiony z Lilian, na którą każdy mówił Lily. Nie lubiła swojego imienia i nawet na sprawdzianach pisała "Lily". Zamieszkaliśmy u Patricka. Koleś ładnie się urządził, mieszkanko na obrzeżach miasta. Dość bogate, przynajmniej z zewnątrz. Dorobił się własnego samochodu, jakiegoś starszego modelu BMW. Oczywiście na miejscu przywitaliśmy się, przepakowaliśmy no i zgadnijcie co dalej? Huh! Spotkanie po miesiącu, a on się zachowywał jakby mnie nie widział całe życie. No i jazda, dzwonimy po Jacka, którego też nie widziałem od czasów końca szkoły. Swoją drogą, zwichnięta dłoń bardzo szybko mu się wyleczyła. Podzwoniliśmy jeszcze po kilku znajomych. Raptem przy pomocy Lily oraz Hannah chata Patricka zamieniła się w istny klub imprezowy. Balowaliśmy całą noc, jak to nastolatkowie.

 

w7uUFgf.jpg

 

   Bawiliśmy się, aż w końcu zasnęliśmy. Wszyscy budzili się stopniowo. Mało pamiętam z tamtej nocy. Z opowieści Patricka, wiem tylko że graliśmy w rozbieraną butelkę. Ha! Niesamowite, co? A ja nic nie pamiętam. Z tego co mi opowiadał, to dowiedziałem się, iż całowałem się z Lily oraz Hannah, na zmianę. No cóż, odwaliło nam. Jak widać, wciąż jesteśmy tylko nastolatkami...

 

 

Wrzesień 2010 r.

 

   Po tamtej imprezie Lily często pisała do mnie. Spotykaliśmy się, czy to gdzieś na mieście, czy to wychodziliśmy na plażę. Cholera, zakochałem się w tej lasce. Osiemnastka na karku, tak samo ona. Postanowiliśmy się związać no i jakoś wyszło. Pewnego feralnego wieczora, kiedy Patrick był u Jack'a, w Angel Pine, bo tam też się wprowadził mój drugi najlepszy przyjaciel. To oznaczało, że ja i Lily mieliśmy dom cały dla siebie. Zakluczyliśmy drzwi, zasłoniliśmy okna. Rankiem kupiłem dość drogie wino, bukiet róż oraz świece z wosku. Wszystko to rozłożyłem na okrytym stoliku. Lily wróciła wcześniej z wykładu. Moja wybranka serca studiowała medycynę, tak samo jak ja. Tylko oczywiście wykręciłem się, że jestem chory - no cóż, w końcu mieliśmy multum pracy domowej na jutro. Zjedliśmy smaczną kolację, którą przygotowałem. O dziwo, Lily nie zemdlała po spróbowaniu pieczonego kurczaka. Wnieśliśmy toast no i trochę wypiliśmy. Tymsamym już za dwadzieścia minut leżeliśmy na rozłożonym łóżku w mojej sypialni i.. no, chyba już wiecie co dalej.

 

   Na szczęście Lily i ja zabezpieczaliśmy się, więc nie było problemu z "niespodzianką". Rankiem Patrick nic nie zauważył, w sumie może to lepiej. Chyba nie zareagował by pozytywnie, gdyby dowiedział się, że puknąłem przyjaciółkę z czasów szkolnych w jego chacie. Dziwnie to brzmi, ale tak właśnie było.

 

jvuqb8bz5orxpkml6qs2.jpeg

 

 

Sierpień 2011 r.

 

   Wciąż jestem z Lily. Wiedziemy życie zwyczajnej pary. Przyzwyczaiłem się nawet do tego miasta, jest tutaj po prostu pięknie. San Fierro to miasto pełne życia. Jestem na ostatnim roku studiów, w maju czeka mnie i Lilian sesja. Czy się boję? No, może trochę. Z tego co słyszałem, to egzamin praktyczny z medycyny jest cholernie trudny. Lily, ja i Patrick żyjemy sobie spokojnie w tym samym mieszkanku co wcześniej. Jednego dnia wydarzyło się mimo wszystko coś, co zaburzyło normalność naszego życia. Był to lipiec, czyli miesiąc temu. Słyszę dzwonek do drzwi. Lily leży przy mnie, oglądaliśmy jakiś film w telewizji. Patrick siedział na fotelu i także spoglądał na materiał. Złapałem za rączkę kobiety, odepchnąłem ją delikatnie i wstałem udając się do drzwi. Otworzyłem je. Ku moim oczom ukazał się niezapomniany widok, nie widziałem tego faceta tyle lat. Drake, mój rodzony braciszek stał przed drzwiami mieszkania. Zmienił się, chociaż nie tak bardzo. Wciąż ten sam zarost, luźna bluza i AIR MAX'y. Nie wiedziałem co robić. Nie odzywałem się do rodziny tyle lat, a on jednak znalazł mnie. Pewnie wiele czasu mu to zajęło, pomyślałem sobie tak - i go wpuściłem.

 

   Przez te wszystkie lata przestałem żywić do niego urazę. Można nawet pomyśleć, że próbowałem go znaleźć. Przysiadł się do nas, Patrick ucieszył się widząc mojego brata. Poznałem go z Lily, a on pogratulował mi takiej ładnej kobiety. Opowiedział mi o wszystkim co się działo w Bluebarry przez te wszystkie lata. Interesowało mnie to, bo nie jeździłem do rodzinnej wsi. Dowiedziałem się, że Drake poznał kobietę imieniem Jenny. Ładne imię, jak na kobietę. W końcu braciszek przeszedł do głównej części rozmowy, chciał zaprosić mnie na swój ślub. Zgłupiałem kompletnie, jednak chyba kierując się głosem serca, zgodziłem się pod warunkiem, że mogę wziąć Lily. Oczywiście braciak się zgodził, a Patrick także otrzymał zaproszenie. Drake powiedział też, że pogodził się z Jack'iem. No cóż, chyba wszystko musi kiedyś nadejść. Szkoda mi było Drake'a przez te wszystkie lata. Widziałem, że żałuje tego co zrobił, ale coś nie pozwalało mi mu wybaczyć.

 

   Drake wrócił do Bluebarry, a nasze życie ciągnęło się wciąż nieubłaganie do przodu. Tak, jak do przodu codziennie chodziłem ja, na wykłady.

 

d7zY36i.jpg

 

 

Maj 2012 r.

 

   W końcu nadeszła ta chwila. Zaraz wychodzimy z Lily na sesję. Boję się o wiele bardziej niż kilka miesięcy temu. Doszedł do mnie fakt, że to będzie życiowy egzamin. Jeżeli go zdam - mam szansę na przyszłość, jeżeli nie, czas pokaże. Patrick studiuje informatykę w dziale programowania. On swoją sesję zalicza za dwa tygodnie. Życzę mu cholerka powodzenia, to w końcu mój najlepszy kumpel. Co do ślubu Drake'a, zaplanowany jest na pierwszy tydzień czerwca.

 

   No i stało się. Sesja napisana. Lily chyba dobrze poszło, widać to po jej zachowaniu. Przyznam, że nie było tak ciężko jak mi się wydawało. Teraz tylko czekać na wyniki, żegnaj szkoło! Po wyjściu z uniwersytetu poszliśmy z Lily do parku. Poszeptaliśmy sobie czułe słówka, pooglądaliśmy lecące balony. Na końcu pocałowałem ją w czoło i udaliśmy się w kierunku domu.

 

9faf6e95a5a9b502704ea7cca34542a5.jpg

 

 

Czerwiec 2012 r.

 

   A więc, ten moment nadszedł. Stroiliśmy się bardzo długo na wesele Drake'a. W końcu to mój brat! Lily spędziła wtedy chyba z dwie godziny w łazience tylko się malując, ach! Te kobiety, chyba nigdy tego nie zrozumiem. Patrick i ja wystroiliśmy się nie gorzej. Nowiutkie garniaki, kupione w centrum handlowym w Los Santos. Huh! Niesamowite, pierwszy raz w życiu byłem w tym mieście. Przyznam, że jest ładne. Po jednej stronie plaża, po drugiej stronie plaża. Ścisłe centrum, no, może trochę za duży tłok. Chociaż nie jest aż tak źle. Wróciliśmy do chaty Patricka, przebraliśmy się w nowe stroje i wyruszyliśmy jego BMW w stronę kościoła umieszczonego przy niebieskiej 27.

 

Suits-main-characters.jpg

 

   Raptem byliśmy już w kościele. Przywitałem się z panem młodym, oraz jego wybranką serca, Jenny.  Zgrana z nich para, widać że bardzo się kochają. Ceremonia odbyła się.. normalnie. Jak na porządnych ludzi przystało. Zjawiła się masa osób, nawet Jack i Hannah, którzy jak widzę, też znaleźli wspólny język. Dziwne, tyle byłych przyjaźni zamienia się w miłość. Wyszliśmy z kościoła, oczywiście cała masa róż sypanych na parę młodą. Ciekawe uczucie, zwłaszcza, że byłem świadkiem wraz z Lily.

 

The-Secret-To-A-Happy-Marriage.jpg

 

   Pojechaliśmy do Bluebarry. Drake wolił wyprawić przyjęcie w gronie rodzinnym. Bałem się spojrzeń matki i ojca, po tylu latach rozłąki. Jednak wszystko przebiegło pomyślnie. W końcu to są moi rodzice. Zaakceptowali Lily, a ona zaakceptowała ich. Odbyliśmy tam ważną rozmowę, rozmowę o mojej przyszłości. Naturalnie zrobiliśmy to w trzy pary oczu. Ja, mama oraz tata. Ach, Anna Marshall, oraz William Marshall. Długo rozmawialiśmy i w końcu podjąłem najważniejszą decyzję w moim życiu. Przeprowadzam się do Los Santos. Pomyślałem sobie wtedy, że muszę szukać dalszego życia, nie mogę cały czas siedzieć w dziurze u Patricka. Poinformowałem go o tym, nie miał mi za złe i życzył powodzenia. Gorzej zaś zniosła to Lily... Wypytywała, dlaczego mamy się przeprowadzać, przecież w San Fierro jest wszystko czego chcemy. Tak mnie przycisnęła, że w końcu wybuchnąłem. Wykrzyczałem się na nią i położyłem się w mojej starej sypialni. Lily wtedy płakała, było mi z tym źle. Po długim czasie weszła do mojej sypialni, usiadła na krawędzi łóżka, ja także. Zaczęliśmy szczerze rozmawiać. Rozmawiać o naszej przyszłości. W końcu mamy tylko dwadzieścia lat. Podjęliśmy decyzję o rozstaniu. Zabolało mnie to, jednak wiedziałem, że tak będzie najlepiej. Nie chciałem zmuszać jej do przeprowadzki. Mimo to, pożegnaliśmy się w sposób dla nas normalny, pożegnalnym seksem.

 

   Chyba do końca życia nie zapomnę jej czułości, delikatności i namiętności. Kochałem Lily, nie wiem czy nie kocham nadal. Co do wesela Drake'a, przebiegło ono normalnie. Zwyczajne, amerykańskie wesele, tak w skrócie. Ja i Patrick wróciliśmy do domu jego BMW, Lily zaś pojechała z Hannah i Jack'iem. Powiedziałem mojemu przyjacielowi, że wyprowadzę się w październiku. Chciałem jeszcze spędzić te kilka ostatnich miesięcy jako nastolatek. Chodziliśmy wtedy na wiele imprez, jednak przysiągłem sobie, że prócz Lily, w innym mieście niż Los Santos nie zwiążę się z nikim innym.

 

   A tutaj nasze ostatnie wspólne zdjęcie, zrobione po weselu Drake'a.

 

549880713.jpg?mw=1920&mh=1080&q=70

 

   Od lewej stoją: Jack i Hannah, wujek David z dziećmi oraz ciocią Triss. Na krzesełkach oczywiście siedzi para młoda, czyli Drake i Jenny. Na prawo (widok zdjęcia) od nich stoję ja oraz Lily. Obok nas moja mama Anna oraz ojciec William. Na samym końcu stoi moja młodsza siostra Veronica chłopakiem Jose, a na dolnym kadrze moja kuzynka, Alice, która trzyma swojego braciszka Nate'a.

 

 

Październik 2012 r.

 

   W końcu nadszedł ten czas. Czas zmian, wielkich zmian. Ósmy październik, dzień przed moimi urodzinami. Żegnam się z wszystkimi z San Fierro. Żegnam się z pracodawcą, kumplami z pracy. Jednak to nic. Najgorsze pożegnanie było z Patrick'iem. Cały czas odkąd oznajmiłem mu o przeprowadzce spędzaliśmy czas razem. Czy to na jakimś piwku, czy to na grze w piłkarzyki. Czułem się jakbym znowu miał szesnaście lat. Powspominaliśmy stare czasy, kiedy to bawiliśmy się w "Robin Hoodów". No nieźle, mimo że miałem już dwadzieścia lat to wciąż byłem zwykłym dzieciakiem.

  

   Aż do tego czasu. Dwudziesty październik, mój ostatni dzień w San Fierro. Miałem już wtedy zarezerwowany bilet do Los Santos. Czekałem na wyczytanie mojego numerka, kiedy ujrzałem tajemniczą postać w białej bluzie z kapturem na głowie. To była Lily, od razu ją poznałem. Niesamowite, po tylu miesiącach rozłąki przybyła tutaj by się pożegnań. Mimo naszego rozstania, wciąż coś do niej czułem. Jednak wiedziałem, że nie ma to większego sensu, kiedy wyjeżdżam do innego miasta. Porozmawialiśmy chwilę, powspominaliśmy stare czasy, aż wydarzyło się coś niespodziewanego - pocałowaliśmy się. To.. było dziwne uczucie. Czułem motylki w brzuchu, ona chyba też. Wciąż kochaliśmy się, ale wiedzieliśmy, że te kilometry tak czy siak nas rozłączą. Przytuliłem ją i udałem się do swojego terminalu, ponieważ wtedy wyczytano mój numer.

 

maxresdefault.jpg

 

   Ach, lot był udany. Co prawda leciałem samolotem pierwszy raz w życiu, ale nie było źle. Przegryzałem coś po drodze, jakieś fistaszki od stewardessy. Czytałem moją ulubioną wówczas powieść o tytule "Jezioro Tajemnic". Niesamowicie ciekawa książka, była to już ostatnia część trylogii Petera May'a. Wylądowałem na lotnisku w Los Santos po blisko trzech godzinach lotu. Pierwsze co zrobiłem to zadzwoniłem po taksówkę. Poprosiłem by zawiózł mnie do centrum miasta. Oczywiście wykonał polecenie, zapłaciłem za przejazd i wysiadłem z pojazdu. Rozejrzałem się po centrum miasta.

 

   Duże, jak na wielkie miasto przystało. Pełno różnych aut, hałasu i ludzi. Słowem, świat alternatywny do tego co było w San Fierro, no.. może jednak trochę głośniejszy. Rozpakowałem się w hotelu "Pod koksem". Chyba właściciel był bogaty, przynajmniej tak mi się zdaje. Z tego powodu, że nocleg w tym hotelu kosztował jedynie dolara. Mniejsza z tym, urządziłem się w moim nowym pokoju. Wyszedłem na miasto zażyć świeżego powietrza. Naturalnie spaliny samochodowe mi na to nie pozwoliły.

 

   Zawsze ciekawiła mnie ta słynna plaża w LS. Zadzwoniłem znowuż po taksówkę i przyjechał ten sam koleś co wcześniej. Poprosiłem go, by mnie zawiózł na Santa Maria Beach. Wysiadłem na najbliższym postoju przy wielkim molo. Udałem się na plażę, właśnie kilku ludzi opalało się, jedni kąpali się w oceanie. Spędziłem tam trochę czasu, czy to się opalając, czy to zachwycając się tym widokiem.

 

 

5893359fdc67b9ea4de442fcb831c14b.jpg

 

 

2013 - 2014 r.

 

   Przez końcówkę roku dwa tysiące dwunastego żyłem normalnie, jak w San Fierro. Znalazłem sobie pracę, jakieś zarobki na boku. Przyznam, że zaczęło mi się to nudzić. Piszę tę część dziennika już pod koniec dwa tysiące trzynastego, który też jakoś nie zachwycił. W gruncie rzeczy, nic się nie działo. Przyznam, że nawet zatęskniłem trochę za San Fierro. Chociaż nie to było najważniejsze. Wciąż tęskniłem do Lily i Patricka. Cholera, ciężko mi jest wciąż bez niej. Czasami przez zapędzenie tego miasta mam ochotę spakować się i wrócić tam, gdzie było mi najlepiej.

 

   Dwa tysiące czternasty! Witaj. Już na sylwestra miałem kosmiczną niespodziankę. Rozpoczęcie nowego roku i..? Słyszę dzwonek do drzwi w moim pokoju. Otwieram je, a za nimi stoi Patrick oraz Jack. Cholera! Nie wyobrażacie sobie jak się wtedy ucieszyłem. Wiadomo, wpuściłem ich do środka. Wiem, że zamówiliśmy z trzy różne pizze, masę alkoholu i tak spędziliśmy ostatni dzień dwa tysiące trzynastego. Niesamowite, nie widzieliśmy się tyle czasu, oni wciąż o mnie pamiętają. Jestem ciekaw, jak to wszystko będzie dalej...

 

   No i ciągle w tym roku. Cóż mogę powiedzieć. Parę dni temu zatrudniłem się w jednej z nowych firm telekomunikacyjnych. Los Santos Mobile ma swoją siedzibę na rogu, przy metrze. Szefem firmy jest Roman Kozlov, kierownikiem Pedro ElPueblo. Niesamowicie mili ludzie. Kapitalna atmosfera w pracy, tego mi było trzeba. No i nie ukrywając, trochę znam się na tym fachu. W końcu spędzałem całe nastoletnie życie z Patrick'iem! Haha. Przyznam, że jest tutaj fajnie. Czuję się w końcu jakbym znalazł swoje, małe miejsce na Ziemi.

 

 

   Nie uwierzycie! Zostałem kierownikiem. Kapitalne uczucie, dwadzieścia dwa lata i kierownik już dużej firmy. Roman bardzo mi ufa, widać to. Jest Rosjaninem, wyemigrował do Ameryki w poszukiwaniu lepszego życia. A co z Pedro? Pedryl, jak to na niego wszyscy mówimy pochodzi z Hiszpanii. Stary byk, koleś, który ledwo co mieści się w drzwiach biura. Nie wiem ile pakował w przeszłości, ale nie chcielibyście żeby wam sprzedał prawego, czy lewego. Dogadywaliśmy się nieźle z nim. Często wypadaliśmy wspólnie na siłkę czy jakieś piwko, przedyskutować codzienne sprawy. Może nie był taki jak Patrick, ale czułem, że znalazłem w końcu przyjaciela na długo.

 

   Do firmy dołączyła Rylie Rea. Młodsza, piękna latynoska. Przyznam, że wpadła mi w oko. Jest miła, czuła, a co najważniejsze - nie gubi się w pracy. Zobaczy się jak to się potoczy. Pewnego razu zaczepiłem ją, rozmawialiśmy o.. wszystkim. Skończyło się na zaproszeniu ją na jakąś kawę czy coś. Odmówiła, co chwilę zerkając na Romana, który czaił się przy drzwiach biura.

 

QuM5pDv.jpg

 

 

Lipiec 2015 r.

 

    Tu Cię mam łobuzie! W końcu wracam do mojego pamiętnika, którego fakt faktem znalazłem podczas przemeblowania w moim małym pokoiku, ale lepiej później niż wcale. Trochę mam do napisania, jednak nie jest to tak wielka liczba historii, bym sobie z nią nie poradził. No więc, zaczniemy od tego, że próbowałem dostać się do departamentu policji. Ciekawe, co? Taki zapyziały idiota jak ja miałby pracować w departamencie? Tak też pewnie stwierdził Parker Ward, który był ówczesnym Chief of LSPA. Nie zdałem u niego pierwszej, drugiej, trzeciej.. A na czwartą akademię nawet nie przyszedłem, cóż... Chyba muszę oficjalnie powiedzieć, że jest to moja największa klęska w życiu. Nigdy nie czułem się tak upokorzony jak jestem teraz, postanowiłem zebrać myśli. Pomogła mi w tym w dużej mierze ekipa z LS Mobile. Mam tutaj na myśli Romana czy Pedryla. Swoją drogą, Romek ożenił się z Rylie, tylko po to by ta dziwka zostawiła go po kilku tygodniach małżeństwa, huh... Podła szmata.

 

   Doszły nas słuchy, że niejaki Jurij Drakonikov planuje reaktywować ligę piłkarską San Andreas Soccer League. Cóż, zdaję sobie sprawę, że zawodowa piłka nożna, to nie to samo co graliśmy na podwórku kilkanaście lat temu, ale.. Może warto spróbować? W końcu wszyscy mają marzenia, z tego co wiem, to Roman chce utworzyć drużynę o nazwie LS Mobile Team, zobaczymy jak to się rozwinie. Jestem bardzo ciekaw, może uda się nawet coś wygrać? Nawet jeśli nie, liczy się dobra zabawa. A zresztą, chyba trochę wypity jestem bo pieprzę o głupotach. Może się uda, a może nie - zobaczymy.

 

   Ostatnimi czasy coś się między nami popsuło. Stało się to, czego najbardziej się obawiałem. Wstaję z myślą "och, znowu do pracy" - a to nie tak miało wyglądać! W końcu podczas jednego dnia zaproponowałem, że wybierzemy się wszyscy do restauracji i porozmawiamy na spokojnie, czy to o drużynie, czy o innych sprawach. W końcu szklanka dobrego browara nikomu jeszcze nie zaskodziła, do tego kilka dużych talerzy z pizzą. To musiało się udać i.. udało się. Rozmawialiśmy sobie trochę, przy zimnym browarze. Uwierzcie mi, w Bel Visto Restaurant zjecie najlepszą pizzę w życiu i napijecie się najsmaczniejszego browara jakiego piliście kiedykolwiek. Roman powiedział nam o tym, że utworzył już drużynę, a wniosek został przyjęty. Od razu zbudował skład, może na poczekaniu, może nie. No więc, pierwszy skład "Mobilków" wyglądał tak: Sam Rao, Colin Mayer, Frank Ward, Hugo Marshall, Pedro ElPueblo, Roman Kozlov. Ciekawy skład, przyznam - tylko czekaliśmy na pierwsze mecze. Przyznam, że od tamtego czasu wziąłem się porządnie za siebie, nawet chodziłem czasem na siłkę z Pedrylem, czy Frankiem, którego dopiero co poznawałem.

 

Pjg2oK2.jpg

 

   W końcu! Ogłoszono, pierwszy nasz mecz w SASL. LS Mobile Team vs. Nemezis Athletics. Niesamowite uczucie, widzieć ten tytuł artykułu w gazecie. Przygotowywaliśmy się bardzo długo. Roman wiedział o wiele więcej niż my i przekazywał nam stopniowo tę wiedzę. Był jak drugi ojciec, mentalnie jak nasz mistrz. No i co? No i dupa. Pierwszy mecz z "Atletami" wygraliśmy, drugi zremisowaliśmy.. Po każdym dobrze się napiliśmy w chacie Frank'a na Fame Street. Pedryl, Romek i Frank, cholera - złota trójca, uwielbiam tych kolesi!

 

20171121-The18-Image-Best-Goalkeepers-In

 

   Zdjęcie przedstawia urywek z meczu rewanżowego LS Mobile Team vs. Nemezis Atlethics i znakomitą paradę bramkarza "Mobilków" Roman'a Kozlov'a po strzale snajpera drużyny "Atletów" Matthew'a Shatterville. Na kadrze zmieścił się także brat Matt'a - Cordell Shatterville oraz  Hugo Marshall z drugim obrońcą LS Mobile Team - Pedro ElPueblo.

 

   Znakomicie czuliśmy się po starciu z Nemezis, tymbardziej, że Pedryl wymyślił nowy okrzyk specjalnie na mecze z nimi "GKS GKS, TO NEMEZIS KURWĄ JEST" - świetne co? Całej drużynie się spodobał, więc nie polemizowałem. Jednak te mecze to były tylko przechadzka, dopiero teraz mieliśmy dostać prawdziwy sprawdzian. Egzamin gimnazjalny napisany wzorowo, pora na maturę. Już za tydzień zmierzymy się z najlepszą drużyną okresu przygotowawczego - 12 Batalionem. No więc, trenowaliśmy długi czas, aż w końcu nadszedł mecz. Piszę to kilka godzin przez nim, nie wiem jak się skończy, ale wiem jedno. Zostawimy na tej murawie krew, pot i łzy - by pokazać, że liczymy się w walce o mistrzostwo tej ligi. Batalion nadchodzimy!

 

   Uch.. Przeliczyłem się, 12 Batalion okazał się zbyt dobry. Chociaż nie jest to zwycięstwo całej drużyny, mają takiego jednego. Niski, szybki i do tego ma pierdolnięcie w nodze jak Cristiano Ronaldo. Mały tak zakurwiał, że nie było szansy go powstrzymać, nazywa się Raul Bertucci. Być może jest jakimś tam dalekim potomkiem Leo Messi'ego, nie mam pojęcia, ale widać, że w piłkę gra nie od dziś. Tylko czekam na rozpoczęcie sezonu, musimy pokazać się z jak najlepszej strony, cholera! W końcu mamy wręcz równy bilans. Jedna wygrana, remis i porażka - w lidze tak na prawdę pokażemy na co nas stać!

 

   Sezon w końcu wystartował. Ustaliliśmy skromny budżet klubu, Roman zajął się ustawieniem. Zaczęliśmy intensywnie trenować przed pierwszym meczem. Czułem w sobie taką moc, że wydawało mi się że wygram to z przysłowiowym palcem w.. No właśnie. Cały zespół był przygotowany w stu procentach do pierwszego spotkania ligowego. W wyjściowym składzie był Roman, Rylie, Colin, Louis, Pedryl i Arek. Parę dni przed meczem opadłem z formy, zaczął mnie zjadać stres. Roman dobrze postąpił gdy posadził mnie na ławce, sądzę że ze mną na boisku mogłoby się to potoczyć jeszcze gorzej. Mimo wszystko, bacznie obserwowałem ten mecz.
 
   Przegraliśmy spotkanie z "Złociszami", po prostu idealne rozpoczęcie sezonu. W moim mniemaniu, gdyby Lexx nie nabawił się tej pieprzonej kontuzji mielibyśmy szanse, a tak? Dostaliśmy w tyłek 13:8 od Gold Lions. W pierwszych minutach gry chłopcy naprawdę świetnie grali. Mieliśmy przewagę 4-1, ale to co wydarzyło się potem.. Szkoda słów, ale nie winię chłopaków. Nie poddajemy się, to dopiero początek i jestem pewien, że możemy jeszcze zawojować w tej lidze. Musimy tylko w siebie uwierzyć i będzie dobrze.
 
1619cd8e78515dc332b6f1926b73b11b.jpg
 
   Zdjęcie przedstawia Colin'a Mayer'a pakującego kolejnego gola Gold Lions, obok niego biegnie obrońca tej drużyny, a w tle zmieścił się także Sam Rao.
 
   Po pierwszym meczu Roman postanowił zadbać o sponsora dla naszego klubu. Widziałem w nim naprawdę ogromne zaangażowanie, starał się jak nikt inny. Wspominałem już wam że był dla mnie mentorem? Tak, właśnie on był opoką całego zespołu, mogliśmy na niego liczyć, naprawdę dobry był z niego trener i przyjaciel. Codziennie spotykaliśmy się w pracy, rozmawialiśmy - jak kumple, mimo, że to on zarządzał całą firmą, a ja byłem tylko pionkiem w tej grze.
 
   Wyszło na jaw oszustwo związane z nielegalnym transferem Collin'a Cesario. Oj tak, było o tym głośno. Pamiętam ten tydzień jak dzisiaj. Nigdy w życiu nie widziałem Romana w takim stanie, był załamany, zły i oburzony tą sytuacją. Zapłaciliśmy kare pieniężną za ten incydent, po wszystkim stwierdziliśmy że musimy zacząć poważnie myśleć o lidze, celując w pierwsze miejsce w tabeli. Jakby tego było mało ci pieprzeni dziennikarze wypuścili plotkę o domniemanym rozwodzie Romana z Rylie. Tego było już za wiele, stwierdzili że miała ona romans z zawodnikami! Skandal, na szczęście Roman podczas wywiadu podsumował ich zachowanie kilkoma, prostymi, dostatecznie poważnymi słowami, rozwiewając wszelkie wątpliwości.
 
   Więc, przyszedł czas kolejnego meczu. LS Mobile Team vs. AS Buon Appetito. Nie będę wam się rozpisywał jak ciężko trenowaliśmy przed tym egzaminem, to była istna katorga z krótkimi przerwami na potrzeby fizjologiczne. Przed następnym spotkaniem byliśmy lepiej przygotowani, nie myśleliśmy o przegranej - ba, byliśmy tak pewni wygranej że nawet zastanawialiśmy się nad pomnożeniem naszych dolarów w zakładach! Byłem w wyjściowym składzie, gdy wkroczyliśmy na murawę poczułem coś niesamowitego. Te tłumy wiwatujące nazwę naszego klubu, zieleń nawierzchni boiska, czułem się naprawdę świetnie. W końcu rozstawiliśmy się na murawie, trybuny wciąż skandowały "LSMT", "BUON". I tak co chwilę, to było coś cudownego.
 
   Rozpoczął się mecz. Nie było tak łatwo jak myśleliśmy, do pierwszej połowy dostaliśmy ostre baty. Gwizdek! Koniec pierwszej części meczu. Schodziliśmy do szatni z wynikiem 7:4, dla przeciwników. Buon naprawdę byli świetnie przygotowani. W szatni dostaliśmy cenne wskazówki od trenera – ble ble ble. Dostaliśmy porządny opierdziel i taką dawkę motywacji, że gdyby przenieść ją do fiolek to LSMC miałoby zapas na parę miesięcy. Wyszliśmy na drugą połowę. Zaczęliśmy strzelać bramki, Rylie - siedem bramek, Shaun - dwie, Hugo Marshall - jedna bramka zza pola karnego. Och! Gdybyście widzieli tę bramkę, czapki z głów. Prawy róg pola karnego, w samo okienko - czułem się niesamowicie, mój pierwszy gol w SASL. Roman był nie do przejścia w tym meczu. Wygraliśmy 10 do 7. W szatni wiwatowaliśmy w najlepsze. Po wszystkim skoczyliśmy do baru, uczcić zwycięstwo… Odpuszczę wam resztę bo z baru nie pamiętam za wiele, ażeby nie napisać, że nic.
 
goal-scored-general-view_tdxz0agw3tbc1p3
 
   Na zdjęciu widzimy Hugo z numerem "3" strzelającego swojego pierwszego gola w SASL, nieporadni bramkarz oraz obrońca AS Buon Apettito, próbujący wybić lecącą w stronę okienka bramki piłkę.
 
 

Siepień 2015 r.

 

   Zbliżał się koniec pierwszego sezonu, w finale mieliśmy się zmierzyć z 12 Batalionem, ale mecz został przełożony z powodu problemów technicznych. No cóż, trzeba było poczekać. Nie spędziliśmy tego okresu na marne, trening, trening i jeszcze raz trening. Tak właśnie wyglądało moje życie w tym okresie czasu – nie żałuję tego. Dzień meczu. Wszyscy byli zdeterminowani, byliśmy o trzy oczka niżej od lidera, Batalionu. To oni także mieli lepszy stosunek bramkowy. Nikt nie wierzył w nas sukces, a jednak. Wygraliśmy finałowy mecz walkowerem! To co robili zawodnicy lidera tabeli na meczu, jest nie do opisania. Sędzia w tym meczu pokazał aż trzy czerwone kartki! Naprawdę wierzyliśmy w to że uniesiemy puchar SASL w górę. Byłoby pięknie. Pieprzony właściciel nie odjął punktu Batalionowi przez co wygrali pierwszy sezon, pierdolony spisek. Roman załamał się, ja sam byłem tak wściekły, że spędziłem trzy dni w okolicznych barach Los Santos.
 
   Jak wyglądały moje następne dni? Praca, bar, dom i tak w kółko. Raz na jakiś czas spotkaliśmy się całą drużyną w barze, prawie całą drużyną. Nie było z nami Roman'a, jego stan był zły. Zacząłem mieć naprawdę złe obawy. Jeździłem do niego codziennie, zrezygnowałem z pogawędek po pracy ze znajomymi, wypadów do baru czy innych przyjemności. Chciałem być przy nim, pomóc mu dojść do siebie, zrobić co w mojej mocy. Widać, że przejął się bardzo tym co się wydarzyło. Zachorował na astmę czy inne gówno, był nawet w szpitalu, nie zgadniecie nigdy co mu powiedzieli. "Został Panu miesiąc życia". To było jak podcięcie skrzydeł, nie wierzyliśmy w tę wiadomość. Załamaliśmy się jeszcze bardziej, cholera...
 
   Cały czas odwiedzaliśmy Romka. Wspieraliśmy go tak, jak on wspierał nas w trakcie ligi. Jednak, na próżno. Dowiedzieliśmy się, że Roman zmienił kilka tygodni temu tożsamość na Bronislav Bezrukov. Nie mam pojęcia dlaczego, uch.. Ciężko mi o tym pisać, piszę to w ostatni dzień sierpnia, zobaczymy jak to wszystko się potoczy, ale na prawdę mam złe przeczucia. Ciężko z nim, wygląda coraz gorzej - jak nie on. Serce mi się kraja, gdy widzę mojego mentora, trenera i kogoś, kto przez jakiś czas zastępował mi rodzinę w takim stanie, ech... Życie jest okrutne.
 
 
Koniec września 2015 r.

 

   Bronek zmarł. Nie chce o tym pisać. Było to dla mnie naprawdę trudne. Całym zespołem urządziliśmy mu pogrzeb, na który przybył cały zarząd SASL, my oraz jego rodzina i przyjaciele. To był najtrudniejszy okres w moim życiu. Wtedy na mojej drodze stanęła Anna. Ja pierdole, naprawdę się zakochałem. Nie spodziewałem się, że w takim czasie spotka mnie coś jeszcze tak znakomitego. Gdyby nie ona nie wiem czy byłbym w stanie ogarnąć się po śmierci Bronislav'a. Wspierała mnie jak nikt inny, byliśmy przyjaciółmi, nie miałem odwagi zrobić tego pierwszego kroku po coś więcej. Być może, nie była tym "kimś więcej" - nie czułem tej chemii między nami, być może po prostu ślepo się zakochałem.

 

WIMRDXc.jpg

 

 

Listopad 2015 r.

 

   Nie uwierzycie! Leżę sobie spokojnie i dostaję sms'a od Pedryla "przyjedź do LSM". No to się kurczę ubieram, szybko zarzucam kurtkę, wsiadam na Faggio i jadę w stronę centrum. Typowe, jesienne południe. Lekka mrzawka, ciepło jak cholera - nic specjalnego. Zsiadam z skutera, wchodzę do firmy i widzę starą ekipę z LSMT. Pedryla, Frank'a, Colin'a, Sam'a. Nie pisałem jeszcze o tym, ale Pedro przejął  firmę po Romanie. Chyba to dobrze, był jedną z najbliższych osób z jego otoczenia. Zebraliśmy się wszyscy w biurze, dołączyła do nas Brooklyn - nowa dziewczyna w firmie i oczywiście Alice - żona Frank'a. Rozmawialiśmy długo, aż w końcu doszliśmy do porozumienia. Dostałem trenerem klubu, Pedryl menadżerem, a stara ekipa oczywiście wyjściowym składem. Ligą zajął się Amerykański szejk - Damian Rossi, zobaczymy jak sobie poradzi.

 

   Drugi sezon nie był taki jak pierwszy. Sądziliśmy że nie wystartuje po tym jak zapisały się tylko dwie drużyny, w tym nasza. Wystartował jednak. Nasz pierwszy mecz, otwarcie sezonu jak w pierwszym. Byłem w wyjściowym składzie. Brooklyn i Alice czekały na trybunach i dopingowały całą drużynę. To było cholernie miłe, znów słyszeć kibiców skandujących nazwę naszego zespołu. Wygraliśmy mecz wynikiem 8 do 2. Nie mogło być inaczej, czułem się dumny, że to teraz ja trenuję tych wojowników, to ja mam nad nimi pieczę i to ja jestem ich mentorem.

 

   Zagraliśmy drugi mecz, który zremisowaliśmy. Na następny dzień wszyscy zawodnicy otrzymali maila o tym, że sezon nie zostanie dokończony z powodów bliżej nieokreślonych. Jasne, jak nie „pomyłka” ze strony prezesa w pierwszym sezonie to teraz nieokreślone problemy, pełen profesjonalizm, winszuję bardzo. Ech.. A zapowiadało się tak fajnie. Mieliśmy cholernie duże szanse w tej lidze, trenowałem ich znakomicie, no nic... Mówi się trudno i żyje się dalej, zobaczymy.
 
maxresdefault.jpg
 
 
Lipiec 2016 r.
 
  Początek lipca, zastanawiacie się pewnie co robiłem przez prawie rok? Praca, praca, praca. Moje życie było tak nudne i schematyczne że mdliło mnie gdy wstawałem rano. Pojawił się nabór do LSPD, stwierdziłem co mi szkodzi? Napisałem podanie, wysłałem. Ogłoszono listę przyjętych, widniało tam moje nazwisko, przyznam że ucieszyłem się. Pojechałem do Dillmore. Zapłaciłem czesne za akademię i otrzymałem znajomy mi już mundur, dostałem przydział do pokoju. Rozpoczęły się wykłady. Pierwszy był ogólny o jednostkach w departamencie, zasadach i tak dalej, to jeszcze dało się zapamiętać i przyswoić. Kody radiowe, wykład trwający trzy bite godziny. Zamurowało mnie stwierdziłem że, nie ma opcji bym przyswoił to co było na wykładzie. Spędziłem całą noc nad tym pieprzonym podręcznikiem, kując go na pamięć. No i do tego obecna szefowa akademii Madeline. Cholera, nie cierpię tej baby! Serio, jest tak denerwująca, że czasami można pomyśleć, że rozmawiasz z szatanem, a nie z kobietą.
 
   Potem wykłady z kontroli drogowej i aktywności dodatkowe. Nadszedł dzień egzaminów. Nigdy w życiu się tak nie stresowałem. Zacząłem od teorii. Otwieram test myśląc „Teoria spokojnie, pamiętam większość, nie może być tak ciężko” – taki chuj. Połowę pytań strzelałem. Po teorii byłem podłamany, ale nie mogłem zadręczać się długo bo od razu zacząłem pisać egzamin z kodów radiowych. Poszło mi gorzej niż z teorią. Egzamin z pościgu, co tu dużo mówić… Człowiek z zaawansowanym Parkinsonem i amputowaną prawą nogą dałby sobie lepiej rade ode mnie. Stwierdziłem że pora pakować walizę, przecież nie ma opcji bym to zdał. Nadszedł dzień wyników. Próg zdawalności 75 procent, Hugo Marshall – 75%. Nie wierzyłem w to że zdałem, ledwo bo ledwo, ale zdałem! Zostałem funkcjonariuszem LSPD! Następnego dnia zostałem zaprzysiężony, była to dla mnie naprawdę ważna chwila. Marzyłem o niej dobry rok, w końcu się udało. Moja piąta akademia - do pięciu razy sztuka!
 
maxresdefault.jpg
 
   Zdjęcie przedstawia nas, podczas jednej z aktywności dodatkowych - musztry.
 
 
Sierpień 2016 r.
 
   No i stało się! Spełniłem moje marzenie z dzieciństwa, zostałem funkcjonariuszem w departamencie policji. Cholera! Nawet nie wiecie jak dobrze się czuję. W końcu mi się coś udało. Wstaję rano, jadę na komisariat. Wchodzę do szatni, otwieram moją szafkę, zarzucam na siebie mundur, zapinam pas taktyczny i melduję ten jeden, piękny kod radiowy - L-446 status 5, 10-20 MD HQ, odbiór. Ach! Znakomite uczucie, w końcu móc to zameldować. Jako oficer pierwszego stopnia nie miałem wielkiego wyboru i musiałem siedzieć na granicy. Moim oficerem treningowym został niejaki Reyes Carranza. Przyznam, w porządku koleś. Wyrozumiały, da się z nim spokojnie porozmawiać. W trakcie moich pierwszych dni w departamencie poznałem kilka świetnych osób. Wśród nich jest na przykład oficer trzeciego stopnia - Dale Collins, czy Marquez Mitchell. Obaj są bardzo mili, fajnie tak zawierać tutaj nowe znajomości.
 
   Nie musiało minąć wiele czasu, poznałem dziewczynę Dale'a - Vanessę. Och.. Przyznam, że konkretna babka. Twarda z niej sztuka, nie da sobie wmówić byle czego, a myślałem, że w LSPD będzie tak łatwo. Pierwsze zebranie, znów zobaczyłem tego mężczyznę. Ubrany w inny mundur niż wszyscy, nieźle zbudowany - chyba robi tutaj już spory czas. Widocznie to on jest szefem, jak oni tutaj mówią "Chief'em of Police". Nazywa się Tyler Underwood. Niezły koleś, stawia sprawę jasno, nie cacka się z swoimi podopiecznymi, to lubię. Do tego poznałem też sporo innych osób, wśród nich na przykład Brayan Hetfield, sierżant z Gang Unit. Widziałem go w centrum, z kilka tygodni temu na jednej z akcji w lokalu. Przyznam, że jak narazie prócz Victor'a Marrow'a, z którym tak właściwie tutaj przyszedłem - to nie ma nikogo, komu mógłbym zaufać, czy zaprzyjaźnić się z nim.
 
   Kolejny rozdział; "Hugo dostaje opierdol". Tia... Jednak nie jest tutaj tak łatwo jak się spodziewałem i już po pierwszych tygodniach miałem na koncie dwa ostrzeżenia pisemne. Nie potrafię trzymać jęzora za zębami no i to mnie srogo kosztowało. Do tego jest tutaj coś takiego jak "sankcja", kminicie? Wypłacam ze swoich pieniędzy, za to, że na przykład zostawiłem zepsuty radiowóz, ech... No nic, trzeba się dostosować. W międzyczasie zawarłem parę nowych znajomości, chociażby z Liam'em Cali, którego znam chyba od kilku dni tylko z panelu ostrzeżeń na stronie departamentu i spamie widniejącym na mojej skrzynce e-mail'owej "Otrzymałeś ostrzeżenie", meh...
 
   Zrobiliśmy wszystkie patrole z Reyes'em, ja zaliczyłem moją robótkę na granicy, w końcu - mój drugi tydzień pracy w departamencie. Underwood bierze listę i słyszę swoje nazwisko. Wychodzę na środek, awans! W końcu, jestem oficerem drugiego stopnia, mogę pełnoprawnie jeździć z kim chcę radiowozem. Cudownie, od razu wziąłem przydział z niejakim Rick'iem Brown'em, który był wraz ze mną na akademii. Chyba był już tutaj wcześniej, ogarnia wszystko o wiele szybciej głową niż ja, no cóż... W każdym razie, też spoko facet. Bardzo zamknięty w sobie, do tego też twarda ręka. Czy wszyscy w tym departamencie są twardzi jak skała, nie mają żadnych uczuć? Cholera.
 
original.jpg
 
Zdjęcie przedstawia Hugo podczas rozmowy z swoim FTO Reyesem Carranza.
 
 
Wrzesień-Marzec 2016-2017
 
   Nie miałem czasu do Ciebie zaglądać stary druhu. Wiele się pozmieniało, ale jedno wciąż jest takie samo - pracuję w departamencie. Jestem świeżo po awansie na stopień sierżanta i przyznam, że nie tego się spodziewałem. Z miejsca dostałem od Cale'a, który jest komendantem Metropolitan Division stos papierkowej roboty, przydział do sprawdzania stanów radiowozów i do tego mam pilnować porządku. Kurwa, czuję się jak maszyna na pełnych obrotach, nie jest łatwo. Nie napisałem Wam jeszcze o tym, co się działo w departamencie w ciągu tej przerwy. Jakiś czas po moim przyjęciu Underwood ustąpił ze stanowiska Chief of Police. Zastąpił go Jeffrey Eisenhower, który szerzej znany jest w środowisku jako Matthew Bourland. Facet miał charakter cholera, trzeba mu to przyznać. O ile za Tylera mogliśmy pozwolić sobie na jakiś luz, to Matthew był pierdoloną żyletą. To były dobre czasy, chyba najlepsze w całej mojej karierze, zobaczymy co będzie potem.
 
   No i co mam tutaj napisać, ciągle pracuję i tyle no. Zakumplowaliśmy się z Dale'm i Vanessą, też pracują w departamencie. Przyznam, że serio ciekawe z nich osoby tymbardziej, że Vanessa jest żoną jakiegoś wysoko postawionego agenta FBI - Macolm? Tak, tak się chyba nazywa. Nie znam typka, nie widziałem go nawet ani razu na oczy, ale nie można ująć jego żonie twardej głowy i charakteru. Do tego poznałem też ciekawą dziewczynę - Whitney. Cholera, dociera do mnie, że zmarnowałem z nią tą relację, nie miałem dla niej czasu i takie rzeczy, no nic - obowiązki najważniejsze. Byłem z nią jakiś miesiąc, potem odeszła do Dwayne'a. Kurwa, nie lubię gościa, zarozumiały i arogancki dzieciak, najgorsze jest to, że też pracuje w departamencie. Kurwa, chciałbym się przenieść do Gang Unit. Brayan Hetfield, który siedzi za sterami tej dywizji jest pierdolonym kocurem, też widać, że mają tam świetną atmosferę, a nie jak tutaj. W międzyczasie żona Rayana - Noelle została porucznikiem. Ogólnie też twarda babka, prawdopodobnie po mężu. Nie wiem, mam w stosunku do niej neutralną opinię, nie jest jakoś agresywna czy irytująca jak coniektórzy, ale też nie komplementowałbym jej przesadnie.
 
   "End of Watch, out." Taki meldunek zameldowałem na wczorajszym zebraniu. Ale po kolei, jakiś czas po Matthewie stery w LSPD przejął Rayan Carter. Dowodził SWATem zanim objął stanowisko Chief of Police. Trzeba przyznać, że jest z niego kawał chłopa i to dosłownie. Gość to napompowana maszyna do rozpierdalania gangsterów, podobno dowodził kiedyś Gang Unit tylko, że inaczej się to nazywało. Nie jest gorszy od Matthewa, ale jednak czegoś mu brakuje. Bourland potrafił dowodzić ludźmi tak dobrze, że nikt nie odważył się nawet pisnąć słowa, a gdy dowodzi Rayan, to jednak jest taki trochę luz i przez to robi się chaos. Nie wyglądało to dobrze, ale miarka przebrała się kiedy dostałem degradację z sierżanta. Dosyć tego, odchodzę.
 
maxresdefault.jpg
 
"Coś się kończy, coś się zaczyna."
 
Kwiecień 2017
 
   Postanowiłem gdzie pójdę. Jeszcze przed odejściem z departamentu napisałem podanie do akademii FBI. Zobaczymy jak to wyjdzie, podanie wcale nie było skomplikowane, czekam tylko na wyniki. Po odejściu faktycznie, zaczęło mi się nudzić, ale zabijam ją chociażby wychodzeniem na stadion i treningiem. Nic ciekawego się nie dzieje, czekam na wyniki.
 
   Jak można było się spodziewać, dostałem się do akademii FBI, jestem właśnie przed egzaminem pisemnym, poznałem sporo ciekawych osób Amelia, która już pracuje w biurze, Earla, dyrektora FBI, ale poznałem w końcu osobę, na której najbardziej mi zależało żeby w końcu spotkać się z nią twarzą w twarz - Malcolma Lawyersa we własnej osobie. Gdy Vanessa mówiła, że jest wysoko, miała rację - facet praktycznie zastępuje dyrektora, gdy ten czegoś nie może zrobić. Jest ogólnie dość przyjazny, ale też widać, że ma twardą rękę i nie da sobie w kaszę pluć. Ciekawie to wygląda, ale bardzo podobnie jak w LSPD.
 
   No i zdałem, huh - nie było to bardzo wymagające. Jestem obecnie Probationary Agentem, a moim opiekunem został Thomas Howley, spoko mordeczka, ale widać, że mają tutaj zgoła inne podejście do ludzi niż w LSPD. Jest taka rodzinna atmosfera, którą da się wyczuć wszędzie, nawet z Thomasem, który jest sporo stopni nade mną, jesteśmy na "Ty". Jest dobrze, nie zawiodłem się na początku, a to jest najważniejsze. Mam na sobą już pierwsze akcje, czy to sprawdzanie zwłok, czy jakieś robienie zdjęć - serio, jest ciekawie.
 
maxresdefault.jpg
 
Zdjęcie przedstawia Hugo w trakcie luźnej rozmowy z jego przełożonym.
 
 
Wrzesień 2017
 
   Pieprzyć to, czekam grubo sześć miesięcy na awans i co? Amelka dostała Senior Agenta, cholera wie co ona tam robi w biurze u Malcolma. Odchodzę z biura, też mi się już przejadło patrzenie na ludzkie truchło. Nabrałem trochę twardego charakteru, nie przestrasza mnie już widok ludzkiego truchła, czy wykrwawiającego się człowieka - to ludzkie, każdy tak ma. Może wrócę do LSPD? W sumie Gang Unit wciąż włada Brayan, może być ciekawie. Do MD na pewno nie wrócę, przejadło mi się kurwa bawienie się w drogówkę i wystawianie mandatów. Cholera, spora część tego dziennika jest o moim życiu zawodowym, a tak naprawdę to nie jest ono jakieś bogate. Napiszę teraz dopiero, jak coś ciekawego się wydarzy.
 
   Tak tylko dopiszę teraz. W międzyczasie prowadziłem bardzo duży projekt pod tytułem "San Andreas Soccer League - Lato 2017". Wyszło serio dobrze, może prócz kilku spotkań. Jednak władze miasta nie uznały rozwoju sportu i turystyki w naszym mieście jako wystarczającego powodu do przyznania mi Honorowego Obywatela, pheh. Lepiej wypieprzyć na stół sporą kopertę i nie mieć się o co martwić. A co u mnie? Cały czas pracuję Gang Unit, tylko że wczoraj stało się kurwa coś koszmarnego. Brayan dał End of Watch i połowa GU poszła za nim, tragedia. Wszyscy, McReary, Roxwell, Clark, kurwa - za dużo osób odeszło nagle. Charlotte była komendantem przez pół minuty, po czym też odeszła. Gang Unit upadło. Z zajebistej, najlepszej dywizji, wręcz napiszę - E L I T A R N E J stało się nic niewartą grupą osób, bez pomysłu na siebie. Spróbujemy to odbudować.
 
   Gang Unit przejął Cale, tylko że jakoś się inaczej teraz nazywa. Chujowo to wygląda, zero swobody, zniknęła praktycznie rodzinna atmosfera, jaką przez lata kształtował Brayan. No nic, przynajmniej powoli się podnosimy, ale trzeba przyznać, że obecnie jesteśmy zniszczeni.
 
1b6de2ae1d361ee9e249cc71b617848b.jpg
 
Zdjęcie przedstawia rozmowę Hugo z jego serdecznym przyjacielem i kolegą z przydziału - Asherem.
 
 
 
 
Wrzesień-Styczeń 2017-2018
 
   Poznałem pewną dziewczynę, nazywa się Mikeyla i chyba pierwszy raz od dłuższego czasu się prawdziwie zakochałem. Jest miła, opiekuńcza, do tego cały czas się o mnie martwi. Czuję się przy niej dobrze, bezpiecznie, ona chyba też. Jesteśmy już razem już z miesiąc, może półtora i jesteśmy oficjalnie parą. Wczoraj się zaręczyliśmy, czekamy na ślub. Nie wiem, czy to wszystko nie dzieje się za szybko, ale cholera - dlaczego mamy pozwolić miłości czekać? Mikey' się zgodziła i nie widzę powodu, żeby przedłużać ten czas. Kocham ją, ona mnie więc nie ma co się ukrywać.
 
   Jestem oficjalnie panem domu, z Mikeylą Marshall po mojej lewej. Cholera, wziąłem ślub! Dwudziestosześcio letni pryk w końcu się ożenił, nie spodziewałem się, że ten czas nastanie. Mikeyla zaszła w ciążę jakiś czas przed ślubem, spodziewamy się dziecka, prawdopodobnie chłopczyka. Wszystko układa się tak pięknie, mamy obecnie mieszkanie w remoncie, ale zawsze znajdziemy w nim mały kącik dla siebie. W końcu czuję się szczęśliwy, jak nigdy. Pracuję w departamencie, mam ogromne wsparcie z ich strony. Wesele mieliśmy huczne, takie jakie zawsze chciałem - nawet departament się zjawił, żeby mi pogratulować, oddali salwę honorową. Lepszego życia nie mogłem sobie wyobrazić, oby się nic nie zepsuło.
 
Ceremony-161-homepage-1280x720.jpg
 
"Tragedia: zakochać się w twarzy, a ożenić z całą dziewczyną."
 
  Na zdjęciu widać Mikeylę i Hugo Marshall całujących się przed urządem. Na pierwszym kadrze widać rodziców Hugo oraz jego siostrę Veronicę. Z tyłu kamera uchwyciła Drake'a, brata Hugo oraz Patrick'a i Drake'a, jego serdecznych przyjaciół z czasów dzieciństwa. Na dalszym planie widać kolegów z Gang Unit oraz kilka innych osób.
 
 
Maj 2018
 
   Nie pisałem długo, bo nie było o czym. Ale stało się kilka ważnych rzeczy, między innymi Rayan rzucił LSPD w cholerę, kilka dni później zastąpił go.. No właśnie, kto? Malcolm Lawyers kurwa jego mać. To była  katastrofa, zastępca dyrektora FBI na takim stanowisku, jestem pewien, że dyrektor miał nad nim i Mateo Valentim (moim przyjacielem za czasów Bourlanda) władzę. Zrobił z nich pieprzone marionetki, może nie z Mateo, bo on sobie nigdy nie dał w kaszę dmuchać, ale Malcolm robił wszystko na złość nam (Gang Unit). Nie wiem cholera dlaczego, w każdym razie po prostu nie potrafił tego dobrze poukładać. Zamiast zostawić nas w spokoju, bo już wtedy prosperowaliśmy naprawdę dobrze - to zmienił nas kurwa w FBI. Mam wyjebane w to, czy zdejmą mi tą biografię z sieci, czy nie - ale LSPD za Malcolma na Chief of Police było najgorsze. Underwood, Bourland, Carter i w końcu Lawyers. Wszyscy trzej trzymali poziom, ale Malcolm był taką małą zabawką dyrektora.  Nie wiem co było między nimi, ale widać było, że LSPD nie jest już w pełni automiczne. Ciągłe kontrole przez ICU, gdzie tak naprawdę nie mieli żadnych podstaw. Sądzę, że Underwood czy Bourland, gdyby zobaczyli obecną sytuację, to złapaliby się za głowę i popełnili samobójstwo. Ale dlaczego było, zapytacie?? A no, już nie jestem jego częścią. Wczoraj dostałem e-mail od Lawyersa z wypowiedzeniem. Prawdę mówiąc, sam chciałem odejść w niedalekim czasie, nie chciałem już być częścią tej szopki. Ale może po kolei, opiszę jak to w ogóle było.
 
   Pracowałem sobie, wiadomo - cały czas w Gang Unit, pod swoje skrzydła wzięła nas porządna kobita Zoey Crawford, która nie uwierzycie - jest byłą żoną Matthewa Bourlanda. Już wtedy wiedziałem, że nie będzie nami rządzić byle kto. Stanowisko szefa Gang Unit objął Donald Bosco, czyli dojebany jak sam czołg facet po pięćdziesiątce. Nie wiem i nie chcę wiedzieć jak on sobie zrobił taką sylwetkę, ale jedno wiem - kulturystą nie jest. Pracowaliśmy sobie dobrze, mieliśmy stos niezliczonych udanych akcji, Zoey wiedziała jak dowodzić ludźmi i według mnie, mogła nawet startować u gubernatora na stanowisko Chief of Police, no ale została wyrzucona przez.. Malcolma - tak jest. Niestety, ale po tym nic nie było już takie same w Gang Unit. Dowództwo nad nami objął Maximilian Barker. Co ciekawe, był na GUA kiedy zostałem cofnięty do akademii przez Matthewa więc szmat czasu już siedzi w tym LSPD. Powoli zaczęło się wszystko sypać. Kryptonimy zostały, rodzinna atmosfera została, ale zgoła zmienił się sposób naszego działania. Musieliśmy cały czas wzywać do pomocy FBI, jakbyśmy sami nie mogli wyciągnąć "czwórek" i rozpieprzyć gang, który w nas pruje. Prawda taka, że LSPD stało się zależne od FBI, niestety. Zostaliśmy rozbrojeni, ucięto nam sporo obowiązków, jak i kompletnie usunięto starą formę Gang Unit. Malcolm postanowił, że wprowadzi sobie drugie FBI, wszyscy po kolei odchodzili Robert, Asher, Ashley, Joe. Ja zostawałem w jednostce tylko ze względu na Megan, pracuje w LSPD jakiś czas, dołączyła po mnie. Jest serio przyjacielską osobą, jakoś czuję się przy niej dobrze. Mikeyla już dawno opuściła miasto, a ja zostałem sam. Niedługo wnoszę o rozwód z jej winy i będę miał czyste konto. Próbowałem się z nią kontaktować, ale bez skutku. Z departamentu wyleciałem po akcji odbicia siostry Megan - Caitleen z rąk pieprzonego Marka Regana. Były agent FBI, któremu coś odjebało i zachciał porywać i gwałcić ludzi, katastrofa. Mogłem jakoś zaimponować Megan, wskazując na prawdopodobne miejsce pobytu Caitleen wielki statek przy San Fierro i miałem rację. Wspólnie z pomocą Brayana Stewarta, mojego kumpla i przełożonego ze SWAT, oraz resztą operatorów i funkcjonariuszy odbiliśmy Cait' z rąk Regana. Zamknąłem go na areszt tymczasowy i myślę, że to tak rozwścieczyło Malcolma, sam nie wiem - dostałem wypowiedzenie i tyle.
 
   A co będę robił dalej? Cóż.. Nie wiem, może spróbuję się skontaktować z Megan, może spróbuję poszukać swojego miejsca gdzieś indziej. Nie mam zamiaru strzelać do byłych przyjaciół, byłbym pierdolonym hipokrytą bez honoru, nic mi nie zrobili. Jedyne co bym chciał zrobić, to porozmawiać z Malcolmem twarzą w twarz, ale powiedzmy, że sobie podaruję. Jak narazie to tyle z tej biografii, zobaczymy jak będzie potem. Pamiętny meldunek - L-446, End of Watch, out.
 
maxresdefault.jpg
 
Zdjęcie przedstawia Hugo w nieznanym miejscu, rozmawiającego z pewną osobą o interesach.
 
 
Czerwiec-Lipiec 2018
 
   Każdemu należy się chociaż chwilka wolnego, prawda? Z taką też myślą o szóstej rano opuściłem Los Santos siedząc w pierwszej klasie samolotu pasażerskiego. Dokąd leciałem? Prawdę mówiąc, do końca zastanawiałem się co mógłbym pozwiedzać. Ze względu na otaczający nas terroryzm, czy innych pojebów czyhających tylko na życia setki osób postanowiłem nie opuszczać kraju. Wyruszyłem na Wschodnie Wybrzeże, by zasmakować życia w Nowym Jorku. Cóż by nie powiedzieć - niezbyt różni się od Los Santos. Wszędzie tylko zapchane ulice, okoliczni przestępcy po rogach czekający, by tylko opchnąć Ci drożej jakiś towar czy czekające na ulicach dziwki, które chcą zarobić na jutro. Nie pracując w policji na co dzień zrozumiałem jedną ważną rzecz - życie jest kurewsko brutalne. Niestety, nie wygląda to tak jak sobie marzymy. Trzeba cholernie zapierdalać, żeby osiągnąć swój cel. Po jakichś dwóch, trzech tygodniach zacząłem żałować wylotu z szeregów departamentu. Z ciekawości zadzwoniłem do Joe Boswella, mojego dobrego przyjaciela z czasów pracy w Gang Unit. Dowiedziałem się, że departament ledwo co stoi w ryzach. Rządy Lawyersa były fatalne, dobrze o tym wiedziałem - jednak nie spodziewałem się, że sprawy zajdą aż tak daleko. Odeszło prawie pół departamentu, niestety jednak, nie sprawdziła się teoria Malcolma - nie przyszli nowi. Cholera, szanowałem strasznie tego człowieka za czasów pracy w Federalnym Biurze Śledczym, ale odkąd wstąpił na fotel Szefa Policji - zmienił się nie do poznania. Od Joe dowiedziałem się też, że moja ukochana jednostka ani trochę się nie zmieniła - cóż, trudno się dziwić, szef zawsze stawiał na swoim.
 
   Aż pewnego razu dostałem telefon prosto z słonecznej Kalifornii. Dzwonił Asher, pytał co u mnie, gdzie się podziewam. Okazało się szybko, że on również opuścił szeregi armii Lawyersa. Szybko pogratulowałem mu tej decyzji i wyjaśniłem, że jestem na wakacjach. Grzałem się wówczas w idealnych promieniach słonecznych w Teksasie. Jak się tam znalazłem? Zawsze marzyłem o wycieczce na ten dziki region Stanów. Nie zawiodłem się, wynająłem szybko jakiś podrzędny motel w Allen i ruszyłem ponownie odpoczywać. Nie wspomniałem jeszcze o jednym - tuż przed wylotem nawaliła mi maszyna i jak możecie się domyśleć - po przylocie na Wschodnie Wybrzeże byłem bez samochodu. Miałem szczęście, że spotkałem starego znajomego ojca, który prowadzi wypożyczalnię samochodów w Nowym Jorku. Bardzo szybko otrzymałem nowy wóz na czas pobytu po tej stronie Stanów. Dodge Challenger z 1971, ach.. Jaki to był samochód! Fakt faktem, nie zapłaciłem za niego dużo, ale osiągi jakie potrafił wykręcić na drodze Stanowej były czymś niesamowitym. Po ryku silnika tego potwora prawdopodobnie większość użytkowników tej trasy miała pełne gacie. Niestety, przy jednej próbie ścigania się z najnowszym Nissanem Skyline, policja stanowa szybko przywróciła mnie do pionu pokaźnym mandatem. Cholera, w Teksasie na prawdę mają nieziemskie kwoty w kodeksie!
 
   Chcąc nie chcąc, musiałem powoli wracać. Mimo, że niezbyt miałem na to ochotę. Wróciłem do miasta pod koniec lipca, dowiedziałem się szybko, że Malcolm Lawyers podał się do dymisji. Nie ukrywam, że była to wiadomość, dzięki której przez kilka dni nie schodził mi banan z ryja. Wyszperałem na różnych stronkach, że nowym szefem policji został.. Kerry Hayward - nie kojarzyłem tego nazwiska, ale cieszyłem się, że został nim ktokolwiek spoza otoczenia Malcolma. Mimo, że nie chciałem wracać szybko, to zaistniała sytuacja zmusiła mnie do podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Bardzo szybko napisałem podanie do akademii, po kilku dniach otrzymałem odpowiedź, że zostałem przyjęty. Akademia trwała ledwie trzy dni, a egzamin teoretyczny napisałby nawet średnio rozgarnięty Marquez Mitchell (pozdrawiam tych co rozumieją). I tak o to, po ponad dwóch miesiącach abstynencji wróciłem do departamentu.
 
[CDN]

Edited by EviT, 21/08/2018 - 22:44.

  • Back to top
    • 41

#2 Strażak Eryk3747 28/12/2016 - 21:40

Strażak Eryk
  • Gracz

*
POPULAR

Wygląda spoko :D

Opowiedz o tym jak trzy razy oblałeś LSPA :D


  • Back to top
    • 6

#3 EviT870 28/12/2016 - 22:24

EviT
  • Gracz

Wygląda spoko :D
Opowiedz o tym jak trzy razy oblałeś LSPA :D


Pewnie gdybym o tym nie napisał, to ścigałbyś mnie do końca życia. Wiadomo, że będzie - motyw śmierci Elvisa też.
  • Back to top
    • 0

#4 * Aniia366 28/12/2016 - 22:55

Aniia
  • GameMaster SA-MP

Fajnie się czyta! Czekam na dalszy rozwój akcji.  :>


  • Back to top
    • 2

#5 EviT870 28/12/2016 - 23:07

EviT
  • Gracz

Fajnie się czyta! Czekam na dalszy rozwój akcji.  :>


;-)
  • Back to top
    • 1

#6 Milioner Czyki 1034 28/12/2016 - 23:14

Milioner Czyki
  • Gracz
Do tego czasu spoko, nie zniszcz tego dzieła. :D

Edited by Czyki, 28/12/2016 - 23:14.

  • Back to top
    • 0

#7 Uchaty155 28/12/2016 - 23:14

Uchaty
  • Gracz

A ja gdzie? :/


  • Back to top
    • 0

#8 EviT870 28/12/2016 - 23:25

EviT
  • Gracz

Do tego czasu spoko, nie zniszcz tego dzieła. :D

Wiadomo
  

A ja gdzie? :/


Będziesz
  • Back to top
    • 2

#9 Uchaty155 28/12/2016 - 23:34

Uchaty
  • Gracz

Wiadomo
  
Będziesz

No i trzymam za słowo!!!


  • Back to top
    • 0

#10 Lisu0422 28/12/2016 - 23:46

Lisu04
  • Gracz

Wygląda spoko :D
Opowiedz o tym jak trzy razy oblałeś LSPA :D


No właśnie? jak to z tym było?
  • Back to top
    • 0

#11 EviT870 28/12/2016 - 23:54

EviT
  • Gracz

No właśnie? jak to z tym było?


Dowiesz się w swoim czasie.
  • Back to top
    • 0

#12 I Mateusz I52 29/12/2016 - 00:40

I Mateusz I
  • Gracz

Czekam na ciąg dalszy historii :D


  • Back to top
    • 0

#13 EviT870 29/12/2016 - 07:24

EviT
  • Gracz

Czekam na ciąg dalszy historii :D


Długo czekał nie będziesz. Nabrałem weny do tego, a kto jak kto - ale Hugo to ma ciekawą przeszłość.
  • Back to top
    • 0

#14 EviT870 29/12/2016 - 14:02

EviT
  • Gracz

@EDIT

Dodany okres 2004-2012 r.

 

Jakby ktoś miał wątpliwości, to jeszcze nie są wydarzenia z Net4Game. Te pojawią się przy okazji następnego EDITu.


Edited by EviT, 29/12/2016 - 14:05.

  • Back to top
    • 2

#15 EviT870 29/12/2016 - 22:13

EviT
  • Gracz

@EDIT

 

Dodany opis końca szkoły, końca ((CZEGOŚ, czytajcie :D)) oraz wesela Drake'a.


  • Back to top
    • 0

#16 Yorioo 876 29/12/2016 - 22:20

Yorioo
  • Gracz

No powiem Ci że mi się podoba, przeczytałem całe jak dotychczas. :D


  • Back to top
    • 2

#17 EviT870 29/12/2016 - 22:24

EviT
  • Gracz

No powiem Ci że mi się podoba, przeczytałem całe jak dotychczas. :D

 

Miło mi. ;) Szczególnie, że jest to taka pierwsza praca w życiu. ;d


  • Back to top
    • 2

#18 YayamiOmatee459 29/12/2016 - 22:54

YayamiOmatee
  • Gracz
Fajnie się czyta, czekam na więcej. :)
  • Back to top
    • 0

#19 EviT870 29/12/2016 - 23:30

EviT
  • Gracz

Fajnie się czyta, czekam na więcej. :)


Miło słyszeć, już jutro kolejna aktualizacja. ;-)
  • Back to top
    • 0

#20 EviT870 30/12/2016 - 13:29

EviT
  • Gracz

@EDIT, wydarzenia z początków gry na N4G dodane.


  • Back to top
    • 0

#21 Strażak Eryk3747 30/12/2016 - 13:31

Strażak Eryk
  • Gracz

Ciekawie, czekamy na dalszą część :D


  • Back to top
    • 0

#22 EviT870 30/12/2016 - 13:33

EviT
  • Gracz

Ciekawie, czekamy na dalszą część :D

 

Ty wciąż czekasz tylko na jedno. :-/


  • Back to top
    • 0

#23 I Mateusz I52 30/12/2016 - 22:09

I Mateusz I
  • Gracz

Czekam aż będzie Wandy!


  • Back to top
    • 0

#24 EviT870 12/01/2017 - 23:48

EviT
  • Gracz
Coming soon...
  • Back to top
    • 0

#25 Yogurt 35 19/01/2017 - 13:36

Yogurt
  • Gracz

Spoko lektura na jakiś nudny wieczór i te krajobrazy na początku, leci plusik ode mnie! ;)


  • Back to top
    • 0

#26 EviT870 19/01/2017 - 14:05

EviT
  • Gracz

Spoko lektura na jakiś nudny wieczór i te krajobrazy na początku, leci plusik ode mnie! ;)

 

Dzięki! :D Edycję zrobię, kiedyś... :>


Polecam to do czytania.


  • Back to top
    • 0

#27 young ghost244 16/02/2017 - 19:35

young ghost
  • Gracz

To niezły Hugo.  :see_no_evil:


  • Back to top
    • 0

#28 Uchaty155 16/02/2017 - 21:18

Uchaty
  • Gracz

Dzięki! :D Edycję zrobię, kiedyś... :>


Polecam to do czytania.

Naobiecywałeś i co teraz?


  • Back to top
    • 0

#29 Kacperoovsky 68 16/02/2017 - 21:53

Kacperoovsky
  • Gracz
Ja i tak powiem że wieczny kadet. A i ostatnio ciało jordena widziałem.
  • Back to top
    • 0

#30 EviT870 16/02/2017 - 22:14

EviT
  • Gracz

Naobiecywałeś i co teraz?


Kurczę, no to wtopa.

Ja i tak powiem że wieczny kadet. A i ostatnio ciało jordena widziałem.

:D

Edited by EviT, 20/05/2018 - 15:06.

  • Back to top
    • 0

#31 ItsNothing 54 09/03/2017 - 19:48

ItsNothing
  • Gracz

super


  • Back to top
    • 0

#32 EviT870 09/03/2017 - 21:17

EviT
  • Gracz

super

 

Dzięki. :3


@Mały EDIT, dodana pierwsza połowa 2015 roku, wydarzenia z początku ligi SASL oraz znajomości mojej postaci z rzeczywistością.


  • Back to top
    • 0

#33 roflmao356 09/03/2017 - 22:52

roflmao
  • Starszy GameMaster

Po kilku tygodniach przeczytałem całe. Propsik! ;)

:ok:


  • Back to top
    • 1

#34 EviT870 09/03/2017 - 22:59

EviT
  • Gracz

Po kilku tygodniach przeczytałem całe. Propsik! ;)
:ok:


Dziekóweczka, mam nadzieję że czytało się miodnie.
  • Back to top
    • 1

#35 Yorioo 876 17/03/2017 - 00:13

Yorioo
  • Gracz

No i kiedy jakaś nowość, co?


  • Back to top
    • 2

#36 EviT870 17/03/2017 - 00:26

EviT
  • Gracz

No i kiedy jakaś nowość, co?


Jak się uwinę z zaległościami ;d
  • Back to top
    • 0

#37 MrCookieZ200 18/03/2017 - 19:40

MrCookieZ
  • Gracz
Przyjemnie się czczyta i dobrze sobrane zdjecia. Pisz dalej! :)

Edited by MrCookieZ, 18/03/2017 - 19:41.

  • Back to top
    • 0

#38 EviT870 19/03/2017 - 21:42

EviT
  • Gracz

@HERE'S THE BIG ONE!

 

Oto i upragniony EDIT, dodany rok 2015 i przyjęcie do LSPD.


  • Back to top
    • 0

#39 ZipeX684 19/03/2017 - 21:59

ZipeX
  • Gracz

*
POPULAR

eghm, dwa kafle za usunięcie mojego wątku prosze.


  • Back to top
    • 3

#40 EviT870 19/03/2017 - 22:18

EviT
  • Gracz

eghm, dwa kafle za usunięcie mojego wątku prosze.


Wyślę pocztą.
  • Back to top
    • 0




0 user(s) are reading this topic