Jump to content

net4game

The most innovative GTA: San Andreas Multiplayer Role Play server

Photo
* * * * * 5 votes

Livia McFly - Coletti


  • Please log in to reply
193 replies to this topic

#1 Tajemniczaa641 29/03/2016 - 23:01

Tajemniczaa
  • Gracz

*
POPULAR

Dowód

Imię: Livia

Nazwisko: McFly - Coletti.

Adres zamieszkania: Aleja Gwiazd 35A

Miejsce urodzenia: Floryda

Data urodzenia: 22 lipiec 1994r.

Stan cywilny: Mężatka

                                             pqvZsEY.gif                                                                                          

Wstęp

Styczeń

 

Ten dzień zadecydował o tym, gdzie się teraz znajduję. Wcześnie rano wraz z moją siostrą - Delilah Jones, dojechałyśmy do obrzeży Los Santos. Była to dla nas nowość. Nigdy wcześniej nie podróżowałyśmy same, bez męskiej pomocy po obcym terytorium. Jednak właśnie tego dnia, całe życie miało się zmienić. Nie byłyśmy tymi samymi dziewczynami co wcześniej - nieśmiałe, ciche i spokojne. Chciałyśmy pokazać że jesteśmy czegoś warte. Wyjeżdżając z Florydy - stanu, w którym mamy rodzinę, miałam różne myśli. Czasami nawet nie wiedziałam, czy chcę jechać. Jednak fakt, który cały czas przypominał mi o koligacjach między rówieśnikami, a także tymi najbliższymi, nie pozwalał mi na pozostanie w mieście. Moja rodzina była bardzo liczna. Z dnia na dzień, potrafiłam żegnać się z niektórymi członkami na zawsze. Bez względu na powody - śmierć czy też brak chęci kontaktu. Wtedy zaczęłam wierzyć, co ludzie mogą zrobić, by się zmienić - by nie być sobą. Kristopher - mój starczy kuzyn był domownikiem Los Santos od dłuższego czasu. Ciężko mi powiedzieć, że mam co do niego pozytywne wspomnienia. W każdym razie po tym jak opuścił miasto, ja wraz z siostrą zajęłyśmy jego miejsce. 

MdW1i0K.jpg

 

Zmiana na lepsze?

Jak dojechałyśmy do miasta, zameldowałyśmy się w hotelu, a także znalazłyśmy prace. Wszystko szło według pozytywnego scenariusza. Pewnego dnia, idąc do jednej z nich, obładowana książkami, spotkałam przystojnego bruneta. Ubrany był w garnitur, ciemne spodnie i buty. Stało się to dość przypadkowo, bowiem poznaliśmy się w pobliskiej sieci komórkowej, gdy zmieniałam model telefonu. Uśmiech mężczyzny nie schodził przez całą rozmowę, przez co też dałam namówić się na jedno spotkanie. Zaprowadził mnie do swojego samochodu. Wsiadłam i zapięłam pasy. Następnie objechaliśmy całe Los Santos. Poznałam tyle zakamarków w tak szybkim czasie, a on mógł poczuć się jak przewodnik. Zapytacie pewnie: “Nie bałaś się?” Otóż bałam. I to strasznie. Jednak jedyną, inną opcją, która przychodziła mi do głowy było samouctwo - każdy wie, jak ono wygląda. Tym przystojnym brunetem okazał się Michael Crasher. Mieszka w Los Santo od kilku lat i jak sam powiedział, chętnie pomoże mi się zadomowić z tym miejscem. Czemu by nie skorzystać - pomyślałam. I tak też zrobiłam. Od tego momentu, życie zaczęło nabierać barw.

kqzEYge.png

 

Czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani?

Mijały kolejne dni. Można powiedzieć, że rozpoczęliśmy przyjaźń. On nie był już “nieznajomym”, a ja nie byłam tylko “panią po telefon.” Spotykaliśmy się w kafejkach, siłowni i innych restauracjach. Mężczyzna zabierał mnie do parku, czy też na piknik. Michael był z Los Santos Police Departament. Jak można się domyśleć, było to lekkim utrudnieniem. Często wyjeżdżał na patrole, przez co ubywało nam sporo czasu. Na początku myślałam o współpracy. Jednak potem wszystko przeanalizowałam. Owszem, chciałam wspólnie pracować i razem łapać przestępców, jednak moje doświadczenie nie pozwalało mi na udział w obecnej akademii. Minęło sporo czasu. Byłam między młotem, a kowadłem. Iść, czy zostać? Próbować, czy czekać? Postanowiłam napisać podanie do Detective Devision. Lubiłam rozwiązywać zagadki i zbierać dowody. Niestety nie udało mi się zasilić szeregów detektywów, przez co też skupiłam się na pracy w centrum. Delilah w tym czasie również poznała chłopaka, z którym często wybierała się na różnorakie imprezy. Dobry sposób na integracje, rozrywkę, a także na poznanie zwyczajów Los Santos. Wszystko się układało.. do czasu.

Czym dłużej się ciągnęło, tym rzadziej widziałam Michael’a. On coraz więcej jeździł na służbę, mnie zdarzyło się dłużej pospać. Wydawało się to normalne. Jednak, gdy powtarzało się to notorycznie, zaczęło mi trochę przeszkadzać..

gidvfLr.gif

 

Czas jest problemem?

Z każdym dniem, nasz kontakt coraz bardziej się zmniejszał. Bałam się, że w końcu zaniknie. Postanowiłam zrobić coś szalonego. Zacząć działać. Często wracałam do domu, kładłam się do łóżka i spoglądałam w telewizor. Teraz wszystko przemyślałam. “Iść czy zostać?” “Czekać, czy próbować”. Miałam już plan, nie chciałam siedzieć bezczynnie. Pragnęłam dołączyć do szeregów LSPD, a następnie przenieść się do jednostki Gang Unit, by razem spędzać czas i uczestniczyć wspólnie w różnych wydarzeniach. Tylko czy chęci wystarczą? - myślę. Możliwe. To w końcu jest połowa sukcesu. Dzięki temu nie narzekalibyśmy na brak czasu, a każda minuta byłaby przyjemnie spędzona. Leżałam przez parę minut, wpatrując się w sufit. Po chwili zaczął wibrować telefon. Zerknęłam niechętnie w szybkę.

Dom

Trudno opisać uczucia, które mi towarzyszyły. Miałam odebrać komórkę? Kobieta, która wyjechała z Florydy, pozostawiając wszystkich domowników, ma teraz porozmawiać z rodziną, po tylu sporach? Nie chciałam rozmowy. Jednak po chwili namysłu sięgnęłam po telefon i już miałam kliknąć zieloną słuchawkę, gdy ten przestał wibrować. Odłożyłam go z powrotem na ladę. Niedługo potem przyszedł SMS:

“Tu Michael, chcesz się spotkać?”

Na szczęście. Westchnęłam. Oddzwonić do rodziny, czy do niego? Wybrałam drugą opcję. Napisałam SMS i rzuciłam telefon w poduszkę. Miałam dość..

                     tsKQTnc.jpg                                        

 

Szkoda tylko, że za taką ceną, jaką jest życie…

Pewnego dnia, podczas drogi na paczki spotkałam chłopaka, który próbował mnie zatrzymać. Wpierw nieco się wystraszyłam, jednak nie miał co do mnie złych zamiarów. W każdym razie, nie można każdemu ufać. Zamieniłam z nim parę zdań i ruszyłam dalej, pozostawiając swoją wizytówkę. Nie znałam go. Po jakimś czasie dostałam SMS:

"Pomocy!"

Sprawdziłam dane, co do numeru. Marco Rodriquez - mężczyzna, którego widziałam podczas powrotu z pracy kurierskiej. Lekko niepewna postanowiłam zadzwonić. Sygnał zajętości - nie odbierał. W sumie mogłam go zostawić, bo przecież był mi zupełnie obcy. Jednak coś mnie tknęło, żeby tego nie robić. Próbowałam ponownie. Na nic, nie odpisywał. Nieco później zadzwonił telefon. Jak się okazało, był to jego numer, więc odebrałam. Ciężko mi powiedzieć, co było słowo w słowo, jednak z pewnością prawdą było to, że z drugiej strony nie słyszałam głosu Marco, tylko innego mężczyzny, który usilnie starał się go podmienić. Wypytywał mnie, gdzie jestem, co robię, czy się chce spotkać. Natomiast na moje pytanie, czy wszystko w porządku, stwierdził, że nie mam się czym martwić. Zdziwiło mnie, że dodał: "Twój Marco", gdyż był mi prawie obcym mężczyzną, także od razu po tym zdaniu wiedziałam, że coś jest nie tak. Próbowałam zachować się, jakbym nadal myślała, że jest to ten sam mężczyzna, co przed wiadomością. Zgodziłam się na spotkanie za 15 minut przy jednej z sieci komórkowych. Moim planem było powiadomienie departamentu, po czym pójście na spotkanie i złapanie sprawcy. Niestety tak się nie stało. Oczekiwania moje zostały zrealizowane, mężczyzna był zakapturzony, nosił maskę. Poszliśmy razem do lokalu, wypytywałam go o rzeczy, z którymi zdążyłam porozmawiać tylko z Marco. Ten dość sprytnie starał się wyplątać, jednak widać było po nim lekkie zmieszanie. Na prośbę ściągnięcia maski, bronił się dużo ilością policjantów w okolicy. Zaczęłam wysyłać SMS o pomoc do jednej osoby z departamentu, ta jednak nie dała rady wrócić na miejsce akcji i zostałam zdana sama na siebie. O pomoc poprosiłam również ochronę, w której pracuję. Zjawiła się jedna osoba z legalną bronią. Gdy ochroniarz zauważył, że sytuacja wymyka się z pod kontroli, zaczął celować, a ten upadł na ziemie i wysyłając SMS'a, szepnął:

"To już koniec. Twój przyjaciel nie żyje."

Następnie włączył głośnomówiący i słyszałam strzał. Myślałam, że serce rozwali mi się w tysiąc kawałków. Po chwili zadzwoniła jednostka DD, która mimo chęci, nie zdołała przyjechać na miejsce zdarzenia. Jakaś osoba wleciała do lokalu, złapała go za ramię i wyprowadziła. Władał mną gniew, miałam ochotę go.. zabić? Nie jestem pewna, czy jest to poprawne słowo. Jednak moja przyjaciółka, Nicolla Schiff, pomogła w schwytaniu przestępcy. Do teraz nie wiem co z nim jest, ale nigdy nie zapomnę śmierci kolejnej osoby.. Za bardzo przypomniały mi się czasy z Florydy... Jednak jestem jej wdzięczna, że zajęła się sprawą i wzięła ją zupełnie na poważnie... Szkoda tylko, że za taką cenę, jaką jest życie.

                   OB00aQv.jpg                    

 

Każda przygoda czegoś uczy…

Luty

Dwa tygodnie przed wydarzeniem miałam dużo dylematów. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, co będę robić. Cały czas wokół myśli krążyło mi LSPD. Podczas czytania nowości, zobaczyłam ogłoszenie o rekrutacji do szpitala. Czemu nie? - pomyślałam. Napisałam podanie. Parę dni później stawiłam się na akademii, która trwała trzy dni. Zakończona została egzaminem. Od tego momentu pracowałam w MC, ratując życie mieszkańcom Los Santos. Nieco później wysłałam podanie do LSPA, które również ku mojemu zdziwieniu, zostało pozytywnie rozpatrzone. Opuściłam znajomych, rodzinę i dom. Ruszyłam do nowego miejsca, nowych osób, nowych wyzwań...

BhoqNvv.jpg

A co jeśli…?

Akademia policyjna trwała siedem dni. Pierwsze trzy poświęcone były wykładom. Trwały one około dwóch godzin. Uczęszczając na wszystkie, dowiedziałam się mnóstwo rzeczy o funkcjonowaniu departamentu. Wykładowcy starali się bardzo dokładnie przekazać swoją wiedzę w sposób łatwy do zrozumienia. Podczas przerw organizowane były różne wycieczki - od biegów za autobusem, po wspinaczki na górę Chillad. Nie mogę powiedzieć, że było to proste, wręcz przeciwnie. Dla osoby, które nie miała z tym do czynienia było to nie lada wyzwanie. Ale jak to mówią: Dla chcącego, nic trudnego. Kolejne dni poświęcone były egzaminom. Dotyczyły one głównie wykładów, jak i podręcznika, którego otrzymaliśmy. Wpierw przyjętych było około czterdzieści osób, do końca wytrwało nieco ponad dziesięć. Stres zadawał pytanie: “Czy dam radę?” “Co będzie jak dam?” “A co się stanie, gdy nie dam rady?” Był to tydzień niepewności i testowania siebie na różne sposoby. Mimo błędów, które oczywiście zdarzyło mi się popełnić, dałam radę dołączyć do szeregów LSPD. Szczęśliwa, że otrzymałam pozytywny wynik myślałam tylko  o telefonie do Michael’a. Wymeldowałam się z akademii, wybiłam numer i z wielkim entuzjazmem powiadomiłam o zdaniu, razem byliśmy szczęśliwi z wiadomości..

r4GQ9T1.jpg

 

Ludzie, dla których warto...

 

Podczas wydarzeń poznałam mnóstwo osób. Nie tylko z akademii, ale również po przez Michael’a czy też z pracy. Jedną z nich jest Katharine Forbes. Zawsze potrafiła pomóc, a także poprawić humor. Spotkania z nią dawały dużo radości. Zresztą.. cała jej rodzina w jakiś sposób wpłynęła na moje życie, za co jej serdecznie dziękuję. Z Draven Forbes można było ciekawie porozmawiać, Kevin Cali - chłopak Kath, zawsze starał się podnieść na duchu.  Ojcem przyjaciółki był Aron Forbes. Troszczył się o wszystkich, ponadto często prowadził imprezy. Poznałam także Jax Callmen, który towarzyszył mi w pracy w szpitalu, był byłym mojej kuzynki, a także bratem znajomej - Isabelli Callmen. Często razem wybieraliśmy się na spotkania przy ognisku, czy też w domu, popijając przy tym kawkę i żartując na różne tematy. Lubimy sobie urządzić jakiś dowcip, który bywa i tak - nie zawsze może się spodobać drugiej stronie. Jednak nikt nie bierze tego na serio i później mamy niezły ubaw. Także do tego grona zalicza się Victor Lorenzo, były szef szpitala. Mam z nim dobre wspomnienia, większość znajomych powinna się domyślać, o co chodzi, cytując: “Pana Ripostę.” Wymieniałabym dalej, ale nie chcę skończyć biografii w jednym rozdziale. Na wszystko przyjdzie czas...

3I8zc3W.gif

 

Nikt nie mówił, że będzie łatwo...

Marzec

 

Gdy zakończyłam akademie, wzięłam się do pracy. Założyłam mundur, przypięłam odznakę oraz inne gadżety. Przez pierwszy tydzień jeździłam za granicę, gdzie kontrolowałam pojazdy. Poznałam także współpracowników. Mimo tego nie chciałam się przywiązywać do dywizji, ze względu na chęć przeniesienia. Jednak ciężko być obojętnym do ludzi, z którymi pracuje się na co dzień. Od większości dostałam cenne rady, które staram się używać do dziś. Osobą, która najbardziej mi pomogła, mimo moich nieustannych pytań jest Ivan Owen - były FTO, z którym uczyłam się patrolować Los Santos. Zawsze starał się wszystko wytłumaczyć i sensownie wyjaśnić, choć często było to nie lada zadanie. Był też wyrozumiały i chętny do pomocy - czasami aż nazbyt, ale może to i lepiej. Zapewniał dużo rozrywki, po przez różnorodne patrole, a także potrafił ciekawie wyznaczyć plan dnia, aby nikomu nie było nudno. Poświęcił mi sporo swojego czasu, za co jestem mu wdzięczna.

OO46W4j.png

 

Wszystko się sypie…

Wszystko układało się w sensowną całość. Byłam coraz bliżej awansu, jak i przeniesienia do GU. Dzień zapowiadał się bardzo dobrze. Pewnego wieczoru wybrałam się na zebranie. Spotkałam po drodze Jax’a, jak i innych znajomych. Tak jak zawsze, weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsca na krzesłach. Miał być Michael. Niestety nie zastałam go. Zerknęłam parę razy na zegarek. Było dość późno. Po paru minutach przypomniałam sobie o SMS, w którym pisał o możliwej nieobecności. Nie przejmowałam się dłużej, tylko z uwagą zaczęłam słuchać komendanta. Wyczytał nazwiska. W jednej chwili mój nastrój zmienił się o 180 stopni. Po twarzy spłynęła mi łza. Nie na zebraniu… - mówię. Jax przeniósł wzrok w moją stroną i poklepał po ramieniu.

- Nie płacz.  

Dodał. Powstrzymałam się, słuchając dalszej części jak kamień. Starałam się nie okazywać uczyć. Gdy owe spotkanie skończyło się, wybiegłam z sali i rzuciłam mundur. Stanęłam jak słup i wpatrywałam się w ścianę. Podbiegł Jax. Spojrzał na mnie z lekko skrzywioną miną. Michael dostał End of Watch. Nie byłoby to dużym problemem, bo przecież moglibyśmy spędzać więcej czasu. Jednak wiedziałam, że po informacji będzie chciał wyjechać. Tak też się stało. Zapakował ciuchy, pożegnał się ze mną i na następny dzień już go nie było. Podjął szybką decyzje, za szybką.. - tłumaczyłam sobie. Byłam zupełnie zdezorientowana, nie wiedziałam co będzie dalej. Wróciłam do domu i usiadłam w fotelu. Przyszło parę SMS:

Będzie dobrze, nie przejmuj się!

Najwidoczniej tylko ja wiedziałam, że nie będzie...

m9rseKp.png

 

Wgnieć mnie jeszcze w ziemie...

Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Odłożyłam telefon i ruszyłam w stronę korytarza. Zerknęłam przez dziurkę. Ivan. Ten uśmiechnął się i wszedł do środka. Zaczął mnie pocieszać, po czym razem wybraliśmy się na ASG. Pragnęłam wyładować emocję, najlepiej kogoś... rozstrzelić? Tak, to był dobry pomysł. Zadzwoniłam jeszcze po Jax'a. Ten zgodził się i gdy tylko był na miejscu, rozpoczęliśmy rozgrywkę. Jak można się domyślić - padło mnóstwo strzałów. Przez chwilę nawet udało mi się podnieść wzrok, bez ciągłego przecierania oczu rękawem. Jednak na końcu rozgrywki Jax popatrzył na mnie ze smutną miną i złapał słuchawkę.

End Of Watch.

Nie jestem pewna, czy akurat to chciałam usłyszeć. Jax był detektywem, nie narzekał wcześniej na pracę, wręcz przeciwnie bardzo ją chwalił. Wypowiedziawszy słowa, lekko się uśmiechnął i ruszył w stronę wyjścia. Ja natomiast rzuciłam broń na kamyki, a łzy powoli zaczęły spływać mi po policzku. Wtuliłam głowę w Ivana, ten objął mnie, zaczynając pocieszać. Sam dobrze wiedział, że dużo rzeczy wydarzyło się w tak szybkim czasie i nawet słowa nie są w stanie mi pomóc. Bo tak naprawdę, nic nie było...

6Sewr2e.gif

 

Zabić smutek...

Zapłakana po odejściu Michael'a i załamana po straceniu ostatniego, dobrze znanego przyjaciela z departamentu, chciałam tylko jednej rzeczy - by to była bajka. Pragnęłam za dużo? Bardzo możliwe, skoro nie dało się tego wykonać. Zerknęłam odruchowo w telefon. Przyszedł SMS:

"Cześć Livka, idziesz się upić? //Jax"

Mój przyjaciel, który właśnie zrezygnował z roboty, na którą tak bardzo czekał postanowił się spotkać.. Odciągnęłam wzrok od komórki, złapałam za poduszkę i przyłożyłam do głowy. Nie chcę - myślę. Chyba nie chcę - powtarzam. Jednak chcę - mówię głośniej. Może to mi pomoże w oddaleniu się od problemów. Złapałam szybko za telefon i napisałam SMS:

Idę, będę pod szpitalem za 2 minuty. //Liv

Tak też się stało. Jax podjechał niebieskim Admiralem. Spojrzał w moją stronę, kiwnęłam głową i ruszyłam w kierunku wozu. Wsiadłam i zapięłam pasy, opuszczając wzrok w podłogę. Mężczyzna złapał za stacyjkę i przekręcił klucze, po czym odjechał kawałek od szpitala. Szepczę:

- Dlaczego odszedłeś?

- Miałem dość wyciągania kul ze swojego ciała.

Podniosłam wzrok. Uśmiechnął się lekko, po czym spojrzał przed siebie. Żartował? Mówił dość poważnie. Jednak nie takiej odpowiedzi oczekiwałam. Jax zawsze był żartownisiem, przy poważnej sytuacji umiał trzymać dystans - za to go lubiłam. Ponownie opuściłam wzrok, ten dodał:

- Nie płacz. Nie masz się co martwić, zrobiłem co uważałem za słuszne.

Nie skomentowałam. Dojechaliśmy do lokalu. Weszłam do środka. Głośna muzyka, mnóstwo osób przy barze, niektórzy byli na parkiecie. Zajęłam puste miejsce przy stole, a Jax poszedł po alkohol. Wyciągnęłam telefon z torebki. Wibrował. Kliknęłam zieloną słuchawką i przyłożyłam go do ucha.

- Cześć, gdzie jesteście?

- Ivan? W klubie..

- Mhm, podjechać?

- Możesz..

- Zaraz będę.

Rozłączyłam się. Upić się z Ivanem? Nie, to zły pomysł. Nie powinien mnie widzieć w takim stanie. Mężczyzna w ten czas wrócił z kieliszkiem i odłożył na stół, przysuwając go w moją stronę. Złapałam i podniosłam na wysokości ust. Nie mogę… - myślę. Odłożyłam z powrotem na ladę. Jax popatrzył na mnie z lekkim zdziwieniem, a następnie wypił zawartość duszkiem.

- Chcesz?

- A Ty nie?

- Jakaś.. nie mam ochoty.

Odrzekłam, przekazując owy kieliszek mężczyźnie. Ten wypił kolejny bez przeszkód. Posiedzieliśmy przez dwie minuty, narzekając na wszystko i spoglądając na bawiące się osoby. Ci tańczyli, wygłupiali się - jakby wcale nie mieli problemów. Jax przerwał wypowiedź, wtrącając, że idzie jeszcze po napój. Zmierzyłam go wzrokiem. Starczy - szepnęłam. Nie słuchał, poszedł dalej. W drzwiach stanął Ivan. Rozglądnął się po lokalu, a gdy skierował wzrok w moją stronę, pomachałam mu ręką, by wiedział gdzie iść. Podszedł do mnie i usiadł obok.

- Gdzie Jax?

Spytał. Zerknęłam w kierunku baru. Ivan kiwnął głową w celu zrozumienia. Próbował mnie pocieszyć.. Nawet mu się to udało. Wyżaliłam się. Gdy wrócił znajomy, wypił jeszcze kieliszek i ruszyliśmy w stronę drzwi. Nie chciałam dłużej tam siedzieć. Jax zdecydowanie upity, wyszedł z lokalu. My wraz za nim. Wsiadł za kółko, mimo naszych ostrzeżeń i pojechał przed siebie, próbowaliśmy go dogonić. Po drodze uderzył w kilka lamp, wyglądało to co prawda komicznie, ale podczas sytuacji nie było nam tak do śmiechu.  Wróciłam do domu i położyłam się do łóżka. Chciałam o wszystkim zapomnieć. Zgasiłam światło, wyciszyłam telefon i poszłam spać.

cnWLcIr.jpg

 

Co dalej?

Rano otworzyłam oczy i spojrzałam na telefon. 11:30. Ubrałam się, zjadłam i wsiadłam na motor. Założyłam kask, a następnie wciągnęłam komórkę. Zadzwoniłam do Ivana, w celu umówienia się na wspólny patrol. Ten się zgodził i po paru minutach spotkaliśmy się na komisariacie. Jak zawsze ubrałam mundur i odznakę. Postanowiłam, że nie warto teraz myśleć nad stratą jednej rzeczy, gdy przez to mogę nie zauważyć kiedy stracę inne. Starałam się uśmiechać, było to dość trudne. Czasami bardzo ciężko kogoś udawać. Wsiadłam do radioli i pojechałam wraz z Ivanem w kierunku centrum. Po paru godzinnym patrolu wróciliśmy z powrotem na komisariat. Mężczyzna poszedł załatwić parę spraw służbowych, ja natomiast czekałam za ladą, obsługując ludzi. Gdy razem skończyliśmy, wybraliśmy się do pobliskiego baru. Ivan wyprzedził mnie z zakupem, finalnie podając reklamówkę z donutami. Bywa, że jest uparty. Tak samo jak ja, z tego też powodu szybko wsadziłam mu do kieszeni parę banknotów. Pojechaliśmy do siłowni i zakupiliśmy karnet. Usiadłam na ławeczkę i zaczęłam podnosić ciężary. Po około 100 uniesieniach sztangi, ledwo dawałam radę się podnieść. Ivan miał powód do śmiechu. Następnie podeszłam do worka treningowego i oddałam parę ciosów. Po zakończonym treningu, ruszyliśmy do jego domu. Nawet przez chwilę zapomniałam o wszystkim, choć wydawało się to dla mnie niemożliwe. Oboje byliśmy zmęczeni. Mężczyzna zasnął na kanapie, nie wspominając o kluczach. Nie mając noktowizora, zmuszona byłam do spania u niego w domu. Ale nie było co narzekać. Ciepło, wygodnie, a przede wszystkim pod dachem. Teraz wspominając to, automatycznie zaczynam się śmiać. Po południu obudziłam się pod kocykiem. Ivan najwidoczniej musiał wyjść. Miałam różne przemyślenia. Chciałam odpocząć od związku i codziennych problemów. Wszystko powoli.. - myślałam. Nie ma gdzie się śpieszyć...

DweLnA4.png

 

Zimna kąpiel?

Takie dni powtarzały się dość często. Pewnego razu dostałam SMS o spotkaniu. Dobry pomysł - pomyślałam. Odpisałam, godząc się na wycieczkę. Umówiliśmy się pod jedną z siłowni. Podjechał białym sanchezem. Uśmiechnął się do mnie, dając znak bym wsiadła na motor. Założyłam kask i ruszyliśmy w stronę plaży. Stanęliśmy niedaleko molo. Mężczyzna odciągnął kawałek maszynę,  ja tymczasem usiadłam na wilgotny piasek i wpatrywałam się w fale. Było dość zimno. Zerknęłam na zegarek. Prawie północ - wyszeptałam. Ivan usiadł obok mnie i zaczęliśmy rozmawiać. Już mieliśmy się zbierać, gdy ten obsypał mnie piaskiem.

- Tylko na to Cię stać?

Zaśmiałam się. Odważnie - mówię. Ten zrobił skrzywioną minę i złapał mnie w tali, po czym podniósł i skierował w stronę morza. Byłam pewna, że nie posunie się za daleko. Jednak, jak widać, na wszystko trzeba brać poprawkę. Stopniowo przysuwaliśmy się w stronę wody. Gdy zanurzył się do pasa, rzucił mnie ostrożnie na fale. Wtedy jeszcze nie było mi tak do śmiechu. Woda była wręcz lodowata. Wygrzebałam się na piasek w poszukiwaniu jakiegoś koca. Na moje nieszczęście, nie było żadnego w pobliżu, przez co byłam zmuszona pożyczyć kurtkę od mężczyzny.

- Odwdzięczę się. Zemsta będzie słodka.

Powiedziałam lekko pokaszlując. Jak sądziłam, na samym kaszlu się nie skończyło.

9sN1vzF.gif

 

Miód i cytryna...

Katar, gorączka i kaszel. Trzy objawy, które towarzyszyły mi od rana. Nie miałam siły wstać z łóżka i złapać pilota, a co dopiero pójść do pracy. No pięknie, lepiej być nie może - mówiłam do siebie. Przykryłam się kocem i włączyłam telefon. Jedno powiadomienie:

“Przepraszam za wczoraj, mogę wpaść?”

Ivan. W sumie czemu nie, zobaczymy jak się odwdzięczy. Odpisałam:

“Przyjdź, jestem w domu.”

Odłożyłam telefon na ladę i wtuliłam głowę do poduszki. Niedługo potem słyszę dzwonek. Nie chciało mi się wstać. Skierowałam wzrok na drzwi. Przecież nie będzie wiecznie czekać...- pomyślałam, łapiąc telefon w dłoń i siadając na kącie łóżka. Przeciągnęłam się, ubrałam kapcie i ruszyłam powolnym krokiem przed siebie. Będąc w połowie dostałam kolejne powiadomienie:

“Otworzysz?”

Zerknęłam kątem oka w szybkę, przesuwając się do przodu. Złapałam za kluczyk i przekręciłam w prawą stronę. W drzwiach stanął Ivan. Ręką obejmował ogromny słoik miodu. Uśmiechnęłam się do niego i wszedł do środka, wypytując mnie o stan zdrowia. Machnęłam ręką, przy tym lekko się śmiejąc, ruszyłam do pokoju. On natomiast przygotował mi herbatkę z miodem i przyniósł do łóżka. Stara się.. - myślę. Nie mogę być zła. I faktycznie, nie byłam. Potowarzyszył mi jeszcze parę minut i wrócił z powrotem do miasta. Choroba natomiast została nieco dłużej. Jednak już w następnych dniach, mogłam swobodnie chodzić do pracy. Miałam ochotę się odwdzięczyć jakimś żartem, ale na razie dałam sobie spokój. Jeszcze wszystko przed nim.

piPMgk9.gif

 

Żartujesz?

Podczas zaistniałego okresu zdarzyło mi się przygotować kilka dowcipów. Związane były one z najbliższymi osobami. Parę razy dorysowałam wąsy niezmywalnym markerem, innym razem przywiązałam kogoś do krzesła, albo też zakleiłam usta taśmą, gdy znajomy miło ucinał sobie drzemkę. Bywało też tak, że dzwoniłam z informacją o nałożonej blokadzie. Niektóre sytuacje były przezabawne, za inne nieco mi się dostało. Ale raz się żyje, trzeba o tym pamiętać. Pozdrawiam tych, którzy byli moimi "ofiarami". Mam nadzieję, że będziecie mnie pozytywnie pamiętać, bo nie miałam na myśli nic złego. Jeżeli nie wiecie o co mi chodzi, zapytajcie Isabella Callmen, czy też jej brata - Jax Callmen. Coś o tym może powiedzieć również Charlie Coletti i Ivan Owen. Jedną z osób, które często przez to lubią się odwdzięczać jest Anita Cesario. Dawna medyczka w szpitalu, z którą miałam okazję pracować, a także dobra znajoma. Ostatnimi czasy przebywanie z nią jest dość dużym wyzwaniem, trzeba być na wszystko przygotowanym. Jednak wbrew temu, jest śmieszną dziewczyną, która w razie problemów pomoże, nawet jakby miała "działać ze specjalnymi końcówkami". (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi.)

GVmYYFQ.png

 

Chęci były? Były.

Wszystko się zmieniło od przyjazdu do Los Santos.. Straciłam wiele osób, jak i dużo zyskałam. Moja siostra Delilah Jones wyjechała z powrotem na Florydę, natomiast reszta rodziny nie utrzymywała ze mną kontaktu. Katharine wraz z Michaelem i Kevinem opuścili miasto. Wszyscy najbliżsi, których znałam postanowili wyjechać.. Dany Rossi i jego brat Maksimillian Rossi, którzy towarzyszyli siostrze, także bywają mniej w mieście, a nasz kontakt lekko się urwał. Starałam się namawiać by wrócili, lecz z marnym skutkiem. Poznałam natomiast Michail’a Watson’a. Często spotykam go idąc do pracy, czy też spacerując po mieście. Ostatnio pomagał mi sprzedać Admirala. Nadal mam go u siebie w garażu. Jednak zawsze powtarzam; Liczą się chęci. Dobrze mieć znajomych i móc na nich polegać...

eraDgQq.png

 

Może warto?

Jedyną osobą, którą znałam dłużej i dość dobrze był Ivan. Pewnego dnia postanowiliśmy się spotkać. Był wieczór. Jak zawsze, rozmawialiśmy na różne tematy. Cztery etapy są zaliczone - mówię, kierując wzrok w stronę mężczyzny. Ten uśmiechnął się, robiąc krok w moją stronę. Czas zacząć nowy? - myślę. Spojrzał mi w oczy, tak jakby wiedząc co czuję, zapytał;

- Może warto spróbować?

Spuściłam lekko głowę. Dużo czasu spędzaliśmy we dwójkę. Zawsze mi pomagał, był przy mnie kiedy miałam złe dni. Wtedy zadałam sobie pytanie, czy jestem gotowa na nowy związek. Kiwnęłam głową. Najwidoczniej tak. Nie każdy mężczyzna przechodzi cztery etapy. Większość przegrywa na drugim. Nie chodzi mi o to, że jestem wymagająca, po prostu widząc pewne zachowania, czasami nie wyobrażam sobie wspólnego życia… Spojrzałam mu w oczy.

- Zacznijmy etap pierwszy

Szepnęłam. Ten lekko zdziwiony dodał;

- Wszystko od nowa?  

Zaśmiałam się, nie spuszczając wzroku. Nie - mówię. Etap związku. Następnie przytuliłam się do jego klatki piersiowej, ten objął mnie ręką i pocałował. Od dawna brakowało mi kogoś. Czułam się dość samotna, ale nie chciałam powtarzać tych samych błędów. Dużo razy odmawiałam. Teraz było inaczej. Mimo długiej przerwy, pierwszy raz się zgodziłam. Ciekawie jak to się potoczy - myślę. Nie chcę potem czegoś żałować. Jednak cały czas czuję, że nie będzie takiej potrzeby...

Cs3BsGE.png

 

Kwietniowe przemyślenia...

Kwiecień

Dom, chłopak, przyjaciele i praca. Wszystko mam, co najmniej w jakimś stopniu.

Mogę sobie postawić teraz pytanie, czy warto próbować poszerzać horyzont i się rozwijać? Z jednej strony czuję się szczęśliwa - nie mam większych wymagań, ani potrzeb. Z drugiej natomiast, nie chcę się ograniczać do minimum, zamykać swoich umiejętności i pasji. Cały czas brakuję mi rodziny, kogoś kto mógłby mnie wesprzeć. Oczywiście przyjaciele również spełniają taką funkcje, tylko jak to mówią - “wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.” Parę dni po wieczorze, gdzie miałam mnóstwo dylematów i pytań, wydarzyły się różne sytuacje. Jedne sprawiały mi radość, w innych musiałam walczyć, by przetrwać. W sumie normalne.. Tylko, czemu, gdy wszystko idzie dobrze, coś musi się popsuć? - myślałam, bujając się na fotelu w salonie. Dobre pytanie, ale takie już jest życie. Raz musiałam wybierać pomiędzy strzałem w stronę przyjaciela, gdy ten starał się w sposób możliwie przypadkowy zrobić mi krzywdę, a poddaniem się całej sytuacji. Innym razem miałam do wyboru pozwolić odejść bliskiej osobie, nawet jej w tym pomóc lub też zostawić w zamknięciu, pod pretekstem życia, tracąc posiadane zaufanie. Czasami testujemy siebie - własne decyzje, wybory i działania, nawet tego nie zauważając. Każdy uczy się na błędach, a jakie będą z tego konsekwencje, musimy sami się o tym przekonać, by móc zauważyć i docenić, ile stracimy, a ile zyskamy…

SBCSr9l.gif

                                                         

Scenka z horroru...

Pewnego popołudnia, będąc na służbie, dostałam SMS’a;

Cześć, tu Jax! Zamknęli mnie za nic.. Jestem na MU, możesz podejść?

Skierowałam wzrok w prawy róg ekranu. 18:55. Trochę za późno..Wysłałam wiadomość:

Wybacz Jax, za 5 minut mam odprawę, a nie wypada się spóźnić. Jak się skończy, podejdę do Ciebie. //Liv

Wyciszyłam komórkę, kolejno wrzuciłam do kieszeni i zapięłam zamek. Ciekawe co zmajstrował.. - rozmyślałam, kierując się w stronę sali. Zajęłam miejsce na jednym z krzeseł. Nieco po 19:00 rozpoczęła się odprawa, która trwała około 20 minut. Sprawdzali na niej nasze wyposażenie. Bronie krótkie i długie. Na moje “szczęście” trafiłam do Ivan’a, który korzystając z okazji, przechwycił mi zabawkę. No nic.. - wystawiłam rączkę w jego kierunku.

- Potem Ci oddam.

Zaśmiał się, spoglądając w moją stronę.  Zabawne, bardzo zabawne - myślę. Również parsknęłam śmiechem, ściszając nieco ton głosu;

- Odwdzięczę się. Teraz idę do Jax’a, podobno siedzi w więzieniu...

Lekko zdziwiony, zapytał mnie dlaczego. Skąd mam wiedzieć? - mówię, przewracając oczkami. Jeszcze z nim nie rozmawiałam. Ten kiwnął głową, pożegnał się ze mną i ruszył załatwiać swoje sprawy. Ja w tym czasie, wyciągnęłam komórkę i wybiłam numer do przyjaciela. Nie odbierał. Niedługo potem przeszłam do cel. Rozglądnęłam się uważnie dookoła, próbując go znaleźć. W jednej z nich siedział mężczyzna. Podeszłam nieco bliżej.

- Jax?

Zapytałam, spoglądając na kraty.

- Ta-aa-kk.

Czy to na pewno on? - myślę, nie dowierzając własnym oczom. Widziałam tylko bezwładne ciało, ułożone obok łóżka. Wokół kałuża krwi, która co jakiś czas powiększała się o jedną krople. Boże, co się stało.. - powiedziałam, z lekkim niesmakiem. Złapałam za kluczyk, po czym włożyłam do zamka i przekręciłam, odsuwając kraty w lewą stronę. Wbiegłam do środka. Pierwsze co złapałam dwoma palcami za szyje i sprawdziłam tętno, jak i oddech, zerkając na klatkę piersiową. Z nosa i z okolic głowy leciał strumień krwi. Na szczęście mężczyzna był przytomny. Pobiegłam po apteczkę, którą ułożyłam obok i zaczęłam działać. Wyciągnęłam wacik, zamoczyłam w wodzie utlenionej, po czym całość odkaziłam i zabandażowałam. Moje doświadczenie medyczne, pozwoliło mi na uratowanie znajomego. Naprawdę warto było pójść do szpitala - pomyślałam, spoglądając na mężczyznę.

- Jax.. Jak się czujesz?

Podałam wodę wraz z tabletką przeciwbólową. Ten szybko złapał, popijając lek.

- Jest lepiej, dzięki..

Jednak mimo tego, dużej zmiany nie było po nim widać. Nadal był blady, jakbym rozmawiała z trupem. Miałam mnóstwo pytań, jednak wiedziałam, że nie jest w stanie na nie odpowiedzieć. Ułożyłam go wygodnie na łóżku, po czym usiadłam obok i zerknęłam na kałużę krwi. Jak to szybko można kogoś stracić.. - myślałam, wpatrując się w czerwoną podłogę.

- Zamknęli mnie za nic..

Wykrztusił. Za nic? Trochę niemożliwe.

- Jak to? Powoli, jak masz siły to opowiedz, co się wydarzyło.

Położył ręce na brzuch i odwrócił głowę w moim kierunku. Następnie wyjaśnił po kolei całą historie. Faktycznie.. Jeżeli to była prawda, to jest niewinny. Co by tu zrobić.. - myślałam, po czym zwróciłam się do mężczyzny.

- A jakieś dowody? Zdjęcia, świadkowie?

Posmutniał. Najwidoczniej owych nie posiadał. Również opuściłam głowę, bo tak naprawdę w takim przypadku, nic się nie da zrobić.

- Świadek by się znalazł..

Wyszeptał. Ale czy tylko świadek pomoże? - zapytałam, równie ściszonym głosem.

- Zrobili mi również test, nie wykazało, że strzelałem.. Lufa nie była gorąca...

To już coś, ale nadal mało. - myślę. Jax popatrzył na mnie z pewną niepewnością.

- Zadzwoń do Ivan’a..

W sumie mogę, ale byłam pewna, że powie to samo co ja. Wybiłam numer, kolejno poprosiłam go by przyszedł. Ten zjawił się po paru minutach i opowiedziałam mu w skrócie sytuacje. Dodał, że bardzo mu się śpieszy i pomyśli nad tym, jak tylko wróci. Uśmiechnęłam się, kiwając głową. Chwile potem podeszłam do Jax’a.

- Co powiedział?

Zapytał. Usiadłam obok i odparłam, że niedługo się tym zajmie i przemyśli. Po paru godzinach zjawił się i porozmawiał z mężczyzną. Nic nie dało się zrobić. Tak jak myślałam. Brak dowodów, brak potwierdzenia. Ze smutkiem spojrzałam na Jax’a, który widocznie zamroczony postanowił się poddać. Wypuściliśmy go na chwile z celi. Ten zaczął latać jak oszołomiony.

- Nie chcę dłużej żyć, zrób to..

Jeszcze wtedy nie wiedziałam o co mu chodzi. Zerknęłam parę razy w jego kierunku, po czym przeanalizowałam sytuacje i zrobiłam krok w tył.

- Nie, ani teraz, ani później.

Stanął w drzwiach. Ivan wyszedł nieco wcześniej. Założył rękę na rękę i zupełnie z poważną miną, dodał;

- Jak nie zrobisz, nie wypuszczę Ciebie...

Mamy dużo czasu - powiedziałam równie pewnym głosem. Po paru sekundach wpadł na inny pomysł. Skoczył ze schodów, uderzając głową o podłogę. Nie zdołałam go zatrzymać. Zawiadomiłam Ivan’a, by przyszedł na chwilę i pomógł. Bez zastanowienia odpisał, że zaraz będzie. Na szczęście nic się nie stało. Jax obudził się bez konieczności pomocy medycznej. Szybko wraz z mężczyzną zaprowadziliśmy go do środka celi. Tam było najbezpieczniej. Gdy wychodziłam, zerknął przez kraty i krzyknął w moją stronę;

- Dzięki...

Oczywiście z sarkazmem. Wiedziałam, że jak mu pozwolę coś sobie zrobić to będzie żałować. Tak też się stało, nieco później podczas następnej rozmowy był mi wdzięczny. Stwierdził, że ma jeszcze dla kogo żyć. Niektóre błędy mogą być zbyt dużo warte - odpowiedziałam.

Kiwnął głową...

39bnpZK.jpg

 

Poszukiwanie towarzysza…

Pewnego dnia postanowiłam udać się na wieczorny patrol. Tym razem stanęłam przed siedzibę MC, gdzie spotkałam znajomego - Charliego Coletti, z którym razem wyruszyłam w drogę. Ku mojemu zdziwieniu i towarzyszącej pogody, nie było żadnych wezwań, więc spokojnie przemierzaliśmy Los Santos. W jednej chwili skręciłam na chodnik, gdzie natychmiastowo wcisnęłam hamulec.

- Co się stało?

Zapytał, spoglądając na mnie z lekkim zdziwieniem. Ja natomiast przerzuciłam wzrok z przedniej szybki i skierowałam w stronę mężczyzny.

- Hmm.. Chciałabym kupić kota.

Nastała chwila ciszy. Brzmiało to dosyć komicznie, jednak mój ton głosu sugerował zupełnie co innego.

- Żartujesz.

Dodał, śmiejąc się przy tym, jakby była to jakaś komedia. Chociaż według niego, był to istny dramat. Jeździliśmy jeszcze przez jakiś czas, rozmyślając o plusach i minusach takiej odpowiedzialności. Gdy zakończyliśmy patrol, udałam się do pobliskiej kafejki, gdzie miałam do wykonania jeszcze jedną robotę. Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do Charliego. Rozmowa tyczyła się tej samej rzeczy. Skończyło się na tym, że po paru minutach byliśmy w pobliżu jednego z zoologicznych, w którym przetrzymywali młode kociaki.

- Którego bierzesz?

Spojrzał na liczne stado kociąt. Kucnęłam nieco bliżej kojca, w którym wszystkie były do siebie przytulone. Co za integracja - pomyślałam, po czym parsknęłam śmiechem.

- Chciałabym białego. Takiego w prążki.

- To ten?

Wskazał na jednego z plamką na nosku. Był on dość żywy, podobny do takiego, jakiego sobie zamarzyłam. Ten.. - myślę, biorąc go na rączki. Przytuliłam kociaka do klatki piersiowej i podrapałam po główce. Zaczął wyraźnie mruczeć. Faktycznie, od zawsze chciałam mieć zwierzaka. Ostatnio rozmawiałam o takim z Ivan’em.

- Dobra, wydaję mi się dobrym wyborem.

Mężczyzna lekko się skrzywił.

- Jesteś pewna? Pamiętaj, że będzie Ci latał po całym domu, musisz go karmić, sprzątać kuwetę, a nie daj Boże Ci się załatwi na dywanie..

Przewróciłam oczami. Nie jestem przecież małą dziewczynką, umiem się zajmować zwierzakami.

- Jak nigdy.

Dodałam z uśmiechem na twarzy. Dokupiliśmy mu jeszcze zabawki, jedzenie i kojec. Zapas na zimę - powiedziałam, wkładając produkty do koszyka. Podziękowałam Charlie’mu za pomoc w wyborze i razem z kotkiem wróciłam do domu. Mam nadzieję, że Ivan również będzie zadowolony z tej decyzji. Jak wróci do miasta, to mu pokażę - pomyślałam. Od tego czasu zyskałam nowego towarzysza. Do wyboru pozostało jeszcze imię, ale chciałam zadecydować o nim wspólnie z chłopakiem, więc wstrzymałam się z decyzją...

xKWq8Ca.gif

 

Jeśli kogoś kochasz, daj mu wolność...

Lipiec

 

Tak dawno tutaj nie zaglądałam… Nie dodawałam nowych rozdziałów. Tyle rzeczy zmieniło się w moim życiu. Czy na lepsze? Jeszcze się okażę.. Pewnego dnia usiadłam wraz z Ivanem na kanapie, rozmawialiśmy jak zawsze na różne tematy. Tym razem spojrzał na mnie niepewnym wzrokiem. Była to w swoim rodzaju zapowiedź. Pamiętam wtedy, że w pełni się z nim zgadzałam co do decyzji, która zresztą jak jeszcze myślałam - miała nie wpłynąć na nasze życie. Parę tygodni później stanął na zebraniu i ściągnął swój Commanderski kapelusz. Wszyscy wstali, unosząc rękę w jego kierunku - postanowił zrezygnować ze stanowiska. Widać, ze był zapracowany. Mnóstwo czasu spędzał poza miastem. Podeszłam do niego, pogratulowałam mu wkładu pracy jaki poświęcił w MD i wygłosiłam krótkie przemówienie, które zresztą - okazało się nieco dłuższe niż myślałam. Od tego czasu mijały dni, tygodnie, miesiące. Nie widywałam go już w mieście. Jadąc radiowozem przypomniały mi się wspólne patrole, latanie helikopterem, pływanie łodzią. Przejeżdżając koło jego domu widziałam setki wspomnień, złożonych z małych kryształków. Tak naprawdę od samego początku wiedziałam, że nie skończy się na rezygnacji ze stanowiska. Gdy siedzieliśmy na kanapie podczas rozmowy, opuściłam nieco głowę, dodając:

- Teraz będzie więcej czasu dla nas? Mam nadzieję, że nie odejdziesz ode mnie.

Było to w powiedziane w formie żartu. Oczywiście - nie chciałam, by odszedł.  Ale wtedy pomyślałam: Są rzeczy ważne i ważniejsze. Szkoda, że nie zdążyłam się z nim pożegnać. Jednak mimo tego, nie mam mu nic za złe. Pewne jest to, że nasz związek był na swój sposób magiczny i wiele mnie nauczył, może jak to czytasz, też tak pomyślisz - dziękuję za wszystko…

eRKcMzG.gif

 

"Strach przed samotnością, dodał mi jedynie odwagi na ten ruch."

 

Życie toczy się dalej. Po ostatnim zerwaniu nauczyłam się być twarda. Nie okazywać uczuć. Choć jest to naprawdę ciężkie, gdy się kogoś kocha. Straciłam chłopaka, dom nad głową, auto.. Został mi jeszcze kot. Usiadłam i wzięłam go na kolana. O nie.. Tak nie może być - pomyślałam, głaszcząc go jedną dłonią. Nie chcę skończyć samotnie na fotelu z kotem. Wtedy spojrzała na jego brązowy nosek. Pamiętam jak po niego jechaliśmy..

*Chciałabym białego. Takiego w prążki.*

*To ten?*

Charlie.. Pomagał mi wtedy w wyborze. Miałam nadać mu wspólnie imię z Ivanem, już niestety nie znajdę takiej okazji.. Po dogłębnych przemyśleniach nazwałam go Happy - w końcu jest to cząstka szczęścia, jaka została w moim posiadaniu. Po chwili zaczął dzwonić telefon. Vanesa Williams. Ciekawe, ciekawe - odebrałam.

- Cześć kochana! Tu Vanesa, jest sprawa. Podjedziesz na HQ?

- Tak, tak. Zaraz będę.

Udałam się na MD, nie miałam pojęcia o co mogło jej chodzić.

Gdy już dojechałam na miejscu zobaczyłam ją z mężczyzną w jednej z sal. Podeszłam nieco bliżej, gdy ta wskazała ręką, że mam wejść do środka. Przywitałam się z nimi i zaczęliśmy rozmowę.

- Sprawa jest następująca. Potrzebuję świadka na ślub, który odbędzie się jutro o 12;00. Dasz radę nim być?

Uśmiechnęła się w moim kierunku. Pełna entuzjazmu pogratulowałam parze i oczywiście zgodziłam się na propozycję. Następnie pożegnałam się i udałam na patrol z Grantem. Z nim zawsze jest zabawnie. Są chwile, gdy nie mogę przestać się śmiać. Ale.. Wiewiórki chyba tak mają. (Wtajemniczeni) Po służbie wróciłam do mojego nowo znalezionego domu i położyłam się na łóżku, po czym oddałam się jego działaniu. Nazajutrz wyruszyłam po prezent. Kupiłam kwiaty oraz włożyłam trochę banknotów do dwóch kopert i udałam się na ślub. Przyszłam nieco przed czasem. Usiadłam na ławki i zaczęłam rozglądać się po urzędzie. Na wyższym piętrze zauważyłam Charliego. Wyczekiwał widocznie na parę, w celu udzielenia im ślubu. Zrobiłam kilka kroków w stronę schodów. Próbować, czy nie próbować?  Może jednak mu zaufam, w końcu znam go mnóstwo czasu. Podeszłam do mężczyzny i oparłam się o kolumnę. Proszę - dodałam, przekazując mu małą blaszkę w kształcie serca. Ten wziął ją i odwrócił na drugą stronę, po czym przeczytał:

- Serduszko Livii?

(Wtajemniczeni) Tak, dokładnie. Kiwnęłam głową. Zdezorientowany stanął na wprost mnie. Zbliżyłam się do niego i pocałowałam go w usta. Co wtedy mną sterowało? Strach przed samotnością? Może odrobinę, ale tak naprawdę Charlie zawsze był przy mnie, kiedy miałam złe chwile. Nigdy nie nalegał, gdy na coś nie miałam ochoty. Strach przed samotnością, dodał mi jedynie odwagi na ten ruch. Po owym pocałunku poszłam na ślub. Towarzyszyły wtedy chwile wzruszeń, czasami naprawdę nie mogłam się opanować i wyciągałam po parę chusteczek z opakowania. Od tego dnia moja przyjaciółka przyjęła nazwisko Lawyers, Vanesa Lawyers. Wychodząc z urzędu, zaczęłam rozmawiać z Charlim. Stanęliśmy obok drzewa i rozmyślaliśmy nad tym wszystkim. Wytłumaczyłam mu, skąd moja decyzja ku temu. Wiem, że tak naprawdę coś do mnie czuł. Tym razem podczas wyboru nie chciałam czekać. Pierwszy raz wybrałam wbrew sobie. Jak kiedyś powiedziałam, że nie będzie trzeciego razu - myślałam, że nie, ale mam jeszcze dla kogo być w mieście, postaram się to wykorzystać do końca. Zobaczymy, czy było to słuszne posunięcie za parę dni…

                                             tQbyIhH.jpg                                                            

 

Wszyscy razem? - Niezapowiedziany telefon.

Pewnego dnia podczas patrolu LSMC zadzwonił telefon. Odebrałam go, nie czytając nawet nazwy kontaktu. Usłyszałam głos staruszka, który zaczął przypominać mi dzieciństwo.

- Nie poznajesz swojego taty?

Serce zaczęło bić mi nieco szybciej. Wzięłam parę wdechów.

- Masz.. Zasięg z Florydy?

Zapytałam, nie wiedząc jeszcze co przede mną czeka.

- Nie, nie.. Bo widzisz.. Lena do mnie dzwoniła i tak sobie pomyślałem, aby się spakować i do Was przyjechać.. Jestem w Los Sa..

W tym momencie telefon leżał już na podłodze. Charlie spojrzał na mnie jakbym coś ukradła. No cóż - myślę. Może mi się przesłyszało. Pochwyciłam ponownie komórkę i przyłożyłam do ucha.

- Livia? Jesteś tam?

- Tak, tak.. Po prostu.. Nie wierzę.

- Widzisz.. Musze Was trochę popilnować. Zostaję na stałe.

W sumie nie byłam na to zła. Bardzo stęskniłam się za ojcem, tak dawno z nim nie rozmawiałam.

- Mnie pilnować? Prosze Ciebie - jestem dorosła. Prędzej Lena.. No do niej to bym jeszcze przyjechała.

Parsknęłam śmiechem. Zrobiła się całkiem miła atmosfera. Co prawda bałam się i to strasznie, nie wiedziałam czego się spodziewać.

- Słuchaj.. Tęsknię za Wami, tak dawno Was nie widziałem. Możemy się spotkać?

Rozejrzałam się wokół. Na patrolu.. Hm.. Troszkę nie bardzo. Zamyśliłam się na chwilkę, szukając w myślach wolnej chwili w grafiku.

- Chętnie, tylko.. Teraz nie mogę. Jestem na patrolu, potem mam następny. Niedługo zadzwonię i się umówimy. A co.. z mamą?

- Zostawiła Nas.. Poszła do jakiegoś bogatego frajera. Na szczęście uzyskałem prawa do Was i o to jestem.

- Mhm.. Chociaż to.

- Dobra córcia, to się zgadamy. Miłego dnia.

Rozłączył się. Nigdy nie powiedziałabym, że to się stanie. Zawsze miałam konflikty z rodziną, dlatego też wyjechałam z Florydy. Teraz.. Teraz są w mieście.. Wszyscy? Lena McFly - buntowniczka jakiej świat nie widział, moja siostra. jednak mogę na nią liczyć w najmniej spodziewanych momentach.. Aron McFly - tata, który jeszcze jak myślałam, parę minut przed telefonem był ze mną pokłócony. brakuje jedynie kuzynostwa. Charlie oparł się jedną ręką o szybę ambulansu.

- Kto to był? Bo chyba nie jestem w temacie.

- Kto? No.. Ojciec. Przyjechał do miasta. Niesamowite.

- Chcesz do niego iść teraz?

- Nie, nie. Jestem zajęta, poza tym trochę się boję, nie wiem co będzie jak go spotkam.

Zrobił zdziwioną minę. To prawda, nawet nie chodzi o strach. Czułam, że będzie pomiędzy nami linka napięcia.

- Mogę iść z Tobą jeśli chcesz.

Skorzystam - myślę. Poza tym przedstawię im nowego chłopaka. Nowego.. nadal nie mogę tego przełknąć. Zapowiada się ciekawe spotkanie…

w6ZgWP0.jpg

 

Nowe znajomości...

I tak o to minęło trochę czasu. Poznałam parę osób, z niektórymi straciłam kontakt. W międzyczasie spotkałam naprawdę fajnego chłopaka - Kyle Bailey. Był moim pierwszym podopiecznym w LSPD. Przesiedzieliśmy na patrolach kupę czasu. Cieszę się, że trafił mi się taki zdolny uczeń, a jednocześnie dobry przyjaciel. Praca potrafi naprawdę złączyć ludzi, ale również zrujnować wszystko. Trzeba wiedzieć, na ile można sobie pozwolić. Po następnej akademii trafiła mi się Vanesa Williams.. Teraz już Lawyers. Kobieta potrafi dać w kość, ale przede wszystkim jest bardzo miła. Razem z Kyle mieli najlepsze czasy podczas toru. Jak to się mówi - uczeń przerósł mistrza, jestem z nich dumna. Polepszyłam znajomości z drugiej dywizji, Gang Unit. Warto ze sobą współpracować, bez względu na różne komisariaty. Brayan Hetfield, zabawny człowiek, który jak wywnioskowałam kocha śpiewać i rymować. Pozytywna osoba. Poznałam także Grant’a Tyler’a. Wcześniej już o nim coś wspominałam. Często razem jeździmy na patrole, świetnie się z nim dogaduję. Zawsze dowozi mi paczkę orzeszków, a nawet ostatnio zrobił mi taki tort! Był pyszny.  Podczas stania za ladą porozmawiałam trochę z Thomas'em Gambino - obecnym Commander’em GU. Ciepła atmosfera i odrobina żartów. Widać, że potrafi nad wszystkim zapanować, chociaż nie mam z nim stałego kontaktu przez odmienne dywizje mogę śmiało to stwierdzić. Polepszyłam znajomości również z Monique LaCourageux. Mój mały.. Ekhm. Robaczek. (Wtajemniczeni). No i Rayan Carter. Znam go już od dłuższego czasu. Nic dodać, nic ująć - cieszę się, że jeszcze nasza znajomość trwa. Wrócił także Michael Crasher. Linka napięcia pomiędzy nami nieco zmalała. W sumie nawet mi brakowało naszych rozmów. Wymieniałabym dalej, ale jeszcze będzie do tego okazja...

R9UN25b.jpg

 

**Poniżej zamieszczony wpis**

Następne rozdziały będę wrzucać w komentarzach, jako że bardziej się tutaj nie mogę rozpisać.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

CDN.

((Hejka! Jest to moja pierwsza biografia, którą napisałam. Mam nadzieję, że choć trochę podołałam wyzwaniu, ale sami oceńcie. :)  Dziękuję graczom uczestniczącym bo wprowadzili do historii postaci dużo ciekawych elementów, także mojej fotografce Ance,  za pomoc w edytowaniu zdjęć oraz innym osobom, wspomagającym produkcję. Jeżeli kogoś pominęłam to wybaczcie, pewno z kolejnymi dniami dodam. Rozdziały pojawią się, gdy będę mieć więcej czasu. Pozdrawiam. :)))

 

Aktualizacja 3.04.16

Aktualizacja 19.04.16

Aktualizacja 21.07.16

Aktualizacja 27.07.16

 

Aktualizacja 15.08.16

Aktualizacja 26.08.16 (zdjęcia i nie tylko :P)


Edited by Tajemnicza321, 20/11/2016 - 12:47.

  • Back to top
    • 79

#2 Shivuś 25 29/03/2016 - 23:05

Shivuś
  • Gracz

(Yorio) - Miałem okazje czytać wcześniej trochę tej biografii i wnioskuje że Jax to jednak alkoholik jest i pozytywnie uderzony człowiek. :D

Liwka, biografia 10/10. :)

 

Oczywiście pierwszy komentarz! :)


  • Back to top
    • -1

#3 Tajemniczaa641 29/03/2016 - 23:06

Tajemniczaa
  • Gracz

Dziękuję, nie ukrywam, trochę mi zajęło. Jax miał zły dzień, bywają i takie. :P


  • Back to top
    • 0

#4 Chmurka2939 29/03/2016 - 23:13

Chmurka
  • Gracz

Łał  :wub:  :wub:  :wub:


  • Back to top
    • 0

#5 Uraluk1111 29/03/2016 - 23:14

Uraluk
  • Gracz

Ekstra, naprawdę dobra robota Livka. :)


  • Back to top
    • 0

#6 * Lenkaa1616 29/03/2016 - 23:29

Lenkaa
  • Zarząd

*
POPULAR

Livia, odwaliłaś kawał dobrej roboty!  :wub:  Czekam na ciąg dalszy. ;>


  • Back to top
    • 7

#7 Blaxer -25 29/03/2016 - 23:42

Blaxer
  • Gracz
Ooo ^^ biografia elegancka - z tego Jax'a to straszny alkocholik jest... xDD
  • Back to top
    • 0

#8 Lisiek1016 30/03/2016 - 01:02

Lisiek
  • Gracz

*
POPULAR

Wowowow... Mimo iż nie lubię czytać i nie przeczytałem żadnej szkolnej lektury (poza "Pies który jeździł koleją"), przejrzałem tą biografie i pierwsze co pomyślałem to "No niee... Nie przeczytam całości - nie ma bata"... Jednak zacząłem czytać i tak świetnie mi się czytało że nawet nie zdążyłem się skapnąć że jestem już na krańcu końca tej "opowieści"... Przeczytałem - patrzę na zegarek i upłyneło mi dobre ponad 20 minut gdy wszystko już poszło... I nie uważam tego czasu za stracony, biografia rewelacyjna... No Livcia postarałaś się :* Dzięki za wzmiankę o mnie, haha  :lol: a każdemu, nawet tym którzy mają lenia do czytania - polecam przeczytać każde słówko - od początku do końca, bo naprawdę warto - nawet chwilami treść uderza w serduszko  ;) Nawet mogę chyba powiedzieć że to najlepsza biografia jaką kiedykolwiek przeczytałem - i zdaję Sobie sprawę ile czasu na jej napisanie musiałaś poświęcić, ile razy sama przeczytałaś to podczas pisania - by sprawdzić czy o czymś nie zapomniałaś... Ode mnie w Twoją stronę naprawdę wielki szacun! Oby tak dalej i czekam na kolejne fragmenty, czy tam etapy Twojej "historii". Jeszcze raz wielkie Łaaaaaaaał!!!  :wub:  :wub:  :wub:


Edited by Lisiek, 30/03/2016 - 01:05.

  • Back to top
    • 3

#9 Whizz348 30/03/2016 - 01:26

Whizz
  • GameMaster SA-MP

*
POPULAR

Świetna Biografia, przyjemna dla oka, przeczytałem całość i jestem pod wrażeniem. Gratuluje i czekam na więcej. ;)


  • Back to top
    • 3

#10 * RainbowParadise635 30/03/2016 - 02:10

RainbowParadise
  • Gracz
Boskie :o. Czytalem czastkowo. Po czym wrocilem na poczatek i od a do b czytalem. SWIETNE!
  • Back to top
    • 0

#11 D1L3r0420 30/03/2016 - 06:03

D1L3r0
  • Gracz
Interesujące, lecz zastanawia mnie jedno... Gdzie jest Boniu ?! :D
  • Back to top
    • 2

#12 Egzii562 30/03/2016 - 06:09

Egzii
  • Gracz
Bardzo fajnie sę czyta, propsy ;)
  • Back to top
    • 0

#13 Tajemniczaa641 30/03/2016 - 06:39

Tajemniczaa
  • Gracz

Dzięki za pozytywną opinie. ;) Boniu? No może się go gdzieś wkręci.  :-/


Edited by Tajemnicza321, 30/03/2016 - 06:41.

  • Back to top
    • 0

#14 Adii144 30/03/2016 - 08:56

Adii
  • Gracz
No Liwka, postarałaś sie. :D
A tak serio wszystko bardzo ładnie opisane, czytałem przedpremierowo jednak teraz podoba mi się to jeszcze bardziej. Scenki z życia Livi świetnie odwzorowane, duży PLUS. ;)
  • Back to top
    • 1

#15 Tajemniczaa641 30/03/2016 - 12:05

Tajemniczaa
  • Gracz

No Liwka, postarałaś sie. :D
A tak serio wszystko bardzo ładnie opisane, czytałem przedpremierowo jednak teraz podoba mi się to jeszcze bardziej. Scenki z życia Livi świetnie odwzorowane, duży PLUS. ;)

Ciesze się, że przypadło do gustu. Zobaczymy, jak będzie dalej.  ^_^


  • Back to top
    • 0

#16 PyrKson204 30/03/2016 - 22:26

PyrKson
  • Gracz

Zapomniałam usunąć modyfikacje do pojazdów, ale jedną myślą myślę że lepiej to wygląda z modami, ale Livka dobra robota ^^ :*


  • Back to top
    • 0

#17 Tajemniczaa641 30/03/2016 - 23:13

Tajemniczaa
  • Gracz

Zapomniałam usunąć modyfikacje do pojazdów, ale jedną myślą myślę że lepiej to wygląda z modami, ale Livka dobra robota ^^ :*

Ciekawie wygląda z modyfikacją. Dzięki za pomoc.  ;)


  • Back to top
    • 0

#18 PyrKson204 31/03/2016 - 17:58

PyrKson
  • Gracz

Ciekawie wygląda z modyfikacją. Dzięki za pomoc.  ;)

Nie ma za co ^^


  • Back to top
    • 0

#19 Veo 205 31/03/2016 - 18:19

Veo
  • Gracz
Ładna lekturka :D Biorę się za Czytanie.
  • Back to top
    • 0

#20 Tajemniczaa641 31/03/2016 - 19:43

Tajemniczaa
  • Gracz

Ładna lekturka :D Biorę się za Czytanie.

Przez trzy miesiące trochę się uzbierało.  ^_^ Mam nadzieję, że wytrwasz przez większą część biografii, miłego czytania!  ;)


  • Back to top
    • 2

#21 Cherry^^1395 31/03/2016 - 20:20

Cherry^^
  • Gracz

No, no - przeczytałam całą, supeeer, masz plusika!  ^_^  :thumbsup:


  • Back to top
    • 0

#22 Tajemniczaa641 31/03/2016 - 20:29

Tajemniczaa
  • Gracz

No, no - przeczytałam całą, supeeer, masz plusika!  ^_^  :thumbsup:

Dzięki.  :D


  • Back to top
    • 2

#23 Pozytywny24 -21 14/04/2016 - 15:15

Pozytywny24
  • Gracz

Dobra robota :)


  • Back to top
    • 0

#24 Tajemniczaa641 14/04/2016 - 15:40

Tajemniczaa
  • Gracz

Dobra robota :)

Dziękuję.  ;)


  • Back to top
    • 0

#25 Reident 280 19/04/2016 - 14:00

Reident
  • Gracz

No po prostu wow, nie które te ss'y są stosunkowo śmieszne, ale widać włożony wkład pracy, za co propsuje i nagradzam łapką :)


  • Back to top
    • 0

#26 Tajemniczaa641 19/04/2016 - 14:06

Tajemniczaa
  • Gracz

No po prostu wow, nie które te ss'y są stosunkowo śmieszne, ale widać włożony wkład pracy, za co propsuje i nagradzam łapką :)

Faktycznie, muszę kilka rzeczy jeszcze dopracować, ale dzięki za pozytywną opinie.  ^_^


  • Back to top
    • 0

#27 Lisu0422 08/05/2016 - 13:31

Lisu04
  • Gracz
Ale fajny kotek xDDD
  • Back to top
    • 0

#28 Tajemniczaa641 21/07/2016 - 21:29

Tajemniczaa
  • Gracz

Ale fajny kotek xDDD

Sama takiego chciałabym mieć.  ^_^


  • Back to top
    • 1

#29 Keniacz 212 21/07/2016 - 21:46

Keniacz
  • Gracz

*
POPULAR

Dziękuję, że wspomniałaś o mojej postaci, twoja postać naprawdę bardzo dużo znaczy dla Vanesy i czy napewno tak dała w kość? Haha xD
Świetne //Keny. :*
  • Back to top
    • 3

#30 Miichał243 21/07/2016 - 21:47

Miichał
  • Gracz

Elegancko.  :ok:


  • Back to top
    • 1

#31 Keniacz 212 21/07/2016 - 21:47

Keniacz
  • Gracz

*
POPULAR

I co do kotka - mówiłem, że mogę wyczarować :* :D
  • Back to top
    • 3

#32 Tajemniczaa641 21/07/2016 - 22:09

Tajemniczaa
  • Gracz

Dziękuję, że wspomniałaś o mojej postaci, twoja postać naprawdę bardzo dużo znaczy dla Vanesy i czy napewno tak dała w kość? Haha xD
Świetne //Keny. :*

Chodziło mi, że twarda kobieta.  :P Nie ma sprawy, wspominam tych którzy również coś znaczą dla postaci, o ile mi się przypomni.  :lol:


Elegancko.  :ok:

No, a jak.  ^_^

 

I co do kotka - mówiłem, że mogę wyczarować :* :D

No kojarzę, kojarzę.  :rolleyes:   :*


  • Back to top
    • 2

#33 David007149 22/07/2016 - 18:31

David007
  • Gracz

No pięknie, czekam na więcej! :)


  • Back to top
    • 2

#34 Tajemniczaa641 22/07/2016 - 18:42

Tajemniczaa
  • Gracz

No pięknie, czekam na więcej! :)

Dziękuję. Postaram się by było, ale większość zależy od gry IC i mojego czasu.  :P


  • Back to top
    • 1

#35 Mercader92 22/07/2016 - 19:02

Mercader
  • Gracz

Bardzo fajna forma biografii, tekst też niczego sobie. Jedna z lepszych jakie widziałem.  :ok:


  • Back to top
    • 0

#36 Tajemniczaa641 22/07/2016 - 23:52

Tajemniczaa
  • Gracz

Bardzo fajna forma biografii, tekst też niczego sobie. Jedna z lepszych jakie widziałem.  :ok:

Miło słyszeć.  ^_^


  • Back to top
    • 1

#37 Szepix125 23/07/2016 - 07:32

Szepix
  • Gracz
No i elegancko! Naprawdę dobra robota.
  • Back to top
    • 2

#38 DawidXXL 43 23/07/2016 - 07:47

DawidXXL
  • Gracz

Jaka długa biografia, biorę się za czytanie :D


  • Back to top
    • 2

#39 * Mekrin1180 23/07/2016 - 09:29

Mekrin
  • Gracz

*
POPULAR

"Polepszyłam znajomości z drugiej dywizji, Gang Unit. Warto ze sobą współpracować, bez względu na różne komisariaty. Brayan Hetfield, zabawny człowiek, który jak wywnioskowałam kocha śpiewać i rymować. Pozytywna osoba." Jestem i ja, o - milusio. ^^

Fajnie pisana biografia, przyjemnie się czyta oby tak dalej Tajemnicza ^^
  • Back to top
    • 3

#40 Yorioo 876 23/07/2016 - 09:57

Yorioo
  • Gracz

Jax zabłysną, czas na kuzynkę (a może nie kuzynka?).  :joy:  :joy:

 

Liwka kawał dooobrej roboty, miło się czyta!  :*  :joy:


Edited by YorioPL, 23/07/2016 - 10:06.

  • Back to top
    • 1




0 user(s) are reading this topic